Carat i Związek Sowiecki – konstytucja?
Nonkonformizm Józefa Mackiewicza uzewnętrzniał się nie tylko w jego opozycyjności wobec większości polskiej emigracji, której stosunek do komunizmu uważał za ugodowy i – intencjonalnie bądź efektywnie – służący trwaniu ustroju. Mackiewicz dystansował się także od wielu współczesnych mu badaczy – samozwańczych lub rzeczywistych sowietologów – propagujących tzw. “teorię kontynuacji”, której rdzeniem była teza o przejściu “od białego caratu do czerwonego” (samo to określenie było tytułem książki twórcy powyższej teorii, czyli Jana Kucharzewskiego).
Debatą publiczną rządzi Prawo Jednowymiarowego Filtrowania – w najlepszym przypadku mamy do czynienia z dwoma lub trzema pryzmatami. Rzecz w tym, iż patrzenie przez nie powoduje często, iż przy ocenie zdarzeń historycznych nie bierze się pod uwagę wartości i okoliczności istotnych, gdy miały one miejsce.
Abstrahując od dyskusyjności wielu stawianych przez Józefa Mackiewicza tez, trzeba mu oddać, iż był możliwie wolny od powszechnego wśród osób interpretujących zdarzenia historyczne uwikłania. Uwikłanie to polega na oglądaniu przeszłości bądź przez pryzmat tych pozornych pomocników zrozumienia, czyli schematów bądź wręcz przez lupę dominujących w momencie dokonywania opisu trendów ideologicznych tudzież zapotrzebowania politycznego. Paradoks takiego schematyzującego czy ideologizującego podejścia do historii polega na tym, iż nie rozumiejąc sensów (liczba mnoga jest tu niezbędna) dziejów oddalamy się od poznania świata, co utrudnia nam także umiejętne wykorzystanie opowieści o nich na użytek własny. Czyli – choćby propagandysta powinien słuchać profesora, nie zaś innego propagandysty.
W Polsce postrzeganie relacji między carską Rosją a Związkiem Sowieckim jest silnie uwarunkowane naszą narodową historią – ujmując rzecz najprościej, przedstawiciele obydwu tych państw rosyjskim językiem odbierali Polakom prawo do samostanowienia. Z psychologicznego punktu widzenia jest zrozumiałe, iż zwykłemu Polakowi historia jego kraju od czasu zaborów do 1989 roku – z pominięciem II Rzeczypospolitej – może zlewać się w jeden długi “ruski zabór” (a jak widzi imiennika Lenina w fotelu marszałka to już w ogóle).
Ślady takiej optyki widać wcale nie w naukowych tomach i esejach, ale choćby w muzyce rozrywkowej, oddającej przecież myślenie części społeczeństwa – raper “Kękę” (jako jednego ze swoich ulubionych wskazywał go prezydent Karol Nawrocki) śpiewał w piosence zatytułowanej “Świadomość”:
“Jestem z okolic tego miasta od tak wielu pokoleń
Śmiało mogę mówić, iż rozumiem tę ziemię
Ojciec ojca urodzony był pod carskim zaborem
Za to zaraz po wojnie byliśmy już PRL-em
Się rodziłem to w kraju zaczął panować Jaruzel
Bartek przyszedł w końcówce czerwonych rządów SLD
Wszystkie te cztery władze w gruncie rzeczy są ruskie
Ciągle myślę po polsku, ale to straszne zawzięcie”
Dodajmy do tego dominującą w debacie publicznej optykę demoliberalo-centryczną, sprzyjającą klasyfikowaniu ustrojów politycznych w oparciu o ich relację do demokracji liberalnej. Przy takim spojrzeniu trudniej o niuansowanie. Powoduje ono problem z widzeniem znaczących różnic między ustrojami niedemokratycznymi. Utrudnia także dostrzeżenie potencjalnie skuteczniejszego egzekwowania przez któryś z tych ustrojów wartości stojących teoretycznie u podstaw demokracji liberalnej.
Jeden z klasyków liberalizmu podkreślał, iż samo istnienie ustroju demokratycznego nie gwarantuje większej wolności obywateli państwa – również w demokracji można tą wolność znacznie ograniczać, a jedynym pocieszeniem jest to, iż sami o tym decydujemy. Nadmieńmy tu jeszcze, iż kreślony powszechnie obraz demokracji jako ustroju niosącego wolność jest dalece odległy od poglądów klasyków liberalizmu – dość powiedzieć, iż Alexis Tocqueville’a utożsamiał demokrację raczej z egalitaryzmem niż konstytucjonalizmem, a samo pojęcie demokracji nabrało pozytywnych konotacji dopiero po pierwszej wojnie światowej.
Europejczyk patrzy na Rosję – Kresowianin patrzy na Rosję.
