12 kwietnia Węgry czekają najważniejsze wybory od lat. Pierwszy raz od 2010 roku zagrożona jest pozycja Viktora Orbána, choć patrząc na jego przedwyborcze chwyty i mając w głowie to, jak zmienił system wyborczy, wszystko może się zdarzyć.
Jeśli przegra, przejdzie do historii jako najdłużej urzędujący premier Węgier i autokrata, który zdemolował państwo, był czarną owcą UE i wyrósł na największego sojusznika Kremla w Europie.
Jeśli wygra, strach się bać, w którą stronę dalej pójdą Węgry i co stanie się z węgierską opozycją.
Przez 16 lat Viktor Orbán tak napsuł nerwów UE i swoim rodakom, iż dziś aż trudno uwierzyć, iż przed wyborami w 2010 roku jawił się Węgrom niemal jak zbawca, a za granicą jeszcze na długo wcześniej w niektórych środowiskach budził podziw.
"Jest jednym z najbardziej niezwykłych polityków w Europie Środkowej" – pisał o nim w 2001 roku "New York Times".
Helmut Kohl, były kanclerz Niemiec, uważał go za "Europejczyka do szpiku kości" i postrzegał za kluczową postać w Europie Środkowej.
"Był niezwykle dynamicznym politykiem, obdarzonym też osobistą charyzmą. Był bardzo młody, zdolny i przebojowy. (...) Pod koniec lat 90. zarażał swoją energią i bezkompromisowością również Polaków, zwłaszcza polityków młodszej generacji, którym bardzo imponował" – tak z kolei komplementował go Jerzy Buzek.
Buzek: Często wtedy dyskutowaliśmy o sprawach państwowych, ale nie tylko
W 2009 roku były premier Jerzy Buzek napisał przedmowę do książki Orbána pt. "Ojczyzna jest jedna", w której mocno go pochwalił. Znali się od lat, spotykali się wielokrotnie przy różnych okazjach.
"Często wtedy dyskutowaliśmy o sprawach państwowych, ale nie tylko. I chyba się polubiliśmy, mimo iż kilka kwestii nas różniło. Viktor na przykład bardzo eksponował rolę Węgier jako lidera, a choćby prymusa przemian w Europie Środkowej. (...) miałem na ten temat nieco odmienne zdanie" – napisał Buzek.
Sam Orbán przy innej okazji napomknął zaś o nim: "Gdy pod koniec lat 90. zostaliśmy premierami, od razu się polubiliśmy. Jest to człowiek głęboki i szczery, któremu można zaufać. W swojej karierze politycznej spotkałem kilka takich osób. My, politycy, jesteśmy klubem wiecznie walczących. Ale z Buzkiem walczyć nie muszę".
Gdy Orbán pierwszy raz został premierem, miał 35 lat. Był wtedy najmłodszym szefem rządu w Europie (1998-2002). Jerzy Buzek już rządził w Polsce (1997-2001).
W przedmowie do książki wspomniał także, iż Orbán dawał mu "nauki". A ponieważ premier Węgier traktował go "z pełną estymą i było w tym dużo autentycznej sympatii", słuchał uważnie. "Nie można robić wielkich reform w pierwszej kadencji, należy poczekać do drugiej. Nie można robić reform, nie mając dostępu do telewizji" – słyszał rady.
Na koniec przedmowy Buzek dodał, iż "polityk o takim potencjale, jaki posiada Orbán, potrzebny jest nie tylko Węgrom, ale i Europie".
Dziś brzmi to szokująco. To o 180 stopni odmienny obraz Orbána od tego, który znamy. Od tamtej pory lider Fideszu przeszedł potężną metamorfozę.
Jerzy Buzek: Orban stoi po złej stronie
– To był inny Orban. Jego kariera składa się głównie z wolt politycznych i tak naprawdę kilka jest rzeczy, których nie zmienił w swoich przekonaniach. Ale myślę, iż wielu ludzi, którzy z nim współpracowali – czy to w młodzieżówce liberalnej w latach 90., czy w Europejskiej Partii Ludowej – może czuć się dziś zaskoczonych czy oszukanych – mówi o nim Andrzej Sadecki, ekspert ds. Węgier w Ośrodku Studiów Wschodnich.
