Około 15 ukraińskich specjalistów od dronów działa we wrześniu 2026 roku w północnym Mali, gdzie szkoli i wspiera operacyjnie separatystów z Frontu Wyzwolenia Azawadu walczących z wojskami junty oraz rosyjskim Africa Corps. Kijów otwiera w ten sposób afrykański odcinek wojny z Moskwą, zdobywając zarazem doświadczenie i umowy o współpracy wojskowej.
Ukraińscy operatorzy wspierają rebeliantów w Mali
O skali misji poinformowała 12 września stacja CNN, powołując się na ukraińskich żołnierzy i oficera wywiadu wojskowego znającego operację. Według ustaleń amerykańskiej stacji około 15 ukraińskich specjalistów przebywa w północnym Mali. Działają przy tuareskim Froncie Wyzwolenia Azawadu (FLA), który walczy o niezależność Azawadu i prowadzi działania przeciw armii malijskiej oraz rosyjskiemu Africa Corps.
Ukraińcy nie mają brać bezpośredniego udziału w walkach na pierwszej linii. Jeden z operatorów powiedział CNN, iż zdalnie odbiera obraz z drona, przekazuje przez radio wskazówki miejscowym bojownikom, a po misji omawia z nimi przebieg działań. Zespół zapewnia szkolenie, wsparcie operacyjne i wiedzę zdobytą podczas wojny na Ukrainie. To istotne rozróżnienie. Mowa o realnym zaangażowaniu wojskowym, ale nie o ukraińskim oddziale szturmującym pozycje Rosjan.
Moskwa broni swoich wpływów w Sahelu
Rosja od lat buduje pozycję w Afryce przez współpracę wojskową, ochronę władz i dostęp do surowców. Po śmierci Jewgienija Prigożyna w 2023 roku Kreml podporządkował sobie resztki Grupy Wagnera i rozwinął państwowy Africa Corps. W Mali rosyjskie siły podtrzymują juntę generała Assimiego Goïty, która po przewrotach odsunęła się od Zachodu. Niestabilność całego Sahelu stworzyła Moskwie przestrzeń do działania, ale nie dała jej trwawego zwycięstwa.
Héni Nsaibia, analityk organizacji ACLED zajmujący się Afryką Zachodnią, ocenił w rozmowie z CNN, iż rosyjska obecność jest dla władz Mali podstawowym zabezpieczeniem przed głębszym załamaniem państwa. Zależność działa jednak w obie strony. Kreml potrzebuje junty, by utrzymać swoje wojska i wpływy w kraju. Ukraina uderza właśnie w ten układ: podważa wiarygodność rosyjskich gwarancji i podnosi koszt zagranicznej ekspansji Moskwy.
Pierwsze poważne informacje o ukraińskiej pomocy dla Tuaregów pojawiły się w 2024 roku po zasadzce pod Tinzaouaten, w której zginęły dziesiątki wagnerowców i żołnierzy malijskich. Andrij Jusow, rzecznik ukraińskiego wywiadu wojskowego, mówił wtedy o przekazaniu rebeliantom informacji potrzebnych do przeprowadzenia operacji. Późniejsze ukraińskie zaprzeczenia nie wygasiły sporu. Mali, Niger i Burkina Faso złożyły skargę do Rady Bezpieczeństwa ONZ, oskarżając Kijów o wspieranie terroryzmu.
Sojusz z konieczności ma swoją cenę
FLA jest ruchem separatystycznym zdominowanym przez Tuaregów. Na części pól walki uderzał równolegle z JNIM, organizacją powiązaną z Al-Kaidą. Nie wolno z tego automatycznie wyprowadzać tezy, iż ukraińscy żołnierze szkolą dżihadystów. CNN opisuje ich współpracę z FLA, a sami ukraińscy rozmówcy przedstawiają ten układ jako doraźne partnerstwo wymierzone w Rosjan. Ta różnica musi pozostać jasna.
Jest też druga strona rachunku. W tak rozbitym państwie broń, rozpoznanie i wyszkolenie mogą zmieniać lokalny układ sił na lata. Rosja oskarżała Ukrainę o udział w zbrodniach na cywilach, czemu Kijów zaprzeczył. Organizacja Human Rights Watch zarzucała natomiast rosyjskim żołnierzom zabijanie cywilów i wskazywała, iż podczas kwietniowej eskalacji ludność atakowały bezprawnie wszystkie strony bezpośrednio uczestniczące w konflikcie. W jej raporcie Ukraina nie została wymieniona. Fakty trzeba oddzielać od propagandy obu stron.
Drony stały się narzędziem polityki zagranicznej
Mali nie jest jedynym kierunkiem ukraińskiej aktywności. Źródło CNN w wywiadzie wojskowym mówiło o ukraińskich specjalistach w Sudanie oraz o szkoleniu żołnierzy z Czadu, Nigru i Burkina Faso. Inne zespoły miały pracować w co najmniej pięciu państwach Bliskiego Wschodu, ucząc zwalczania irańskich dronów Shahed. W zamian Kijów uzyskiwał porozumienia o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i obietnice dostaw amunicji.
Afrykańska misja służy też testowaniu sprzętu w skrajnym upale i zapyleniu. Ukraińcy sprawdzają filtry, chłodzenie, elektronikę i baterie w warunkach odmiennych od europejskiego pola walki. Dla państw, które obserwują rozwój ukraińskich systemów obrony przed pociskami i dronami, takie doświadczenie ma wymierną wartość. Kijów zamienia wojenne kompetencje w narzędzie wpływu.
Polska musi wyciągać własne wnioski
Osłabianie rosyjskich struktur wojskowych poza Europą leży w interesie Polski. Każdy zasób, który Moskwa musi skierować do Mali czy Libii, jest zasobem niedostępnym na wschodniej flance NATO. Nie oznacza to jednak, iż Warszawa powinna bezkrytycznie przyjmować każdą operację prowadzoną przez Kijów. Partnerstwo z separatystami na obszarze, gdzie działają organizacje dżihadystyczne, wymaga kontroli politycznej i jasnego rozliczenia skutków.
Najważniejsza lekcja dla Polski jest praktyczna. Wojna na Ukrainie już dawno wyszła poza europejski front, a przewaga dronowa stała się towarem eksportowym i instrumentem dyplomacji. Polska potrzebuje własnych zdolności bezzałogowych, własnego rozpoznania oraz własnej polityki wobec Afryki. Sojusze są potrzebne, ale bezpieczeństwa Rzeczypospolitej nie wolno opierać na cudzych planach.
Źródło: WP Wiadomości, CNN
Źródło: WP Wiadomości

















