Sztuka tworzenia kryptonimu

polska-zbrojna.pl 2 часы назад

„Dzielny dzik”, „Bystry epifaktor”, „Mądry lekarz” czy po prostu „Anakonda” – kryptonimy ćwiczeń bywają poważne, zagadkowe, a czasem wręcz komiczne. Każdego roku Wojsko Polskie musi nazwać ponad 900 ćwiczeń. Za każdą taką nazwą stoi zestaw zasad, wielostopniowy proces uzgodnień i logika, której przeciętny obserwator zwykle nie dostrzega.

Ćwiczenia "Saber Strike '26" w Finlandii

Podczas VIII zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie stacjonujące w Ghazni Zgrupowanie Bojowe „Alfa” realizowało wspólnie z amerykańskim wojskiem wiele przedsięwzięć bojowych. Operacjom nadawano kryptonimy z inicjatywy Amerykanów i według ich zasad. Zwykle były to frazy w stylu „Nocna furia” czy „Czarny orzeł”, zapisywane rzecz jasna po angielsku. Aż któregoś razu poproszono Polaków, by wymyślili własny kryptonim. Dowodzący Alfą ówczesny płk Jarosław Górowski rzucił pomysł, który obezwładnił sojuszników. „Szczerbiec!”, rzekł, zaraz wyjaśniając, iż chodzi o miecz, i to nie byle jaki, ale archetypiczny, będący jednym z polskich insygniów koronacyjnych.

– Jarek opowiedział mi tę historię podczas przekazywania obowiązków – wspomina gen. bryg. dr Rafał Miernik, dowódca Alfy podczas kolejnej, IX zmiany. – Mało się nie popłakałem ze śmiechu – przyznaje. – Oczywiście Amerykanie nie byli w stanie tego wymówić, więc „Szczerbiec” przepadł – dodaje szef Zarządu Szkolenia P7 Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

REKLAMA

Wymóg poprawnej polszczyzny

Siły Zbrojne RP nie biorą dziś udziału w operacjach bojowych, ale intensywnie się szkolą. Tymczasem wszystkie ćwiczenia wojsk od batalionu wzwyż – a jest ich rocznie ponad 900 – wymagają własnego kryptonimu. Wymyśla się je podczas opracowywania tzw. instrukcji, dokumentu określającego zasady organizacji ćwiczeń. Trzon zespołu autorskiego wystawia Zarząd P7 SGWP, w jego skład wchodzą też, w zależności od potrzeb, przedstawiciele dowództw rodzajów sił zbrojnych, rodzajów wojsk i związków taktycznych.

– Taki zespół liczy około 20 osób – mówi płk Dariusz Jaros, szef Oddziału Programowania Szkolenia Dowództw i Ćwiczeń SZRP w SGWP. – Zwykle trzeba kilku spotkań, by wypracować ostateczny kształt dokumentu, a całość, w tym fragment dotyczący kryptonimu, przechodzi weryfikację językową. Polonistki z Dowództwa Transformacji i Szkolenia Sił Zbrojnych dbają o to, by wszystko było napisane poprawną polszczyzną.

Czy wspomniany zespół ma dowolność w dobieraniu nazw? Wydaje się, iż jest ona spora – wiele kryptonimów brzmi jak efekt swobodnej zabawy słowami czy wręcz niepohamowanej fantazji. Dość wspomnieć takie przedsięwzięcia, jak „Dzielna zawała”, „Dzielny bóbr” lub „Bystry epifaktor”. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Zasady nadawania kryptonimów są unormowane w dokumentach doktrynalnych – narodowych i natowskich – a te w dużej mierze pozostają niejawne.