Również Jerzy Buzek już go nie wychwala, ale ostro krytykuje, mówiąc, iż Orban "stoi po złej stronie". – To jest mały kraj, ale prowadzi de facto politykę rewizjonistyczną. Ma pretensje, iż jakieś części Słowacji, Rumunii, w tej chwili Ukrainy, która jest w stanie wojny, powinny być częścią Węgier. A poza tym gra z Putinem – mówił w rozmowie z TVN24.
We Wprost w 2019 roku opowiedział zaś taką sytuację:
– Zapytał mnie kiedyś: "Nie przejąłeś mediów publicznych? Powinieneś był to zrobić pierwszego dnia urzędowania!". Odpowiedziałem, iż nasze obyczaje są inne. Radziłem, żeby sobie przypomniał, jakie mieliśmy pretensje do komunistów, iż uprawiają propagandę, iż naród nie ma dostępu do prasy, iż nikt nie słucha zwykłych ludzi. Nie mógł zrozumieć, o co mi chodzi.
Ale nie tylko on dobrze wspominał Orbána z dawnych czasów.
Donald Tusk: Przyjaźniliśmy się z Viktorem Orbánem od początku lat 90.
– Ja z nikim nie miałem tak dobrych relacji, jak wtedy, kiedy byliśmy młodzi i przyjaźniliśmy się z Viktorem Orbánem od początku lat 90. – przyznał kiedyś na antenie TVP Info Donald Tusk. On, rocznik 1957. Orbán – 1963. Obaj zapaleni piłkarze.
Orbán stał już wtedy na czele Fideszu, który na początku swojego istnienia był liberalną partią. Tusk był jednym z współtwórców Kongresu Liberalno-Demokratycznego (KLD) w Polsce.
– Viktor Orbán dobrze wie, iż zapisał się w mojej pamięci swoim słynnym pierwszym wystąpieniem, kiedy mówił, iż zagłosowałby chętnie na rząd, którego pierwszym zadaniem będzie wyprowadzenie wojsk sowieckich z Węgier. To był rok 1989. Wszyscy mieliśmy wtedy podobne marzenia i mam nadzieję, iż nic się w nas nie zmieniło – powiedział raz o nim Tusk.
Ta przemowa Orbána to jego znak rozpoznawczy. 16 czerwca 1989 roku jako nieznany wcześniej 26-latek przeszedł nią do historii, gdy podczas oficjalnego pogrzebu Imre Nagya, premiera i bohatera powstania węgierskiego 1956 roku, głośno rzucił hasło z czasów rewolucji: "Ruscy do domu!".
Rok później pierwszy raz dostał się do parlamentu, a jego kariera polityczna zaczęła szybować. Jednak z dzisiejszej perspektywy, tamto hasło nie brzmi już tak, jak wtedy – teraz to Orbán jeździ do Putina i stoi na straży interesów Moskwy w Europie.
Jego zmiana w tej sprawie jest szokująca.
Orbán jest prekursorem nurtu populistyczno-prawicowego
– Myślę, iż zmiana Orbána to częściowo autentyczna ewolucja. A po części była ona wykalkulowana, koniunkturalna. Zwłaszcza jeżeli chodzi o przejście ze strony liberalnej na konserwatywną – ocenia Andrzej Sadecki.
– Orbán w latach 90. zobaczył, iż jako lider liberalnej partii nie ma szans na masowe poparcie. Gdy zwolniła się luka na prawicy węgierskiej, on w nią wszedł. Można powiedzieć, iż jest prekursorem nurtu populistyczno-prawicowego. Niektórzy upatrują tu roli Berlusconiego, ale myślę, iż Orbán na pewno był jednym z pierwszych polityków, który inspirował innych w Europie, a choćby w USA – komentuje w rozmowie z naTemat.
Jego zdaniem wpływ na Orbána miały też i różne wydarzenia, i osobiste uprzedzenia. – Konflikt z Brukselą nie jest tylko wykalkulowany na potrzeby elektoratu. Orbán czuje dziś silne uprzedzenie do liderów UE. Kieruje się już nie tylko chłodnym osądem, ale różnymi emocjami i uprzedzeniami. Bardziej zagadkowa jest jego radykalna zmiana poglądów na kwestie międzynarodowe – uważa Sadecki.
