Tradycyjna lewica i Grzegorz Braun

myslpolska.info 3 часы назад

Czy środowisko, które opiera swój światopogląd na monarchizmie i tradycjonalizmie katolickim jest w stanie iść ramie w ramie z marksistami i ludźmi, którzy władze w państwie chcieliby oddać w ręce zwykłych szarych obywateli? W teorii wydaje się to nieco egzotycznym połączeniem. Praktyka nie zawsze idzie jednak w parzę z teorią, czego najlepszym przykładem jest właśnie zawierany na naszych oczach dość niecodzienny sojusz.

Grzegorz Braun to na polskiej scenie politycznej postać, która od kilku lat wzbudza oburzenie wśród polityków i wyborców liberalno-establishmentowej części naszego społeczeństwa. Niechęć do lidera Konfederacji Korony Polskiej wynika zwykle z jego „kontrowersyjnego” zachowania, które przez wyżej wymienionych odbierane jest między innymi jako zamach na demokrację. W ostatnich latach do całkiem pokaźniej listy zarzutów przeciw politykowi dołączono również rzekome wspieranie rosyjskiej agresji, które ma wynikać z faktu, iż sprzeciwiając się wojnie na Ukrainie Braun działa tym samym na rzecz narracji prowadzonej przez Kreml.

Pomijając już pokrętną logikę – wedle której kto nie kibicuje warszawskiej Legii musi być automatycznie kibicem Lecha Poznań – ten medialny lincz, a następnie konsekwentne rugowanie z przestrzeni publicznej wszystkiego, co tylko związane z Grzegorzem Braunem i jego środowiskiem musiało w końcu doprowadzić do tego, iż zacznie on przyciągać uwagę tych ciekawskich i niepokornych. I chociaż z początku nie dziwiło, iż wokół polityka zaczęli pojawiać się niezadowoleni i zawiedzeni wyborcy Konfederacji, Prawa i Sprawiedliwości, czy zwyczajnie osoby poszukujące w polityce jakiegoś powiewu świeżości, nikt nie przypuszczał, iż do Szerokiego Frontu Gaśnicowego dołączą ludzie, którzy swoje poglądy deklarują jako tradycyjnie lewicowe i marksistowskie.

Wspólny wróg, potrzeba suwerenizmu i charyzmatyczny lider

Żyjemy w czasach, w których gołym okiem widać wszystkie negatywne następstwa wynikające z ciągle postępującej globalizacji. Niszczenie modelu tradycyjnej rodziny, promocja hedonizmu, czy multikulturalizm to zjawiska, z którymi bez wątpienia mamy do czynienia, a przeciw którym swój sprzeciw wyrażają głównie tradycjonaliści, osoby wierzące i ludzie o bardziej konserwatywnych poglądach, których wciąż wrzuca się jeszcze do jednego worka, nad którym figuruje napis prawica. Niezależnie od nazewnictwa i aktualności dawno przebrzmiałych już definicji, globalizacja dała się przecież również we znaki ludziom z przeciwnej strony sceny politycznej.

Chociaż w ostatnich latach pojęcie lewicowości bezlitośnie utożsamiane jest w Polsce wyłącznie z obyczajowym ekstremizmem i wszelkimi skrajnościami dotyczącymi różnej maści mniejszości, nie możemy zapominać, iż poza tzw. lewactwem istnieje również inna lewica, ta tradycyjna, stara, czy jak kto woli nieliberalna. Ze względu na jej „niemodne” poglądy od lat lawiruje gdzieś poza głównym nurtem, a ludzi którzy się z nią utożsamiają spotkać można raczej w różnych mało popularnych stowarzyszeniach i inicjatywach, aniżeli w wielkiej polityce i na listach wyborczych. Mniej jednak to właśnie, to środowisko zdołał sobą zainteresować Grzegorz Braun. Dlaczego właśnie on?

Patrząc na polskojęzyczną scenę polityczną równie dobrze moglibyśmy zadać pytanie, a kto inny? Można powiedzieć, iż w tej chwili to wyłącznie Braun otwarcie i bezpardonowo podnosi hasła, które dla tradycyjnej lewicy wydają się być właśnie atrakcyjne, a których nie uświadczymy z ust polityków, którzy określają się mianem lewicowych. Przynajmniej w jego retoryce – ale momentami przecież i w praktyce – hasła te i działania wypełniają niezagospodarowaną od długiego czasu próżnię. Zaliczyć do nich możemy między innymi jawne wystąpienie przeciw międzynarodowym koncernom farmaceutycznym i łamaniu praw obywatelskich w czasach pandemii, czy bezpośredni sprzeciw wobec napastniczej polityki Unii Europejskiej.