Poglądy Józefa Mackiewicza rzucają nowe światło na postrzeganie historii Rosji i adekwatność porównań caratu do Związku Sowieckiego bądź poglądu, iż triumf komunistycznego totalitaryzmu właśnie w Rosji był niejako naturalną konsekwencją jej dziejów.
By doprecyzować rozważania nad odmiennością i podobieństwem dwóch Rosji skoncentrujmy się na trzech aspektach – zachodniej optyce na Rosję, jaka ukształtowała się na przestrzeni dziejów, tym na ile zwycięstwo bolszewizmu w Rosji wynika z samej istoty rosyjskości, czyli na ile komunizm był nową formą imperializmu rosyjskiego oraz na porównaniu sytuacji Polaków za caratu oraz w PRL.
Wśród zachodnich autorów popularne było (albo i jest nadal) przypisywanie Rosji “azjatyckości” – taką optykę przyjmowali zarówno rewolucyjni liberałowie w epoce romantyzmu, jak też Hegel i Marks (używał on określenia: “mongolsko-bizantyjski caryzm”).
W podobnym świetle przedstawiał Rosję znakomity polski badacz cywilizacji Feliks Koneczny. Zaliczał on ten kraj do cywilizacji turańskiej. Jest to cywilizacja stepowa, mająca swoje źródło w Azji Północno-wschodniej, ale rozszerzyła swoje wpływy na Azję Centralną, Moskwę i Ruś – sam termin “turanizm” wywodzi się z perskiego słowa “turan”, nazwy regionu Azji Środkowej. Do cywilizacji turańskiej historycznie należało imperium Dżyngis-chana, państwo osmańskie, współcześnie zaś bolszewizm i faszyzm. Cechami charakterystycznymi cywilizacji turańskiej są: podporządkowanie władcy, brak narodu rozumianego jako świadoma i samodecydująca grupa, brak rozróżnienia między własnością władcy a majątkiem państwowym, a także upaństwowienie religii, czyli podporządkowanie jej interesowi despoty.
Józef Mackiewicz sprzeciwiał się podobnej stygmatyzacji – nie uważał też, by określenia takie jak “azjatyckość” miały mieć charakter deprecjonujący. Oponował przeciw tezie o “azjatyckości” jako czynniku sprawiającym, iż komunizm triumfował właśnie w Rosji. W tekście “Gdybym był chanem” opublikowanym w “Kulturze” w 1958 roku pisał, analizując porównawczo: “Tak więc na przykład kapłani wszystkich wyznań, mnisi wszystkich wyznań obok uczonych oraz lekarzy zwolnieni byli od wszystkich podatków i służb państwowych. Ówczesny mongolizm był więc nie tezą, ale raczej antytezą dzisiejszego komunizmu”.
To interesujące, iż na przestrzeni wieków zachodnie prezentowanie Rosji często więcej niż o niej samej mówiło o stanie świadomości opisujących bądź o ich celach politycznych, wymagających przecież racjonalizacji. Rosję cara Piotra i carycy Katarzyny postrzegano jako kraj nadrabiający w szybkim tempie zaległości cywilizacyjne, natomiast już Rosję cara Mikołaja przedstawiano jako barbarzyńsko-wschodni despotyzm – a przecież nie sposób przypisać temu władcy ambicje imperialne. Takie spojrzenie na Rosję wynikało w dużej mierze ze zmian w postrzeganiu przez Europejczyków takiej formy rządów, jak ta w niej panująca. Analogiczne zmiany zachodziły w optyce samych Rosjan, postrzegających swój kraj bądź to jako część Europy bądź jako siłę reprezentującą wyższy poziom etyczny, skłonną ewentualnie Europę naprawiać lub przechować to co w niej najcenniejsze.
O “teorii kontynuacji” Jana Kucharzewskiego polemicznie pisał rusycysta Wacław Lednicki, dowodząc, iż stworzyła ona swoistą “Linię Maginota”, wprawiła w dezorientację przy próbie rozpoznania natury komunizmu, powodując, że “w urojonym bezpieczeństwie zasnęło na dwadzieścia lat społeczeństwo polskie w niewiedzy i kompletnej nieznajomości tego wszystkiego, co poza tą kurtyną było w przeszłości i teraźniejszości rosyjskiej”.
Sam Jan Kucharzewski nie postrzegał komunizmu jako tworu rosyjskiego – uważał jednak, iż Rosja ze swoją historią, ustrojem i mentalnością mieszkańców stanowiła żyzną glebę dla jego rozkwitu. Kucharzewski dowodził, iż rosyjscy rewolucjoniści, którzy doprowadzili do upadku caratu sami kształtowali się pod jego wpływem i powielali jego metody, tyle iż ich ostrze wymierzone było w (rzeczywistych bądź domniemanych) wrogów rewolucji. Cechował ich zarazem ten sam dogmatyzm i ten sam nihilizm, które reprezentowali stronnicy caratu.