Jej wytłumaczenia upatruje w międzynarodowym kryzysie finansowym. – Gdy zachwiała się wiara, iż Zachód zawsze będzie zapewniał dobrobyt i bezpieczeństwo, Orbán zaczął szukać alternatywy na Wschodzie. Nie zatrzymał się w połowie choćby po 2022 roku. To jego cecha charakterystyczna, widoczna zwłaszcza w późniejszych latach – iż stracił zdolność do wyraźnej zmiany. Dawniej elastyczność ideowa i różne wydarzenia, powodowały, iż się zmieniał. A dziś mam wrażenie, iż zatracił tę elastyczność i trwa w nurcie prorosyjskim i autorytarnym. jeżeli wygra wybory, nie widzę szans, żeby miało się to zmienić – ocenia ekspert.
"Do końca sentyment do Orbána miał Helmut Kohl"
Kto z dawnych czasów miał z nim jeszcze przyjacielskie relacje?
– Długo broniła go Angela Merkel, ale to były pragmatyczne relacje. Raczej nie była to przyjaźń. Przyciągał polityków albo już na emeryturze politycznej, albo skompromitowanych, jak Nicolas Sarkozy, były prezydent Francji. Taktyczny sojusz ma z Robertem Fico na Słowacji. Jego sojusznikiem jest też Aleksander Vucić, prezydent Serbii. Do końca sentyment do Orbána miał Helmut Kohl – wymienia ekspert OSW.
W 2016 roku, rok przed swoją śmiercią, Kohl sam chciał spotkać się z premierem Węgier. Miał wtedy 86 lat. Mocno bronił Orbána w kontekście kryzysu migracyjnego.
Dziś oprócz Donalda Trumpa, Władimira Putina, prezydenta Serbii, czy populistycznych polityków w Europie, raczej wszyscy się od niego odsunęli. I dziś ostro go krytykują.
Tusk: To, iż jesteśmy wobec siebie krytyczni, jeżeli chodzi o relacje z Rosją, to wiadomo od lat
Z Donaldem Tuskiem jego drogi polityczne przecinały się miliony razy, zwłaszcza na unijnych szlakach. "Ktokolwiek obserwował unijne szczyty, ten wie, iż obaj premierzy zawsze darzyli się sympatią" – pisał w 2012 roku Wawrzyniec Smoczyński w "Polityce".
Dziś Tusk ostro go ocenia, choć prawica wytyka, iż w 2014 roku, po aneksji Krymu gratulował Orbánowi "ponownego zwycięstwa w wyborach", a gdy Orbán przyjechał z pierwszą wizytą do Polski, witał go słowami: – Z wielką satysfakcją gościliśmy dzisiaj Viktora Orbána, węgierskiego premiera, naszego przyjaciela.
Przypomnijmy, EPL zawiesiła Fidesz w prawach członka dopiero w 2019 roku. A w 2021 roku partia Orbana sama opuściła frakcję w PE. – W EPL długo myślano, iż ta zmiana nie jest taka głęboka, iż coś zostało ze starego Orbána. Musiało się sporo wydarzyć, zanim go "wyrzucono" – przypomina Andrzej Sadecki.
Dziś Tusk z Orbanem wbijają sobie szpile na X. Na przykład ostatnio:
Tusk: "Orban zadeklarował Putinowi, iż jest do jego usług w każdej kwestii. Karol Nawrocki, Jarosław Kaczyński, w tym też popieracie Orbána?".
Orbán: "Drogi Donaldzie, to prawda. Rozmawiałem z prezydentem Putinem o zakończeniu wojny i zorganizowaniu szczytu pokojowego USA-Rosja w Budapeszcie. Co ty zrobiłeś dla pokoju?".
Do interesującego spotkania doszło jednak w 2025 roku podczas forum Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Kopenhadze. Tusk miał wtedy konferencję prasową dla polskich dziennikarzy, gdy Orbán niespodziewanie do niego podszedł. Był śmiech, słowa "Viktor, chcą, żebyśmy sobie razem zrobili zdjęcie", i pytanie od dziennikarzy o największe zagrożenie. Orbán odpowiedział, iż nie jest nim Rosja, a problemy gospodarcze.
Tusk powiedział wtedy, iż nie ma osobistego problemu z Orbánem. Dziennikarze usłyszeli też: – Znamy się długie lata, siedzimy obok siebie na Radzie Europejskiej, a to, iż jesteśmy wobec siebie krytyczni, jeżeli chodzi o relacje z Rosją, to wiadomo od lat. Viktor Orbán uważa, iż nie ma wojny, ja uważam, iż jest.







