Donald Tusk nazwał skierowanie ustawy paliwowej do Trybunału Konstytucyjnego "ciosem wymierzonym we wszystkich polskich kierowców". Prezydent Karol Nawrocki wskazuje na ryzyko działania prawa wstecz i odesłał przepisy do kontroli prewencyjnej. Stawka jest większa niż bieżąca cena przy dystrybutorze: chodzi o to, czy rząd może łatać polityczne obietnice podatkiem pisanym pod presją chwili.
Ustawa trafiła do TK
Prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Jak podały Do Rzeczy, Polsat News i Bankier, chodzi o kontrolę prewencyjną. Prezydent nie podpisał ustawy z powodu wątpliwości konstytucyjnych.
Najważniejszy zarzut dotyczy zasady niedziałania prawa wstecz. Według relacji mediów ustawa miała wejść w życie w sierpniu, ale obejmować dochody osiągnięte od marca do grudnia 2026 roku. Nawrocki powoływał się na zasadę lex retro non agit, czyli zakaz działania prawa wstecz.
Rząd odpowiada mocno. Donald Tusk stwierdził przed wtorkowym posiedzeniem rządu, iż decyzja prezydenta to "cios wymierzony we wszystkich polskich kierowców". Minister finansów Andrzej Domański pisał wcześniej, iż chodzi o 4 mld zł, które miały zasilić pakiet chroniący Polaków przed wysokimi cenami paliw.
Kierowca jako argument polityczny
Premier próbuje ustawić spór prosto: rząd chce pieniędzy od koncernów, prezydent blokuje ulgę dla kierowców. Taka narracja jest wygodna, bo każdy właściciel samochodu czuje koszt paliwa natychmiast. Problem w tym, iż państwo prawa nie działa według zasady: cel polityczny najpierw, konstytucja później.
Jeżeli rząd chce opodatkować nadzwyczajne zyski, musi zrobić to w sposób zgodny z prawem, przewidywalny i odporny na zarzut fiskalnej improwizacji. Podatek nakładany z mocą wsteczną jest niebezpiecznym precedensem. Dziś dotyczy firm paliwowych, jutro może dotyczyć innej branży, a pojutrze zwykłego obywatela.
Wolność gospodarcza nie polega na tym, iż wielkie koncerny nie płacą podatków. Polega na tym, iż reguły są jasne przed rozpoczęciem gry. Państwo nie może po fakcie mówić przedsiębiorcy: zarobiłeś za dużo, więc zmieniamy zasady od poprzedniego kwartału.
Cena paliwa i cena praworządności
Polscy kierowcy mają prawo oczekiwać niższych cen paliw. Mają też prawo oczekiwać, iż rząd nie będzie finansował programów osłonowych przez prawne skróty. o ile gabinet Tuska obiecuje tanią benzynę, powinien pokazać stabilne źródło finansowania, a nie budować konflikt z prezydentem i TK.
Trzeba też pamiętać o realiach rynku. Podatki nakładane na firmy często są przerzucane w cenach na klientów, przynajmniej częściowo. Rząd może mówić, iż bierze pieniądze od koncernów. Kierowca przy dystrybutorze chce wiedzieć, czy ostatecznie nie zapłaci sam.
Spór Tuska z Nawrockim jest więc sporem o dwie rzeczy naraz: portfel i zasady. Polska potrzebuje polityki paliwowej, która chroni obywateli, wzmacnia bezpieczeństwo energetyczne i nie niszczy pewności prawa. Bez tego każda obietnica taniego paliwa stanie się tylko kolejnym instrumentem wojny politycznej.
Źródło: Do Rzeczy






