Uproszczenia i możliwe manipulacje w artykule „Faktu” o punktach karnych Łukasza Mejzy

gazetatrybunalska.info 1 день назад

Artykuł „Faktu” z 20 maja 2026 r. autorstwa Mateusza Multana („Ma 225 punktów karnych i przez cały czas jeździ. „Przepisy sprzyjają cwaniakom drogowym”) opisuje sprawę wykroczeń drogowych przypisywanych posłowi PiS Łukaszowi Mejzie oraz problemy z egzekwowaniem kar w sytuacji nieodbierania korespondencji.

Tekst łączy elementy informacji, wypowiedzi oraz komentarza publicystycznego, jednak sposób ich zestawienia prowadzi do istotnych uproszczeń i zatarcia granicy między ustaleniem a hipotezą.

W centrum materiału pojawia się liczba 225 punktów karnych. Zostaje ona przedstawiona w sposób sugerujący jej realność, mimo iż sama konstrukcja wypowiedzi wskazuje na coś innego: „powinno trafić”, „mogłoby znaleźć się”, „po zakończeniu spraw”. Oznacza to, iż nie mamy do czynienia z wynikiem postępowania ani oficjalnym rozliczeniem, ale z sumą potencjalnych konsekwencji wielu niezakończonych spraw. Bez jednoznacznego wskazania ich statusu tworzy się wrażenie stanu przesądzonego, choć w rzeczywistości jest to zbiór niezamkniętych procedur.

W tekście zestawiono przy tym różne kategorie zdarzeń i postępowań. Obok wykroczeń rejestrowanych przez urządzenia pomiarowe pojawiają się sprawy w toku oraz wypowiedzi samego zainteresowanego dotyczące „starych spraw”. Brakuje wyraźnego rozdzielenia, które z nich zostały zakończone prawomocnie, które są procedowane, a które stanowią jedynie medialne wyliczenia. W efekcie powstaje zbiorczy obraz odpowiedzialności, który nie wynika z jednego rozstrzygnięcia, ale z połączenia odrębnych i nieporównywalnych etapów postępowań.

Istotnym elementem tekstu jest sposób użycia wypowiedzi o charakterze ocennym. Pojawiają się sformułowania o „drwinie z przepisów”, „bezradności państwa” i „bezkarności”. Nie są to ustalenia organów państwa ani sądu, ale język publicystyczny, który z góry nadaje interpretację zdarzeniom. Czytelnik otrzymuje ocenę zanim zostaje mu przedstawiony pełny stan proceduralny spraw.

Szczególnie problematyczne jest użycie wypowiedzi byłego rzecznika Policji Mariusza Sokołowskiego jako „eksperta” w zakresie oceny systemu odpowiedzialności za wykroczenia. Sokołowski jest specjalistą od komunikacji instytucjonalnej i PR oraz byłym funkcjonariuszem Policji, natomiast nie jest prawnikiem ani specjalistą od prawa wykroczeń. Jego kompetencje dotyczą sposobu działania instytucji i komunikacji społecznej, nie zaś wykładni prawa karnego czy konstrukcji odpowiedzialności prawnej. W artykule jego wypowiedzi o „lukach systemu” i „zmianach prawa” zostają jednak użyte tak, jakby stanowiły analizę stricte prawną, co przesuwa ciężar autorytetu z doświadczenia komunikacyjnego na obszar, w którym nie jest on specjalistą.

W jednym z kluczowych fragmentów Sokołowski proponuje wprowadzenie odpowiedzialności administracyjnej właściciela pojazdu za wykroczenia rejestrowane przez fotoradary i systemy odcinkowego pomiaru prędkości. Tego typu rozwiązanie oznaczałoby odejście od podstawowej zasady obecnego systemu, w którym odpowiedzialność ponosi sprawca czynu, a nie właściciel rzeczy. W praktyce byłaby to zmiana modelu odpowiedzialności z opartego na winie konkretnej osoby na model obiektywny, w którym kara wiąże się z faktem posiadania pojazdu, a nie z udowodnieniem kierowania nim.

Taki model nie jest jedynie „techniczną poprawką”, jak sugeruje wypowiedź, ale ingerencją w podstawową zasadę prawa wykroczeń i prawa karnego. W polskim systemie prawnym odpowiedzialność co do zasady ma charakter personalny i wynika z przypisania czynu konkretnej osobie. Propozycja przesunięcia jej na właściciela pojazdu pomija ten fundament i redukuje problem do skuteczności egzekucji, bez odniesienia się do konsekwencji prawnych i konstytucyjnych, w tym zasady odpowiedzialności za własny czyn.

W tym samym fragmencie pojawia się uproszczenie polegające na przedstawieniu braku odbioru korespondencji jako mechanizmu umożliwiającego unikanie odpowiedzialności. Pominięte zostają istniejące instytucje doręczeń zastępczych oraz mechanizmy proceduralne, które w wielu przypadkach pozwalają na dalsze prowadzenie postępowania mimo braku fizycznego odbioru pisma. W efekcie system zostaje przedstawiony jako niesprawny w sposób bardziej kategoryczny, niż wynika to z obowiązujących przepisów.

Całość materiału buduje więc obraz jednego przypadku jako ilustracji ogólnej tezy o „nieskuteczności państwa”, przy jednoczesnym pomieszaniu różnych etapów postępowań, użyciu ocen wartościujących jako faktów oraz nadaniu wypowiedziom o charakterze ogólnym funkcji rozstrzygających. Nie musi to wynikać z intencjonalnego działania, jednak efekt końcowy jest jednoznaczny: czytelnik otrzymuje spójną tezę, która nie wynika wprost z przedstawionych, rozdzielonych faktów.

Z punktu widzenia standardów rzetelności dziennikarskiej problemem jest nie tyle sama obecność opinii czy komentarzy, ile ich sposób osadzenia w tekście. Granica między opisem stanu spraw a jego interpretacją została zatarta w sposób, który wzmacnia jedną wersję oceny sytuacji, bez równoległego pokazania jej ograniczeń prawnych i proceduralnych.

Nie oznacza to oceny działań Łukasza Mejzy ani ich usprawiedliwiania. Chodzi o odrębne zagadnienie: sposób, w jaki przedstawiono te działania w materiale prasowym oraz czy opis ten odpowiada standardom precyzji i rozdzielenia faktów od ich interpretacji.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera odpowiedzialność za słowo pisane, która w przypadku prasy nie ogranicza się do swobody formułowania ocen, ale obejmuje obowiązek precyzyjnego oddzielenia informacji od interpretacji, zwłaszcza tam, gdzie skutkiem publikacji może być trwałe ukształtowanie społecznego obrazu osoby.

→ adw. Porada

20.05.2026

• collage: barma / Gazeta Trybunalska

• więcej o Ł. Mejzie: > tutaj

• więcej o ruchu drogowym: > tutaj

Читать всю статью