W komunistycznej Unii Europejskiej trwa aktualnie dyskusja dotycząca nowych narzędzi walki z prawicą. Komisja Europejska oraz instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo wskazują, iż na obecnym etapie niezbędne jest wdrożenie „nowych strategii prewencji”. Chodzi o takie rozszerzenie definicji ekstremizmu, by objęła również poglądy polityczne sprzeczne z dominującą, skrajnie lewicową linią ideologiczną Brukseli.
UE chce uznać przeciwników gender i klimatyzmu za terrorystów. Według informacji medialnych nowy program zapobiegania terroryzmowi i radykalizacji ma wzmacniać zdolność państw UE do reagowania na „zmieniające się zagrożenia terrorystyczne i brutalny ekstremizm”. Dokument wskazuje m.in. na motywacje ideologiczne jako jeden z czynników mogących prowadzić do przemocy, w tym niechęć wobec tzw. środowisk LGBT. Prowadzi to do sytuacji, w której osoby wyrażające sprzeciw wobec dewiacyjnych postulatów ideologicznych będą postrzegane jako potencjalne źródło terroryzmu.
Instytucje unijne od lat rozwijają system zapobiegania radykalizacji. Obejmuje on m.in. monitoring treści w Internecie, działania edukacyjne, programy deradykalizacji w więzieniach czy współpracę państw członkowskich w zakresie wymiany informacji o zagrożeniach. Celem tych inicjatyw jest ograniczenie możliwości rekrutacji do organizacji terrorystycznych oraz zapobieganie powstawaniu środowisk sprzyjających przemocy politycznej.
Według raportów Europolu zagrożenie terroryzmem w Europie ma różnorodny charakter i obejmuje kilka nurtów ideologicznych. Przede wszystkim chodzi o muzułmański terroryzm dżihadystyczny, terroryzm lewicowy i separatystyczny. Teraz jednak, UE chce na siłę wciągnąć w te ramy także prawicę, która nie zgadza się na masową imigrację, zamordyzm klimatyczny i medyczny oraz rozszerzanie przywilejów dla dewiantów seksualnych. Według eurokomunistów, poglądy tego typu mają być źródłem terroryzmu na równi z dżihadystami, choć jeszcze nie było ani jednego zamachu dokonanego przez np. wroga systemu ETS.
W związku z powyższym pojawia się pytanie o granicę między przeciwdziałaniem radykalizacji a ochroną zwykłej wolności słowa i prawa do krytyki. Pojęcie „radykalizacji” może być wszak interpretowane bardzo szeroko. jeżeli zostanie zdefiniowane zbyt ogólnie i krytyka genderyzmu oraz klimatyzmu zostanie podciągnięta pod terroryzm, działania policyjne obejmą osoby wyrażające spokojny, legalny sprzeciw wobec określonych poglądów politycznych lub światopoglądowych. To już terror znany z czasów sowieckich, gdzie krytycy reżimu trafiali do łagrów za bycie „wrogami ludu” i jedynie słusznego ustroju.
Niestety, obecna debata toczona w Brukseli wpisuje się w szerszy spór o kierunek polityki bezpieczeństwa w UE, gdzie walka z ekstremizmem ewidentnie prowadzi do ograniczania pluralizmu ideowego i swobody debaty publicznej. Ostatecznym celem jest zakneblowanie ust krytykom absurdalnej ideologii skrajnej lewicy.
W efekcie, na końcu tej drogi terrorystami zostaną członkowie konserwatywnych, białych, katolickich rodzin. Domagając się normalności, zostaną ogłoszeni najgorszymi z radykałów i terrorystów.
Polecamy również: Lider „Myśli Polskiej” broni upamiętnienia żydokomunistki