Z pewnością można by przytoczyć całą listę sprzeczności, o które ci bardziej tradycjonalistyczni zwolennicy Grzegorza Brauna byliby w stanie pokłócić się z tymi postępowymi, to pewne. Jednak ze względu na jego „czystą kartę” w polityce, charyzmę, bezpardonową działalność – ale i może również fakt, iż ludzie widzą w nim, w końcu człowieka, który jest w stanie dosłownie walczyć o suwerenność Polski na arenie międzynarodowej, a w Polsce reprezentować ich własne interesy – jest on czymś na skale ewenementu. Wcale więc nie dziwi, iż zwyczajnie może wydawać się interesujący i zrzeszać wokół siebie różne równie interesujące osobistości.

Do tego sam polityk w ostatnich tygodniach oficjalnie oświadczył, iż w jego szeregach jest również miejsce dla ludzi, których inni już dawno wyklęli i wprost wyciągnął rękę do tego środowiska.

– Szanowni państwo, jeżeli o mnie chodzi, to pochowajcie moje serce i pod Monte Casino i pod Lenino. Tam pochowajcie moje serce. Ponieważ i teraz jest właśnie czas, teraz jest właśnie moment, żeby to opowiedzieć sobie, napisać tę historię na nowo i żeby to usłyszeli nasi rodacy Polacy. Jest wspólny mianownik – mówił Grzegorz Braun podczas Konferencji Suwereni stów w Warszawie.

Upamiętnienie zwycięskiej Bitwy pod Lenino? Wspólny mianownik z tymi, którzy nie wstydzą się mówić głośno, kto i z kim wyzwalał Polskę od niemieckiego najeźdźcy? A wszystko to wypowiedziane przez uznawanego przez media za „skrajnie prawicowego” posła do Parlamentu Europejskiego? Trzeba przyznać, iż jak na polskie realia to coś naprawdę niebywałego.

Inna, ale bardzo ważna sprawa to pokazowy sprzeciw Brauna wobec wojny na Ukrainie, który przez nieliberalną lewicę odbierany jest jako antyatlantyzm. W przeciwieństwie do większości polskiego społeczeństwa traktują oni zarówno tę wojnę, jak i sam neobanderyzm podnoszący głowę za naszą wschodnią granicą, nie jako specyfikę dzisiejszych czasów i zjawisko samo w sobie, a następstwo imperialistycznej polityki USA i NATO. Jest to kolejne spoiwo łączące ludzi, którzy, podobnie jak niegdyś w Zmianie, tak dziś w Koronie szukają swojego miejsca.

Wydaje się, więc logiczne, iż osoby, które przez długi czas nie mogły odnaleźć się w świecie, gdzie „walka” toczona pomiędzy ugrupowaniami politycznymi w żaden sposób nie podważała panującego statusu quo, zaczną w końcu szukać jakiegoś oparcia w kimś, kto, chociaż stopniowo będzie oficjalnie legitymizował ich poglądy. Bez wątpienia w zupełnie innych warunkach, okolicznościach i z całkiem innym zapleczem ideowym, ale kimś takim był niegdyś Andrzej Lepper, który, podobnie jak dzisiaj Grzegorz Braun poza niewymagającym zbyt wiele elektoratem, zdołał skraść serca także tych politycznych sceptyków i pariasów.

Oczywiście nie można też wykluczyć kwestii czystej polityki, w końcu dieta poselska piechotą nie chodzi, a wszędzie znajdą się ludzie, którzy za pieniądze i trochę władzy są w stanie zrobić dosłownie wszystko. Chcąc czy nie chcąc, w momencie gdy ktoś chce grać w tę grę musi się również liczyć z podobnymi zarzutami. Historia wielokrotnie pokazała, iż takie przypadki niestety nie bywają odosobnione.

W związku z zaistniałą sytuacją i tym swoistym sojuszem ekstremów pojawiają się zarówno pytania, jak i głosy krytyki z obu stron. Ktoś ma za złe to, inny z kolei domaga się wyjaśnień tamtego, ale jak to się mówi karawana jedzie dalej. Czy to początek końca starych podziałów na polskiej scenie politycznej, czy może chwilowy romans, który zakończy huczny rozwód? Jak to już w życiu bywa odpowiedzi na zadane pytania przyjdą wraz z upływem czasu. Wystarczy poczekać.

Patryk Chruślak.

Читать всю статью