Sąd ogłosił upadłość spółki Ultinon Motion Poland, właściciela dawnej fabryki Philipsa w Pabianicach. Zakład zatrudnia około 700 osób i przez lata był jednym z ważnych pracodawców regionu. To dramat lokalnej społeczności, ale też lekcja o cenie utraty kontroli nad przemysłem.
Sąd, syndyk i niepewność załogi
Sąd ogłosił upadłość spółki Ultinon Motion Poland, właściciela dawnej fabryki Philipsa w Pabianicach produkującej oświetlenie dla branży motoryzacyjnej. Jak podał MotoFaktor za EPAinfo, postanowienie opublikowano 15 lipca 2026 roku, wyznaczono syndyka i wezwano wierzycieli do zgłaszania roszczeń.
Zakład, znany w mieście jako "fabryka żarówek", zatrudnia około 700 osób. MotoFaktor informował, iż Powiatowy Urząd Pracy w Pabianicach nie otrzymał jeszcze zgłoszenia dotyczącego zwolnień grupowych. To oznacza, iż formalnie przyszłość załogi nie jest przesądzona, ale niepewność jest realna.
Syndyk ma analizować możliwość sprzedaży przedsiębiorstwa lub jego części inwestorowi. Dopiero brak nabywcy mógłby oznaczać likwidację majątku i koniec produkcji.
Polska fabryka wciągnięta w cudzy kryzys
Według relacji branżowych, problemy pabianickiego zakładu nie wynikają wyłącznie z jego lokalnej działalności. W tle jest sytuacja amerykańskiej grupy First Brands, która przejęła Lumileds i pabianicką fabrykę w 2024 roku. MotoFaktor podał, iż zakład w ostatnich latach osiągał zyski, a o jego losie przesądziły kłopoty właściciela.
To jest sedno sprawy. Polska przez lata oddawała znaczną część przemysłu w ręce zewnętrznych grup kapitałowych. Gdy wszystko idzie dobrze, słyszymy o globalnych łańcuchach dostaw i nowoczesnym zarządzaniu. Gdy przychodzi kryzys właściciela, pracownik w Pabianicach zostaje z pytaniem, czy będzie miał z czego utrzymać rodzinę.
Wolny rynek jest potrzebny. Kapitał zagraniczny może tworzyć miejsca pracy. Ale państwo poważne musi rozumieć, iż przemysł to nie tylko tabela w Excelu. To kompetencje, lokalne wspólnoty, podatki i bezpieczeństwo ekonomiczne.
Cena zależności
Historia dawnej fabryki Philipsa pokazuje, iż Polska nie może być wyłącznie montownią i zapleczem produkcyjnym cudzych decyzji. Potrzebujemy własnego kapitału, silnych firm i polityki przemysłowej nastawionej na trwałość, a nie na jednorazową sprzedaż aktywów.
Dla Pabianic stawka jest bezpośrednia: setki rodzin, lokalne usługi, małe sklepy, kredyty, plany życiowe. Upadłość zakładu takiej skali uderza dalej niż w bramę fabryki.
Teraz trzeba patrzeć syndykowi i władzom na ręce. Sprzedaż działającego przedsiębiorstwa inwestorowi byłaby lepsza niż prosta likwidacja. Polska gospodarka potrzebuje miejsc, w których naprawdę się produkuje. Każde takie miejsce, raz utracone, odbudowuje się latami.