Z dostępnych informacji wynika, iż kryptonim powinien składać się z dwóch słów w języku polskim – choć w ćwiczeniach będących wizytówką sił zbrojnych bądź mających charakter wielonarodowy dopuszczalny jest zapis po angielsku. Nazwa może charakteryzować podejmowaną w ćwiczeniach problematykę (np. „Szybki marsz”, „Silna zapora”) lub region, rzekę w rejonie stacjonowania jednostki wojskowej (np. „Ogniste Pomorze”, „Wartka Pilica”) bądź też termin realizacji (np. „Zimna wiosna”, „Jesienny ogień”). W oficjalnym zapisie kryptonimów należy używać wyłącznie wielkich liter poprzedzonych skrótem pk. („pod kryptonimem”), po myślniku dopełnionych ostatnimi dwiema cyframi roku realizacji zamierzenia, np. ćwiczenie pk. WARTKA PILICA-19.

Dwuczłonowość niesie pułapki

– Nie wolno stosować skrótów i oznaczeń przypisanych do ćwiczeń realizowanych przez dowództwa NATO lub inne międzynarodowe struktury dowodzenia – zastrzega płk Jaros. – Określając kryptonim, uwzględnia się system nazw przyjęty dla danego szczebla organizacyjnego, na którym prowadzone będą ćwiczenia – mówi, wskazując kolejne zasady. W siłach zbrojnych RP indywidualne kryptonimy stosuje się w odniesieniu do ćwiczeń organizowanych przez m.in. SGWP, Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych, Operacyjne RSZ, Komendę Główną Żandarmerii Wojskowej, dowództwa komponentów czy wreszcie poszczególnych oddziałów (brygad, pułków, formacji równorzędnych).

I tak np. dla przedsięwzięć realizowanych przez Sztab Generalny WP zarezerwowano pory roku, dla KGŻW nazwy miesięcy. Dla wojsk lądowych przewidziano nazwy dzikich zwierząt lądowych, takich jak borsuki, rysie czy pumy. Ćwiczenia sił powietrznych winny nosić kryptonimy odwołujące się do drapieżnych ptaków – orłów, jastrzębi itp. Do domeny morskiej przypisano miana morskich zwierząt (przede wszystkim ptaków) i wiatrów. Wojska medyczne i cybernetyczne zobligowane są do sięgania po terminologię specjalistyczną, np. nazwy sprzętów. W użytku są również nazwy kamieni szlachetnych, kiedyś wykorzystywane przez wojewódzkie sztaby wojskowe, dziś przez wojskowe centra rekrutacji.

Ćwiczenia Dragon 24 na poligonie Drawsko

– Dzięki temu osoby wtajemniczone już po kryptonimie mogą określić, kto jest organizatorem danego przedsięwzięcia – zwraca uwagę płk Jaros. I dodaje, iż do 2023 roku w WP obowiązywały określenia jednowyrazowe, takie jak „Ryś”, „Borsuk” czy „Granica”. – Przejście na kryptonimy dwuczłonowe wynikało przede wszystkim z potrzeby dostosowania się do standardów NATO – tłumaczy nasz rozmówca.

– Było to o tyle konieczne, iż każde państwo członkowskie zgłasza do natowskiego programu ćwiczeń własne przedsięwzięcia szkoleniowe, otwarte dla sojuszników. Poza tym granica między ćwiczeniami narodowymi a międzynarodowymi coraz bardziej się zaciera. Dziś choćby na poziomie brygady w wielu przedsięwzięciach uczestniczą żołnierze innych państw, choćby dlatego, iż stacjonują na terytorium Polski. Ujednolicone nazewnictwo jest po prostu wygodniejsze dla wszystkich – przekonuje Dariusz Jaros. I tak organizowana od lat „Anakonda” od tego roku będzie się nazywać „Dzielny husarz” (ang. „Brave Hussar”), a inne cykliczne ćwiczenia – „Dragon” – w przyszłym roku odbędą się pod kryptonimem „Polski dragon”.

