Szturmują Warszawę i krzyczą "STOP Mercosur". Kto jest murem za polskim rolnikiem?

natemat.pl 14 часы назад
Zdeterminowani, zjednoczeni i gotowi do walki o swoje – rolnicy zablokowali dziś Warszawę. Protestują przeciwko umowie UE–Mercosur, która ich zdaniem zagraża polskiemu rolnictwu. Emocje dodatkowo podgrzewa fakt, iż decyzje w Brukseli otworzyły drogę do wdrożenia tej kontrowersyjnej umowy "bocznymi drzwiami", choćby z pominięciem Parlamentu Europejskiego.


Piątkowy poranek. Nadjeżdżają z różnych, często oddalonych od stolicy województw. Traktorów może być choćby setka. Mają polskie flagi i transparenty z hasłami: "To nie strajk, to walka o przetrwanie", "Polski rolnik, polskie zboże, polski chleb na polskim stole", "Rząd żre i baluje, a rolnik bankrutuje", "Stop Mercosour", "Nie będzie Unia pluć nam w twarz"

W stolicy na ulice wyjechało choćby około 1000 traktorów. Rolnikom, producentom, hodowcom nie straszny mróz i setki kilometrów do pokonania.

Za protestem stoi Oddolny Ogólnopolski Protest Rolników.

Jedni im gorąco kibicują: "Murem na polskim rolnikiem", "Nie dajcie się!", "Walczcie o swoje!", inni wypominają unijne dotacje i bierność za rządów PIS-u.


"Jeśli nie okażemy solidarności dziś, jutro kolejne gospodarstwa znikną z mapy Polski. jeżeli będziemy razem – mamy siłę. Nie oddamy polskiej wsi. Nie pozwolimy zniszczyć rolników indywidualnych" – tak zagrzewają do walki w mediach społecznościowych przedstawiciele NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność".

STOP Mercosour


O co w tym wszystkim chodzi? Czego obawiają się polscy rolnicy? Dlaczego szturmują stolicę? I dlaczego nie chcą Mercosour?

Mercosur to blok handlowy skupiający Argentynę, Brazylię, Paragwaj i Urugwaj. Umowa z UE ma znieść cła i otworzyć rynki po obu stronach Atlantyku. Dla europejskich rolników oznacza to ryzyko zalania rynku tanim mięsem, soją czy cukrem.

I budzi ogromny sprzeciw. Obawiają się olbrzymiej konkurencji i strat. Porozumieniu sprzeciwia się nie tylko Polska, ale także Francja, Irlandia i Węgry.

Rolnicy wskazują kilka głównych zagrożeń:


Napływ tańszej żywności z Ameryki Południowej, której produkcja odbywa się przy niższych kosztach i łagodniejszych normach środowiskowych i sanitarnych.

Nierówna konkurencja, bo europejskie gospodarstwa muszą przestrzegać surowych regulacji, a produkty z Mercosuru nie.

Spadek cen i opłacalności produkcji, co szczególnie dotyka małe i średnie gospodarstwa rodzinne, które mogą nie przetrwać presji importu taniego mięsa, soi czy cukru.


Najprościej mówiąc: obawiają się, iż porozumienie odbije się negatywnie na polskim rolnictwie, uderzy w gospodarstwa, doprowadzi do bankructwa. Koszty poniesie wieś. Natomiast korzyści z umowy mogą trafić głównie do innych sektorów gospodarki, podczas gdy koszty poniesie wieś.

Komisja Europejska studzi emocje i proponuje rolnikom dodatkowe wsparcie finansowe w wysokości 45 mld euro od 2028 r. oraz czasowe zniesienie ceł na nawozy. W ten sposób chce zyskać ich poparcie.

Ale polscy rolnicy nie dają się przekupić. Są zdeterminowani. Najpierw szturmują internet, publikując relację z drogi, potem stolicę. Gotowi do walki o swoją przyszłość spotkali się o g. 11 spotkali na Placu Defilad (pod Pałacem Kultury i Nauki) i maszerują pod sejm przy ul. Wiejskiej. Później dotrą pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Protest powinien zakończyć się do godziny 15.

To wydarzenie rozpala internet.

"Całkowitym przypadkiem trafiłam dziś na traktory jadące na strajk. Ja byłam drodze po włoszczyznę, oni w drodze walczyć o swoje. I nagle full circle moment, idziesz po marchewkę, a mijasz ludzi, dzięki którym ona w ogóle jest na półce. Dobrze czasem zobaczyć, jak bardzo jesteśmy od siebie zależni" - pisze internautka.

"Jesteśmy z wami! Walczcie o Polskę!"


Z protestującymi solidaryzuje się m.in. były premier Mateusz Morawiecki.

"Europa potrzebuje sprawiedliwego handlu, a nie porozumień kosztem rolnictwa i zdrowia konsumentów"- napisał w swoich mediach społecznościowych.


Taki protest zawsze wiąże się z konsekwencjami. I nie wszystkich cieszy. Najmniej warszawiaków, którzy muszą na czas dotrzeć do pracy. Przeklinają komunikacyjny paraliż.

Gdzie demokracja?


Ale to właśnie dziś ambasadorowie państw UE zdecydują, czy umowa wejdzie w życie. W jaki sposób?


Proces wygląda zwykle tak:


Komisja Europejska negocjuje umowę.

Rada UE (reprezentująca państwa członkowskie) ją zatwierdza.

Parlament Europejski musi wyrazić zgodę, zanim umowa wejdzie w życie.


Jednak nie ma już demokratycznego bezpiecznika w postaci Parlamentu Europejskiego. Jak to możliwe? Otóż Cypr wycofał zapis, który blokował tymczasowe wejście umowy w życie bez zgody Parlamentu Europejskiego. W praktyce oznacza to, iż po podpisaniu umowy i jej zatwierdzeniu przez kraje Mercosur, produkty z Ameryki Południowej mogą trafić na rynek unijny niemal od razu, zanim europosłowie zdążą nad nią zagłosować.

Decyzja została podjęta pod naciskiem Komisji Europejskiej, która zależy na szybkim wdrożeniu porozumienia.

Sposób, w jaki decyzje w Brukseli zostały podjęte, dodatkowo podgrzewa emocje nie tylko wśród rolników, ale też opinii publicznej. Bo jak widać, umowa Mercosur nie dość, iż kontrowersyjna, to jeszcze może wejść w życie "bocznymi drzwiami".

Przeciwnicy krzyczą, iż to osłabia rolę Parlamentu Europejskiego, narusza równowagę między instytucjami UE i jest pewnego rodzaju precedensem. Gdzie się podziała bowiem demokratyczna debata?

W piątek ambasadorowie państw UE zdecydują, czy przyjąć umowę. jeżeli większość państw zagłosuje "za", porozumienie może zostać oficjalnie podpisane już 12 stycznia w Paragwaju.

Читать всю статью