„To pokazuje poziom dramatu”. Dworczyk o produkcji amunicji w polskiej zbrojeniówce

dzienniknarodowy.pl 8 часы назад
Zdjęcie: „To pokazuje poziom dramatu”. Dworczyk o produkcji amunicji w polskiej zbrojeniówce


Europoseł Michał Dworczyk w programie „Bez Doktryny” alarmuje, iż polska zbrojeniówka wciąż wytwarza za mało amunicji artyleryjskiej. Po przeszło czterech latach wojny roczną produkcję udało się zwiększyć z 5 do 25 tysięcy pocisków. Dla porównania na Ukrainie w najgorętszym okresie walk schodziło 4-5 tysięcy sztuk dziennie.

Liczby, które nie domykają się z potrzebami

Były wiceminister obrony narodowej, a dziś europoseł, opisał skalę problemu prostym zestawieniem. Roczna produkcja krajowa wzrosła pięciokrotnie, z 5 do 25 tysięcy pocisków. Tymczasem front na Ukrainie w szczytowym momencie pochłaniał 4-5 tysięcy sztuk każdego dnia. „To pokazuje poziom dramatu” – ocenił Dworczyk. W jego ujęciu całoroczny dorobek polskich zakładów odpowiada zaledwie kilku dniom naprawdę intensywnych walk artyleryjskich. Choć pięciokrotny wzrost brzmi jak sukces, punkt startowy był tak niski, iż choćby on nie zbliża Polski do potrzeb realnego konfliktu.

Najprostszy środek bojowy, a wciąż deficytowy

Dworczyk zwrócił uwagę na paradoks tej sytuacji. Pocisk artyleryjski nazwał najprostszym środkiem bojowym, a mimo to jego wytwarzanie pozostaje wąskim gardłem. Braki w tym obszarze określił jako „naszą przypadłość”, sięgającą lat zaniedbań i odkładanych decyzji. Przypomniał, iż choćby prywatnie zarządzana fabryka na Ukrainie potrafiła w około piętnaście miesięcy dojść do produkcji ponad miliona pocisków rocznie. Zestawienie to obnaża dystans, jaki dzieli oficjalne deklaracje od realnych mocy wytwórczych nad Wisłą. Ta luka nie wynika z braku technologii, ale z opieszałych decyzji, zamówień i konsekwencji w ich realizacji.

Miliardy wydane, efekt skromny

Skala inwestycji nie przekłada się wprost na liczbę gotowych pocisków. Według europosła Polska wytwarza rocznie nieco ponad 6 tysięcy sztuk amunicji kalibru 155 milimetrów, choć Polska Grupa Zbrojeniowa wydała na ten cel przeszło 13 miliardów złotych. Taka relacja nakładów do wyniku rodzi pytania o sposób zarządzania całym programem. Dworczyk wpisuje ją w szerszy obraz opóźnień, które niezwykle trudno nadrobić w trakcie trwającej za granicą wojny. Każdy stracony rok oznacza magazyny płytsze, niż wymaga tego bezpieczeństwo państwa. Rozbieżność między wydatkami a produkcją staje się argumentem w sporze o nadzór nad zbrojeniówką.

Cztery lata straconego czasu

Skok z 5 do 25 tysięcy pocisków wygląda imponująco tylko na papierze, bo baza wyjściowa była wyjątkowo niska. Dworczyk zwraca uwagę, iż rozbudowa mocy trwała ponad cztery lata, mimo iż wojna toczyła się tuż za wschodnią granicą. W tym czasie zamówienia rosły szybciej niż zdolność ich realizacji, a kolejne terminy przesuwano. Polityk łączy to z brakiem spójnej polityki przemysłowej, która pozwoliłaby uruchomić nowe linie bez wieloletniej zwłoki. Bez takiej strategii choćby duże pieniądze zamieniają się w powolny, rozłożony na lata efekt.

Europa goni własne zaległości

Problem nie kończy się na granicach Polski. Cała Europa dopiero odbudowuje przemysł, który przez dekady kurczył się wraz z malejącymi zamówieniami i wiarą w trwały pokój. Wojna za wschodnią granicą pokazała, iż nowoczesne konflikty wciąż rozstrzygają się przy pomocy artylerii, a nie wyłącznie systemów precyzyjnych. Kraje NATO deklarują zwiększenie zapasów, jednak budowa nowych zakładów i wyszkolenie załóg wymagają lat, a nie miesięcy. jeżeli produkcja nie przyspieszy, sojusznicza pomoc dla Kijowa pozostanie zakładnikiem pustych magazynów, a odstraszanie straci wiarygodność. Słowa Dworczyka brzmią w tym kontekście mniej jak oskarżenie, a bardziej jak rachunek, który prędzej czy później trzeba będzie zapłacić.

Źródło: WP Wiadomości

Читать всю статью