Owa dwuczłonowość, choć spełnia wymóg sojuszniczej standaryzacji, niesie też pułapki – przy konieczności stworzenia dziewięciuset kryptonimów nie zawsze da się uniknąć zabawnych zestawień. Zasadniczo jednak nazwa ćwiczeń – zwłaszcza tych największych, składających się z całej serii przedsięwzięć szkoleniowych – ma też odgrywać rolę skróconego komunikatu strategicznego. Dobrym przykładem jest ubiegłoroczny „Żelazny obrońca ’25”, nazwa federacji ponad 30 ćwiczeń różnych rodzajów sił zbrojnych, będących odpowiedzią na działania armii rosyjskiej i białoruskiej. Na bieżący rok zaplanowano dwie takie federacje: w czerwcu odbył się „Bursztynowy obrońca ’26”, we wrześniu wystartuje „Czarny obrońca ’26” – z podobnym przekazem, ale o skali mniejszej niż zeszłoroczne działania.

Pragmatyka komunikacji strategicznej

Dla większości obserwatorów nazwy natowskich ćwiczeń brzmią po prostu efektownie. „Steadfast Defender”, „Ramstein Ambition”, „Brilliant Purpose”, „Loyal Leda” – trudno nie odnieść wrażenia, iż ktoś po prostu wybrał kilka dobrze brzmiących angielskich słów. W rzeczywistości i tutaj obowiązuje bardzo precyzyjny system. Przykładowo wszystkie ćwiczenia rozpoczynające się od słowa „Steadfast” organizowane są przez SHAPE, czyli Naczelne Dowództwo Sojuszniczych Sił w Europie. „Brilliant” oznacza przedsięwzięcia przygotowywane przez Połączone Dowództwo Sił NATO w Brunssum, „Ramstein” przypisano dowództwu komponentu powietrznego AIRCOM, a „Loyal” – dowództwu wojsk lądowych LANDCOM.

Drugie słowo również nie jest przypadkowe – najczęściej jego pierwsza litera oznacza rodzaj komponentu, który bierze udział w ćwiczeniu. W takim przypadku klucz interpretacji wygląda następująco: L (land) – siły lądowe, np. „Loyal Leda; A (air) – siły powietrzne, np. „Ramstein Ambition”; M (maritime) – marynarka wojenna, np. „Dynamic Mongoose”; J (Joint) – ćwiczenia połączone, np. „Steadfast Jupiter”; C – cyberprzestrzeń. Ale drugi człon może zostać wybrany także według innej zasady – np. tak by opisywał główny cel szkoleniowy.

„Steadfast Defender” to największe natowskie manewry nastawione na kolektywną obronę Sojuszu – słowo „obrońca” nie pozostawia tu większych wątpliwości. Tylko jak na gruncie tej logiki rozumieć nazwę „Ramstein Dust”? Dla laika słowo „dust”, czyli „pył” lub „kurz”, wydaje się osobliwym dodatkiem, tymczasem odnosi się ono do konkretnego rodzaju działalności. Chodzi o ćwiczenia sprawdzające zdolność do rozwijania mobilnych stanowisk dowodzenia i systemów kierowania lotnictwem w warunkach polowych. Innymi słowy – tam, gdzie rzeczywiście unosi się kurz spod kół ciężarówek i wojskowych agregatów.

A zatem próba rozszyfrowania natowskich kryptonimów czasem wymaga nieco większej wyobraźni. Niezmiennie jednak wedle natowskich standardów nazwa ćwiczeń musi być unikatowa, stosunkowo łatwa do wymówienia przez przedstawicieli kilkudziesięciu państw, nie może sugerować konkretnego przeciwnika ani wywoływać negatywnych skojarzeń kulturowych. Jednocześnie powinna budować rozpoznawalność całej serii ćwiczeń, tak aby kolejne edycje tworzyły spójną historię i wzmacniały przekaz strategiczny Sojuszu. Ponadto – ale ta uwaga dotyczy w równym stopniu NATO jako całości, jak i samego Wojska Polskiego – wszystkie duże ćwiczenia muszą mieć nazwę, którą da się umieścić na kubku, naszywce i slajdzie Power Point. Ot, pragmatyka komunikacji strategicznej na najniższym poziomie…

Marcin Ogdowski
Читать всю статью