Prezydent Stanów Zjednoczonych wygłosił z Białego Domu orędzie tuż po godz. 21 czasu lokalnego (około godz. 3 w nocy w Polsce). Trwające pół godziny wystąpienie poświęcił odtajnieniu kluczowych materiałów wywiadowczych. Donald Trump przekonywał, iż ujawnione dokumenty wskazują na poważne luki w ochronie infrastruktury wyborczej.
Według przedstawionych przez niego informacji Chińska Republika Ludowa miała od 2020 roku dopuścić się największego w historii naruszenia bezpieczeństwa danych wyborczych, uzyskując nielegalny dostęp do informacji dotyczących około 220 milionów amerykańskich wyborców.
Prezydent USA dodał również, iż z odtajnionych materiałów wynika, iż państwa uznawane za przeciwników Waszyngtonu – Rosja, Iran i Korea Północna – a także niepaństwowe podmioty dysponują możliwościami pozwalającymi na ingerencję w bezpieczeństwo amerykańskiej infrastruktury wyborczej.
Pogorszenie relacji
Jak zauważyła agencja Reutera, z ocen amerykańskiego wywiadu nie wynika jednak, aby istniały dowody na to, iż Pekin wpłynął na wynik wyborów prezydenckich w 2020 roku, zakończonych zwycięstwem Joe Bidena.
Media przypominają, iż Donald Trump od lat kwestionuje rezultat tamtego głosowania, utrzymując bez przedstawienia dowodów, iż doszło do fałszerstw wyborczych.
Z kolei CNN zwróciła uwagę, iż choć dokumenty zostały odtajnione dopiero teraz, w większości opisują zagrożenia znane amerykańskim służbom od wielu lat. Według stacji administracja oraz instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo wyborów od dawna podejmują działania mające ograniczyć tego typu ryzyko.
Reuters ocenił również, iż stanowcze wypowiedzi Trumpa pod adresem Chin mogą dodatkowo pogorszyć relacje między Waszyngtonem a Pekinem. Jeszcze przed rozpoczęciem orędzia rzecznik chińskiej ambasady Liu Chang zapewnił, iż Chiny nie ingerowały i nie zamierzają ingerować w wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych.
Fake newsowe media?
Podczas wystąpienia Trump skrytykował także część amerykańskich mediów. Oświadczył, iż stacje telewizyjne, które zrezygnowały z transmisji jego orędzia, powinny utracić koncesje. Zarzucił NBC i ABC celowe pominięcie transmisji, twierdząc, iż redakcje nie chcą ujawnienia informacji dotyczących stanu amerykańskiego systemu wyborczego. Oskarżył również te media oraz inne redakcje o udział w działaniach mających chronić obecny system i środowiska określane przez niego jako radykalna lewica.











