Donald Trump zapowiedział 3 września, iż będzie domagał się od europejskich państw zwrotu pieniędzy za amunicję i pomoc wojskową przekazaną Ukrainie za prezydentury Joe Bidena. Komisja Europejska odpowiedziała 4 września, iż nie dostała oficjalnego wniosku. Kwota żądania nie padła. Dla Polski oznacza to konieczność obrony własnego rachunku i decyzji.
Trump zapowiada rachunek dla Europy
Donald Trump napisał w czwartek na platformie Truth Social, iż zamierza domagać się od państw europejskich zwrotu pieniędzy za amunicję oraz pomoc wojskową przekazaną Ukrainie podczas prezydentury Joe Bidena. Zapowiedź dotyczy wydatków już poniesionych, ale prezydent USA nie podał kwoty, listy adresatów ani zasad wyliczenia należności.
W piątek rzecznik Komisji Europejskiej Olof Gill oświadczył, iż do Brukseli nie wpłynęła żadna oficjalna prośba ze Stanów Zjednoczonych. Na obecnym etapie istnieje więc polityczna deklaracja Trumpa, nie formalne żądanie płatności. Tę zasadniczą różnicę potwierdza relacja Wirtualnej Polski oparta na depeszy PAP.
Amerykański prezydent od dawna naciska na Europę, by brała większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Taki postulat jest zrozumiały. Czym innym jest jednak żądanie większych nakładów w przyszłości, a czym innym wystawianie po czasie rachunku za decyzje poprzedniej administracji USA. Bez dokumentów, umów i metody wyliczenia nie sposób uznać, iż powstało zobowiązanie europejskich państw.
Bruksela pokazuje skalę własnych wydatków
Rzeczniczka Komisji Europejskiej do spraw zagranicznych Christina Wigand odpowiedziała danymi o pomocy udzielonej przez Unię i państwa członkowskie. Według jej wypowiedzi przytoczonej przez PAP łączna wartość wsparcia przekroczyła 220 mld euro, w tym 87 mld euro przeznaczono na wzmacnianie zdolności wojskowych i obronnych Ukrainy. Około 8,5 mld euro miało pochodzić bezpośrednio z instytucji unijnych na cele obronne.
Oficjalny wykaz Komisji Europejskiej również podaje ponad 220 mld euro łącznej pomocy UE i państw członkowskich. Do tego dochodzi pożyczka wsparcia dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro na lata 2026–2027, obejmująca pomoc budżetową i obronną. W sierpniu Komisja zatwierdziła kolejne 6,1 mld euro na obronę Ukrainy.
Bruksela przedstawia te sumy jako dowód europejskiej solidarności. Dla podatnika sama wielkość przelewu nie jest jednak miarą skuteczności. Liczą się warunki, kontrola wydatków i wpływ na bezpieczeństwo państwa finansującego. Polska nie może pozwolić, aby jej dotychczasowy wysiłek znikał w zbiorczej rubryce podpisanej ogólnie jako pomoc europejska.
Polska nie może przyjąć cudzego rachunku w ciemno
Warszawa ma trzy obowiązki. Powinna dokładnie wyliczyć wartość polskiej pomocy, oddzielić decyzje dwustronne od mechanizmów unijnych i sprawdzić podstawę każdego ewentualnego żądania z Waszyngtonu. Dopóki nie ma oficjalnego dokumentu, rząd nie powinien ani deklarować zapłaty, ani urządzać medialnej awantury. Powinien przygotować twarde dane.
W polskiej debacie już wcześniej padał postulat, iż pomoc dla Ukrainy musi oznaczać wzajemność. Dotyczy to relacji z Kijowem, ale zasada narodowego rachunku jest szersza. Wsparcie Ukrainy leży w interesie Polski, ponieważ osłabia rosyjską zdolność do agresji. Nie oznacza to zgody na nieograniczone zobowiązania bez kontroli i rozliczenia.
Stawką dla Polaków są pieniądze publiczne, wiarygodność sojuszy i prawo państwa do samodzielnego określania skali pomocy. Donald Trump może stawiać partnerom twarde żądania. Polska musi odpowiedzieć równie twardo: pokażcie podstawę, pełne wyliczenie i uwzględnijcie to, co już ponieśliśmy. Sojusz nie jest rachunkiem bez specyfikacji.
Źródło: Wirtualna Polska / PAP, Komisja Europejska
Źródło: WP Wiadomości