Mackiewicz sprzeciwiał się wykorzystywaniu “rosyjskiego filtra” do analizy komunizmu. Pisał w “Zwycięstwie prowokacji”: “Rosja nie może być naszym przeciwnikiem w rozgrywce z międzynarodowym komunizmem, a winna być pierwszym naszym sojusznikiem. – Tak jak rzeczy dziś stoją, antykomunizm rosyjski jest antykomunizmem najbardziej ‘czystym’, tzn. bez przymieszki zainteresowań pobocznych, a całkowicie skoncentrowany na obaleniu systemu komunistycznego”.
Na ostatnich stronach “Zwycięstwa prowokacji” Mackiewicz zawarł dłuższy wywód, w którym – pisarz robił to często – porównywał traktowanie wolności w Rosji carskiej i w Związku Sowieckim, zauważając: “Kiedyś Henryk Sienkiewicz wystąpił z dewizą: ‘Biada narodom, które wolność kochają bardziej niż ojczyznę’. Była to dewiza ładnie brzmiąca w XIX w., gdy wolności osobistej było pod dostatkiem, a niewolę utożsamiano z niewolą narodu. Gdy ludzie nie mieli jeszcze pojęcia, jakie kształty przybrać może totalna niewola ducha ludzkiego w przyszłości”.
Jak często, Mackiewicz sięgnął w tym fragmencie po analogię skoncentrowaną na faktach z historii obydwu ustrojów. Wspomina podróż angielskiego filantropa pastora Henry Lansdell po Rosji w 1869 roku – otóż, w wydanej w Londynie książce podważał on zawarte w twórczości Fiodora Dostojewskiego opisy carskich katorg, jego zdaniem ukazujące ich okrucieństwo w sposób przesadny i ubarwiony. Czy jakikolwiek literat wspierający “polrealizm” – pyta retorycznie Mackiewicz – byłby, żyjąc w Polski Ludowej, zdolny napisać taką formę krytyki ustroju, iż aż ktoś innej narodowości czułby się w obowiązku reagować w jego obronie?
Owszem – dowodzi Józef Mackiewicz – carat prześladował polską inteligencję, ale nie dlatego, iż była inteligencją, ale z powodu spiskowania przeciwko ustrojowi. W carskich więzieniach więźniowie polityczni byli traktowani lepiej niż cała reszta, w więzieniach komunistycznych byli na samym dole hierarchii.
Owszem – pisze w jednym z wywodów Mackiewicz – Polacy mieli znacznie ograniczoną wolność żyjąc pod panowaniem cara, jednak występowali w relacji z carem jako Polacy, to znaczy podział ról był określony i wyraźny. A w komunizmie? W komunizmie wszystko było tylko i wyłącznie komunizmem – z perspektywy interesu Polski znaczenie miało nie to czy osoba decydująca lub wypowiadająca się była Polakiem, ale to czy była komunistą. Przywódca z bolszewickiego nadania, choćby jeżeli uzyskał pewną autonomię w ramach relacji ze Związkiem Sowieckim nie działał w interesie Polaków, ale międzynarodowego komunizmu. Za caratu wydawca musiał pytać o zgodę cenzora, w komunizmie cenzor był wydawcą.
I były to cechy immanentne tego systemu, nie zaś kwestia specyfiki tego czy innego rządu, czasu bądź szerokości geograficznej.
Mackiewicz przypominał, iż słowa “Rosja” używano, aby uśpić czujność w kwestii tego czym jest bolszewizm. Na początku wojny alianci używali określenia “bolszewizm” mówiąc o Związku Sowieckim, natomiast sprzymierzeni Niemcy posługiwali się słowem “Rosja” – po rozpoczęciu wojny niemiecko-bolszewickiej sytuacja się odwróciła.
Nowa formuła “teorii kontynuacji” ma swoje zupełnie zaskakujące źródło w pojawiających się od niedawna narracjach autorów bliskich liberalnemu mainstreamowi – kontynuacja występuje w tym ujęciu między caratem, komunizmem i putinizmem. Ten “rusofil-antykomunista” z piosenki Jacka Kaczmarskiego zniknął w gąszczu łatwej historiozofii proponowanej przez nawróconych i gorliwych gorliwością neofity krytyków Rosji. Jak się wydaje, polskość nie miała dla nich tak wielkiej siły przekonywania, jak bomby spadające na Ukrainę, by w jej imię zacząć patrzeć na współczesną Rosję przy użyciu innego filtra. Innego niż ten, który ukazuje przedziwną bliskość naiwności i cynizmu (czyli – “Rosja się zmienia” pomieszane z “business as usual”), innego niż ten, który służył skądinąd także w czasach carycy Katarzyny, gdy przedstawiano Rosję jako kraj “cywilizujący się”.
Tym większy pożytek z odkrywania na nowo Mackiewicza.
Jacek Tomczak









