Ukraina wściekła na Polskę. Zemsta na archeologu się nie udała

magnapolonia.org 3 часы назад

W świecie wielkiej polityki są sprawy naprawdę poważne: wojny, sankcje, bezpieczeństwo energetyczne… i oczywiście rosyjski archeolog, który nagle stał się bohaterem międzynarodowego dramatu. Dlaczego? Bo nic nie rozpala ukraińskich emocji bardziej niż człowiek z łopatą i zamiłowaniem do starożytności oraz zemsta, do której można go wykorzystać przeciwko Rosji.

Ukraina jest wściekła na Polskę. Poszło o Aleksandra Butiagina, rosyjskiego archeologa oskarżanego przez Kijów o prowadzenie „nielegalnych wykopalisk” na okupowanym przez Rosję Krymie oraz „niszczenie dziedzictwa kulturowego”. Według ukraińskich śledczych miał on doprowadzić do częściowego zniszczenia kompleksu „Myrmekjon”, a straty oszacowano na ponad 200 mln hrywien. Brzmi poważnie – w końcu to nie byle jaka piaskownica, tylko historia zakopana w ziemi.

Archeolog został zatrzymany przez stronę Polską podczas swojego powrotu do kraju. Ukraina wystąpiła o jego ekstradycję i władze warszawskie początkowo zgadzały się na to. Problem w tym, iż ostatecznie, zamiast trafić przed ukraiński wymiar sprawiedliwości, Butiagin… zniknął z radaru Kijowa. Został bowiem wykorzystany jako element wymiany więźniów, w wyniku której wolność odzyskało trzech Polaków, w tym Andrzej Poczobut. I tu zaczyna się prawdziwe przedstawienie, ujawniające turańską mentalność ukraińskich władz.

Ukraina, delikatnie mówiąc, nie była zachwycona. W oficjalnych komunikatach pojawiły się wyrażenia typu „z przykrością przyjęto decyzję” oraz sugestie, iż cała sytuacja „może zostać cynicznie wykorzystana przez Rosję” (sic!). Czyli klasyczne dyplomatyczne tłumaczenie: „jesteśmy wściekli, ale spróbujemy to ubrać w eleganckie zdania”.

Trudno się dziwić – Kijów liczył na ekstradycję człowieka, którego uważa za symbol nielegalnej działalności na okupowanym terytorium. Tymczasem zamiast procesu, dostaliśmy międzynarodową wymianę w stylu „pięciu za pięciu”. Bo jak wiadomo, archeologia najlepiej smakuje w pakiecie z geopolityką.

O dziwo Polska postawiła na własne priorytety. Uwolnienie Poczobuta, przetrzymywanego przez 5 lat w białoruskim więzieniu, było politycznie bardziej kluczowe, niż kolejne „robienie laski” Zełenskiemu, w dodatku w sprawie archeologa, która jest strasznie naciągana. W takim kontekście Butiagin – choćby i bardzo kontrowersyjny – stał się po prostu kartą przetargową. Cyniczne? Oczywiście. Skuteczne? Jak najbardziej.

Cała sytuacja pokazuje coś jeszcze: w dzisiejszym świecie choćby wykopaliska mogą stać się narzędziem polityki. Bo przecież nie chodzi tylko o starożytne ruiny. Chodzi o symbolikę – kto ma prawo badać, kto ma prawo niszczyć i kto ma prawo decydować, co jest „legalne” na terytorium, które według jednych jest okupowane, a według innych… już nie.

I tak oto archeolog, który prawdopodobnie wolałby spokojnie grzebać w ziemi, stał się bohaterem dyplomatycznego sporu. Ukraina się oburza, bo nie udało się jej dokonać politycznego spektaklu z jego procesem, Rosja prawdopodobnie się uśmiecha, a reszta świata przypomina sobie, iż choćby historia sprzed tysięcy lat może być całkiem użyteczna – zwłaszcza gdy trzeba coś ugrać tu i teraz.

NASZ KOMENTARZ: W XXI wieku nie trzeba być szpiegiem ani generałem, żeby znaleźć się w centrum międzynarodowego konfliktu. Wystarczy łopata, trochę ruin… i pech, iż ktoś uzna to za sprawę polityczną. Los zwykłego człowieka się tu nie liczy.

Polecamy również: 17-latka wykiwała prezydenta i media głównego ścieku?
Читать всю статью