
Trump oddaje hołd Świątyni Nieba
Pepe Escobar 17 maja 2026 r. uncutnews-ch/trump-erweist-dem-himmelstempel-seine-ehre
Pepe Escobar
Gdybyśmy byli wystarczająco hojni, moglibyśmy dojść do wniosku, iż Xi i Trump uzgodnili trzyletnie ramy stabilności.
SZANGHAJ – Nagłówek na pierwszej stronie dziennika China Daily w czwartek był niczym grom z jasnego nieba: „Czerwony dywan dla Trumpa w Pekinie”.
Cóż, tak – wraz z podekscytowanymi dziećmi machającymi kwiatami i wizytą w Świątyni Nieba, zbudowanej w 1420 roku jako symbol połączenia nieba z ludzkością.
Młodość spotyka się z tradycją. Pokolenie, które będzie przewodzić w pełni zmodernizowanym Chinom, styka się z ich bogatą historią. Oszołomiony i zdezorientowany prezydent USA z trudem pojmował, iż właśnie otrzymał mistrzowską lekcję cywilizacji.
Xi Jinping był znany z miażdżącej krytyki: „Powinniśmy być partnerami, a nie rywalami”. Zwolennicy wyjątkowości byli zszokowani. I to po niekończącej się litanii wojen handlowych, sankcji technologicznych, nieustającej histerii wokół Tajwanu, okrążenia militarnego, konfrontacji geoekonomicznej i antychińskiej retoryki.
Uspokój się. Zachowaj spokój.
Ach, zawiłości i meandry najważniejszej dwustronnej relacji na świecie. Chociaż obie gospodarki są ze sobą ściśle powiązane, dwustronny handel towarami osiągnął w 2025 roku zaledwie 4,01 biliona juanów (590 miliardów dolarów). W skali globalnej nie robi to wrażenia: stanowi zaledwie 8,8% całkowitego handlu zagranicznego Chin.
Podczas bankietu państwowego Xi, dzięki swym doskonałym umiejętnościom retorycznym, dokonał wyczynu zjednoczenia MAGA i odrodzenia narodu chińskiego:
„Chińczycy i Amerykanie to dwa wielkie narody. Wielkie odrodzenie narodu chińskiego i cel, jakim jest ponowne uczynienie Ameryki wielką, mogą iść ręka w rękę”.
Barbarzyńcy znów byli zdezorientowani.
Następnie Xi krótko wyjaśnił, na czym stoimy. Zajęło to tylko jedno zdanie:
„Transformacja, jakiej nie widziano od stulecia, przyspiesza na całym świecie, a sytuacja międzynarodowa jest płynna i burzliwa”.
Porównajmy to z momentem, gdy po raz pierwszy publicznie mówił o tej „transformacji” – tuż po spotkaniu z Putinem na Kremlu wiosną 2023 roku.
Xi natychmiast zapytał: „Czy Chiny i Stany Zjednoczone mogą przezwyciężyć pułapkę Tukidydesa i stworzyć nowy paradygmat relacji między mocarstwami?”
Choć pułapka Tukidydesa jest kolejnym słabym tworem amerykańskiego świata think tanków – najlepszymi analitykami Tukidydesa są Grecy i Włosi, a nie klika Waszyngtonu – metafora Xi rzeczywiście podkreśla, iż to Chiny są teraz liderem nowego, powstającego porządku.
A Chinom udało się to osiągnąć bez oddania ani jednego strzału.
Ta „konstruktywna stabilność strategiczna”
Następnie Xi przedstawił swoją nową wizję stosunków amerykańsko-chińskich – przynajmniej na najbliższe trzy lata – podając dość zaskakujące hasło: „konstruktywna stabilność strategiczna” (podkreślenie moje).
Ale to niesie ze sobą trzy poważne problemy.
Imperium Chaosu nie jest konstruktywne: jest destrukcyjne.
Nie jest to strategia: w najlepszym razie jest to mniej więcej taktyka, a taktyka ciągle się zmienia.
Nie chodzi tu o stabilność: chodzi o tworzenie i wykorzystywanie chaosu – wraz z kłamstwami, grabieżą i, jak widzimy w Wenezueli, a szczególnie w Iranie, piractwem.
Xi nie może rozsądnie oczekiwać „współpracy” ze strony imperium jako „kamienia węgielnego” relacji – nie mówiąc już o „zdrowej stabilności z zachowaniem rozsądnych granic konkurencji”.
Gdybyśmy byli wystarczająco hojni, moglibyśmy dojść do wniosku, iż Xi i Trump uzgodnili trzyletnie ramy stabilności, które należy rozumieć jako strukturalny reset – najpierw współpraca, a następnie kontrolowana konkurencja i przewidywalny pokój jako końcowy rezultat.
Nie zapominajmy jednak, iż mamy do czynienia z Ameryką „nieumowną” – według nieśmiertelnej definicji Wielkiego Mistrza Ławrowa.
No i oczywiście jest kwestia Tajwanu. Xi w szczytowej formie: „Niepodległość Tajwanu” i pokój po drugiej stronie Cieśniny Tajwańskiej są nie do pogodzenia jak ogień i woda”. Amerykanie muszą zachować „wyjątkową ostrożność” w „rozwiązywaniu kwestii Tajwanu”.
Xi określił to jako „najważniejszą kwestię w relacjach między Chinami a USA”. Dla Pekinu to ostateczna czerwona linia. Zespół Trumpa może przez cały czas nie rozumieć, o co tak naprawdę toczy się gra. Tajwan jest zmienną, która może wyzerować całe optymistyczne, trzyletnie równanie „pokojowe”.
