Pierwszy dzień wiosny. Wiosna, nowy początek, nowa nadzieja. Czas zmian na dobre, bo mogą być i na złe, ale to nie wiosny przypadek. Zatem wiosna. Czas dobrych przemian, więc i ja się zmieniam. Koniec długich nużących wywodów. Teksty będą krótsze i z ikrą, lub solą, jak powiadają. Taki plan, a co wyjdzie, to wyjdzie. Niech się dzieje wola Nieba…
Pierwszy temat to miniona paraolimpiada. Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie odbyły się w dniach 6 – 15 marca 2026 roku w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo zaraz po zakończeniu igrzysk zimowych tych pełnosprawnych, czworo kończynowych sportowców. Impreza sportowa sportsmenów i sportsmenek z ilością kończyn mniejszą od czterech, bądź z innymi defektami ciała i urody, przeszła prawie niezauważona, a szkoda. W igrzyskach zimowych całych ciał sportowych zdobyliśmy 4 medale, a na paraolimpiadzie 2. Słowem, nie jest źle, choć jak zawsze mogłoby być gorzej.
Czas na trudne słowo: turpizm. Turpizm (z łac. turpis – brzydki) nurt w sztuce i literaturze, programowo wprowadzający brzydotę, fizjologię, chorobę i śmierć jako świadomy środek artystyczny. Jest wyrazem buntu przeciwko estetyzacji i tradycyjnym kanonom piękna, szukając prawdy w odrażających zjawiskach (definicja AI). Przejdźmy wiec do zimowej paraolimpiady, orgii turpistycznej rywalizacji. Oto spis dyscyplin zimowej paraolimpiady: 1. Para Ice Hockey (Hokej na saniach), 2. Para Alpine Skiing (Mono-ski), 3. Biathlon Niewidomych, 4. Para Snowboard. Wszystkie dyscypliny w wersjach męskiej, żeńskiej, obojnaków jakoś tutaj nie zaobserwowano.
Co wybrać? Która dyscyplinę, trudny wybór, bardzo trudny, i top kusi, i to nęci. Pierwszy – parahokej. Dwa zespoły po sześciu zawodników z bramkarzem, dosiadających z pasją sanki na łyżwach. Zawodnik ma dwa krótkie kije hokejowe (po jednym w każdej ręce). Jeden kij daje napęd i hamowanie, drugim strzela się gole. Ekwilibrystyka godna (kalekiej) małpy. Rozpędzić sanki, wyminąć rywali i strzelić a przy tym się nie wywalić na lód. A co, o ile zawodnik/zawodniczka ma tylko jedna rękę? Chyba zostaje tylko rola bramkarza.
Para Alpine Skiing (Mono-ski) – to nie zjazd jednonogich zawodników na jednej narcie, niestety. Zawodnicy zjeżdżają w bolidzie na jednej narcie osiągając choćby 100 km/h. Bolidy to wytwór wysokiej technologii. Technologia jest nieodłączną cech wszelkich zwodów na paraolimpiadzie. Kolejna dyscyplina to Para Snowboard - zawodnicy z jedną lub dwiema mechanicznymi nogami skaczący na hopkach. Tego nie wymyśliłby choćby osławiony markiz de Sade. Zawodnicy zamiast własnych mają dwie mechaniczne nogi przypięte do snowboardu i skaczą na hopkach! Fachowa nazwa: Snowboard Cross (kategoria LL1). Podczas finałów Snowboard Crossu (SB-LL1/LL2) trasa była tak "wyrypana", iż zawodnicy z dwiema mechanicznymi nogami odbijali się jak piłeczki kauczukowe. Jeden z Amerykanów, startujący na dwóch protezach, zaliczył "wobbla" (drgania) przy lądowaniu. Jego nogi zaczęły żyć własnym życiem, mechaniczne kolana nie wyrobiły z ciśnieniem i po prostu wystrzelił z deski jak z katapulty. Turpizm w czystej postaci.
Przy Para Snowboardzie taki curling na wózkach to betka. Zwyczajny Curling to debilni goście co szczotkują lód przed kamieniem w kształcie czajnika. W wersji para czyli hard core, nie ma szczotkowania lodu, ukłon w stronę bezrękich. Zawodnicy używają kija z nakładką, który wygląda jak długa lanca. To jest fantastyczny sport. Zawodnicy na wózkach, jak ułani z lancami atakujący wroga. A oni dźgają kamień na lodzie. W ciszy i skupieniu. Wypadki się zdarzają. Jeden z zawodników tak mocno zaparł się o lód kołami wózka, iż przy próbie mocnego uderzenia opona straciła przyczepność. Wózek obrócił się wokół własnej osi, a kamień pojechał prosto w nogi sędziego. Kamień, 20 kilogramów. Nie przelewki. Gdyby kamień połamał nogi arbitra, ten mógłby sam wystartować na następnej paraolimpiadzie. Najkrótsza ścieżka kariery: z arbitra do (para)gladiatora. Szczęśliwie organizatorzy przewidująco wyposażyli sędziów w grube ochraniacze. Życzenie „połamania nóg” na paraolimpiadzie może brzmieć niepokojące dosłownie.