A tak przy okazji: twierdzenie amerykańskich mediów głównego nurtu, iż Xi Jinping wymienił amerykańską nieingerencję na Tajwanie na chińską „pomoc” dla USA w Iranie, jest absurdalne. Chiny i Iran mają stale ewoluujące partnerstwo strategiczne.
Podczas gdy wszystko to działo się w Pekinie, miałem przyjemność spędzić długi geopolityczny lunch w Szanghaju z niezwykłym Li Bo, dyrektorem generalnym Guancha, najważniejszego niezależnego medium w Chinach, które ma co najmniej 120 milionów obserwujących dziennie.
Li Bo stwierdził między innymi, iż Tajwan nie jest problemem dla Pekinu: to wewnętrzna sprawa, którą należy rozwiązać pokojowo. Prawdziwym problemem, jak powiedział, jest zbrojenie Japonii – zwłaszcza teraz, pod rządami otwarcie militarystycznego rządu Sanae Takaichi.
A teraz do prawdziwych VIP-ów show Trump-Xi.
Po całej tej gadaninie o „imperium zła”, histerii rozdzielania, paranoi odstraszania od ryzyka, tsunami sankcji, tsunami ceł i retoryce wojennej, mamy teraz oligarchiczną klikę o łącznej kapitalizacji rynkowej przekraczającej 10 bilionów dolarów, która leci do Pekinu, by dosłownie osobiście błagać Xi Jinpinga o… interesy.
Trump był wniebowzięty: „Chciałem numer jeden z każdego imperium! Jensen Huang, Tim Cook, Elon Musk i inni tytani… najlepsi na świecie są tutaj, tuż przed wami”.
Potem padło najważniejsze zdanie: „Jesteście tu dzisiaj, aby okazać szacunek sobie i Chinom. Przychodzicie spragnieni biznesu, inwestycji i innowacji. Z naszej strony będzie stuprocentowa wzajemność”.
„Niezbędny” naród oddaje hołd prawdziwemu geo-ekonomicznemu imperium XXI wieku. Historia będzie miała z tego pole do popisu.
Klucze do nowej Świątyni Nieba
Tesla, Apple, Boeing, GE Aerospace – wszystkie te firmy mogą rozpaczliwie potrzebować chińskich pierwiastków ziem rzadkich: Chiny kontrolują prawie 99% światowych mocy przetwórczych pierwiastków ziem rzadkich. Jednak zapotrzebowanie Chin na te amerykańskie giganty maleje strukturalnie.
Łączna zależność przychodów dwunastu największych firm, których prezesi wzięli udział w tej podróży, od rynku chińskiego wynosi ponad 300 miliardów dolarów rocznie.
Musk musi kontynuować produkcję Tesli – Gigafactory, jego najważniejszy ośrodek eksportowy, znajduje się poza Szanghajem – bez 100% ceł. Jensen Huang potrzebuje licencji eksportowych na chipy, aby Nvidia mogła sprzedawać na tym ogromnym rynku sztucznej inteligencji (choć Chiny tak naprawdę już nie potrzebują Nvidii). Tim Cook potrzebuje stabilności łańcucha dostaw Apple w Chinach, wartego 70 miliardów dolarów.
Prawdziwym problemem jest Larry Fink z BlackRock, który z chciwością oczekuje „otwarcia” chińskich rynków finansowych, aby generować dodatkowe zyski dla Wall Street (Li Bo powiedział mi, iż Chińczycy w najlepszym razie pozwoliliby im na małe biuro na wyspie Hajnan…). Fink jest również de facto nowym liderem kliki w Davos i bezpośrednio odpowiedzialny za finansowanie centrów danych nadzorujących sztuczną inteligencję w całych Stanach Zjednoczonych.
W oświadczeniu Białego Domu podkreślono „zwiększenie dostępu amerykańskich firm do rynku chińskiego i wzrost chińskich inwestycji w amerykańskim przemyśle”, „większą liczbę chińskich zakupów amerykańskich produktów rolnych” oraz „zainteresowanie Xi zakupem większej ilości amerykańskiej ropy”.
Chińskie Ministerstwo Handlu nie wspomniało jednak ani słowem o żadnych „rozmowach handlowych”.
Teoretycznie więc mieliśmy tę partię prezesów-miliarderów, którzy chcieli „otworzyć” Chiny na amerykański biznes i handel. Społeczność biznesowa w Szanghaju była całkowicie niezadowolona. W końcu Chiny aktywnie budują swoją niezależność – wszystko to zapisane w celach nowego Planu Pięcioletniego – podczas gdy Stany Zjednoczone, za pośrednictwem tych prezesów-miliarderów, w zasadzie demonstrowały formalizację własnej zależności.
Podczas gdy w Pekinie szalał cały ten hałas i gniew, ministrowie spraw zagranicznych Rosji, Chin (nie Wang Yi, który pozostał w Pekinie u boku Xi), Indii i, co najważniejsze, Iranu, wraz z innymi przedstawicielami, przybyli do New Delhi na bardzo istotny szczyt BRICS, którego głównym tematem była, jak to określiła Moskwa, reforma systemu „globalnego zarządzania”, w której dominującą rolę odgrywa Globalne Południe.
BRICS może być w stanie śpiączki. Ale jeżeli ktokolwiek jest w stanie go ożywić, to Wielki Mistrz Ławrow i Rosja – ramię w ramię z Chinami i rosnącą potęgą globalną, Iranem. Po raz kolejny to nowy Trójkąt Primakowa, RIC (Rosja-Indie-Chiny), znajdzie prawdziwe klucze do otwarcia nowej Świątyni Nieba.








![Kolizja trzech aut na Westerplatte [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/05/Westerplatte-kolizja-2026.05.18-2.jpg)