Tutaj dochodzimy do mego faworyta, dyscypliny nie mającej sobie równej (na paraolimpiadzie). Jest to biathlon niewidomych. Już sama nazwa to oksymoron. Biathlon to połączenie biegu na nartach i strzelania do celu. Przewodnik biegnie kilka metrów przed zawodnikiem. Nie może go dotykać ani go ciągnąć na sznurku czy popychać kijem. Krótkie, szczekliwe hasła: „Prawa!”, „Hop!”, „Góra!”, „Cofnij!”. o ile przewodnik jest podłym człowiekiem, a bywają tacy, to zamiast „w prawo”, krzyknie „w lewo”, i ślepy biathlonista skoczy w przepaść. Zaufanie, wiara w ludzi, jest niezbędne w tym sporcie. To pokrzepiające. Nawiasem, na podium wstępują obaj: ślepy biathlonista i jego przewodnik. Łączy ich wspólny interes. Strzelnica to absolutny hardcore. Myśl, żeby ślepy strzelał do celu wielkości monety na dziesięć metrów wydaje się absurdalna. Pomaga współczesna technologia. Zawodnicy mają karabinki, ale z laserem. Na uszach słuchawki, kierują się piskami w słuchawkach. W sumie to to tak, jakby zamknąwszy oczy i kierując się piskiem w słuchawkach, trafiać „cele” na ekranie monitora w grze komputerowej. Wiem, to strasznie głupie, ale nie ja to wymyśliłem! Dobra wiadomość. W biathlonie niewidomych (kategoria B1-B3) nasz reprezentant, działając w tym nieludzkim skupieniu na strzelnicy i pędząc za „szczekającym” przewodnikiem, wywalczył srebrny medal. Mamy to! Mamy srebrny medal w biathlonie niewidomych! Warto żyć, warto się trudzić, warto ćwiczyć i uparcie dążyć do celu.
Paraolimpiada zimowa ma jedną zaletę nad paraolimpiadą letnią. Zawodnicy i zawodniczki występują w kombinezonach, bądź bolidach, nie widać podrygujących kikutów kończyn jak w lecie. Na koniec, jak to się ma do ideału olimpijskiego: piękne, zdrowe ciała w sportowej rywalizacji, do połączenia, piękna, harmonii, rywalizacji. Jak wygląda antyczny ideał kalokagatii – gdzie piękno ciała (kalos) było nierozerwalnie złączone z dobrocią i sprawnością ducha (agathos) – w porównaniu z zawodami na paraolimpiadzie? W biathlonie ślepych, zjeździe na jednej płozie, czy „ułanach” na wózkach inwalidzkich? Cóż. Oficjalna wersja: paraolimpiada to "Olimpiada Czystej Woli". Kalka od hasła Nietschego, i tzw. faszystów o „tryumfie woli”? Skoro ciało nie jest "piękne i zdrowe" w klasycznym sensie, to to, co zostaje na placu boju, to sam ekstrakt rywalizacji. Może i tak, ale nikt nie chce oglądać poza zawodnikami, ich bliskimi i… dewiantami. Nie ma już dewiantów, są tylko normalni i normalni inaczej, jak sportowcy inaczej, na paraolimpiadzie. Turpizm nasz powszedni. Nie tylko w sporcie, ale w medykach, Internecie, w polityce i w tzw. kulturze, itd. Trumpizm czyli bezkrytyczne uwielbienie 45 i 47 prezydenta usa Donalda Trumpa, tak powszechne na naszej rzekomej prawicy, to inne słowo. Brzmi podobnie. O tym kiedy indziej.
Ja także nie oglądałem rywalizacji kalekich herosów (i herosek) na ostatniej zimowej paraolimpiadzie. Lepiej pospać lub zając się czymkolwiek innym. Znam to jedynie z opisów. Nie odmawiam prawa ludziom kalekim uprawiania sportu. Na tyle na ile mogą to czynić. Ich sprawa. Jednakże nikt mnie nie zmusi bym to oglądał z własnej woli. Kwestia estetyki. Nie tylko estetyki, także etyki. o ile wszystko jest „normalne”, to nie istnieje piękno. Ani dobro. Ani prawda. Zamiast wszechogarniająca „normalność”. Nie ma morza ani lądu czy nieba, jest tylko grząskie bagno. Ale to inny temat.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.















