Szef MON-u uhonorował bohaterów AK

polska-zbrojna.pl 2 часы назад

Żołnierze Armii Krajowej, poeta Zygmunt Rumel oraz cichociemny Lech Łada „Żagiew”, podczas II wojny światowej starali się zapobiec zbrodni UPA na Polakach na Wołyniu i zostali za to zabici. Teraz wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz pośmiertnie mianował ich na stopień kapitana. „Awans jest wyrazem wdzięczności Rzeczypospolitej” – napisał szef MON-u.

Mogiła zbiorowa i pomnik Polaków pomordowanych przez UPA w Berezownicy Małej w byłym województwie tarnopolskim, w tej chwili Ukraina.

Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier, minister obrony narodowej, w uznaniu wojennych dokonań mianował pośmiertnie na wyższe stopnie oficerskie dwóch żołnierzy Armii Krajowej działających na Wołyniu. „Podjąłem decyzję o pośmiertnym mianowaniu ppor. Zygmunta Rumla na stopień kapitana” – poinformował dziś wicepremier na platformie X. Jak przypomniał, oficer był żołnierzem AK, poetą i komendantem VIII Okręgu Wołyń Batalionów Chłopskich. „Pełniąc misję parlamentariusza, został zamordowany przez UPA” – dodał szef MON-u.

Natomiast cztery dni temu, w 83. rocznicę tzw. krwawej niedzieli – 11 lipca 1943 roku, uznawanej za kulminację zbrodni wołyńskiej, wicepremier zdecydował o pośmiertnym mianowaniu ppor. Lecha Łady „Żagiew” na stopień kapitana. Łada, żołnierz AK i cichociemny, udając dezertera z Armii Czerwonej, nawiązał kontakt z UPA i zdobył informacje o przygotowywanych przez tę organizację planach masowych mordów na Polakach.
Ostrzeżenia te zostały jednak zbagatelizowane przez dowództwo AK, a on sam zginął w 1942 lub 1943 roku w niewyjaśnionych okolicznościach. „Pośmiertny awans jest wyrazem wdzięczności Rzeczypospolitej za jego odwagę, służbę i wierność Polsce” – podkreślił minister na X.

REKLAMA

Dwie Matki

„Pisał o Polsce i Ukrainie jako o dwóch Matkach. Do końca wierzył, iż możliwe jest porozumienie. Nie o zemstę, ale o pamięć i prawdę wołają ofiary!” – zaznaczył Kosiniak-Kamysz we wpisie na temat kpt. Rumla. Zygmunt Rumel jest bowiem postacią, która symbolizuje potrzebę porozumienia między narodami polskim i ukraińskim. Antoni Cybulski „Oliwa”, organizator polskiej konspiracji na terenie powiatu Dubno, później także konspiracyjny starosta powiatowy, podkreślał tę świadomość w swoich wspomnieniach z lat wojny bardzo wyraźnie.

Relacjonując prowadzone na początku 1943 roku rozmowy z Zygmuntem Rumlem, komendantem Okręgu Wołyń Batalionów Chłopskich, pisał: „Rozważaliśmy z Rumlem bardzo złożone i drastyczne sprawy ukraińskie, sposoby neutralizowania ich nienawiści do Polaków, podsycanej przez stale napływających z zachodu szowinistycznych agitatorów. Myśleliśmy, jak wykorzystać ich patriotyzm narodowy, jak oprzeć go na bogatej literaturze o przeszłości tego ponadczterdziestomilionowego ukraińskiego narodu. Rozumieliśmy ich pragnienie wolności, samodzielności i niezależności, braliśmy przykład z naszej polskiej historii, gdy nasz naród stracił niezawisłość narodową”. I zaznaczył: „Chodziło o to, co zrobić, by te dolne, bardzo dynamiczne warstwy społeczeństwa ukraińskiego zrozumiały, iż teraz nie są już czasy ‘chmielnicczyzny’ czy rzezi humańskiej, iż Polacy nie są ich wrogami i nie stoją na ich drodze do tworzenia własnego państwa, iż nie można na barbarzyństwie, na trupach Żydów i Polaków tworzyć własnej państwowości”.

Zygmunt Rumel, rocznik 1915, wychował się i wyrósł na Wołyniu. Przed wojną żywo interesował się kwestią polsko-ukraińskiego sąsiedztwa. Należał do Wołyńskiego Związku Młodzieży Wiejskiej, który propagował ideę przyjaźni polsko-ukraińskiej oraz dążył do pogłębienia współpracy pomiędzy obydwoma sąsiednimi narodami, członkami związku zaś byli nie tylko Polacy, ale także wielu Ukraińców. W drugiej połowie lat 30. Rumel należał do redakcji „Drogi Pracy”, która była dodatkiem do miesięcznika „Życie Krzemienieckie”, współredagował też dwujęzyczne, polsko-ukraińskie pismo „Młoda Wieś – Mołode Seło”.

W jednym z artykułów opublikowanych na łamach „Drogi Pracy” w 1938 roku Rumel zacytował fragment przemówienia Józefa Piłsudskiego wygłoszonego w Łucku jeszcze w 1920 roku: „Wołyń zaludniony jest przez różne narodowości, religie, języki. jeżeli ludzie nie będą sobie okazywali szacunku i zaufania, to stan dzisiejszy się nie ostanie. Tylko kooperacja wszystkich wyznań, stanów i narodowości może go utrzymać”. Słowa te Rumel skomentował następująco: „W tych prostych stwierdzeniach ukazana jest nie tylko rzeczywistość, ale i droga, po której należy iść, by tajemnicę tej rzeczywistości rozwiązać (…). Dziś – gdy przeżywamy ten proces na Wołyniu, w powszechnej skali życia nazywając go skromnym mianem „idei współżycia i współpracy Polaków i Ukraińców – nie zastanawiamy się często nad jego historyczną tradycją i głębokością kulturalną”.

Groza narasta

W styczniu 1943 roku Zygmunt Rumel został przez Kazimierza Banacha – okręgowego delegata rządu RP – podniesiony do rangi komendanta Okręgu Wołyń Batalionów Chłopskich. Był to już czas, gdy sytuacja ludności polskiej gwałtownie na Wołyniu się pogarszała. Zbliżała się ponura fala nienawiści, której kulminacją stała się „krwawa niedziela” 11 lipca 1943 roku.

O ile jeszcze jesienią 1942 roku mordy na ludności polskiej miały incydentalny charakter, o tyle już w pierwszych tygodniach 1943 roku fala przemocy rozlała się coraz szerzej. Zaczęło dochodzić do tak przerażających wydarzeń, jak zbrodnia w Parośli (gmina Antonówka, powiat sarneński) 9 lutego 1943 roku, gdzie zginęło około 150 Polaków, albo w Lipnikach w nocy z 26 na 27 marca, gdzie zamordowano około 180 osób.

Nowy impuls do dalszej eskalacji przemocy przyniósł marzec 1943 roku. Wtedy to wiele ukraińskich oddziałów policji pomocniczej pozostających dotychczas na służbie niemieckiej zdezerterowało. Ludzie ci masowo przeszli do podziemia, wstępując w struktury Ukraińskiej Powstańczej Armii. Zyskując w ten sposób poważne wzmocnienie sił, bojówki UPA przystąpiły do operacji, której celem było całkowite wyniszczenie mieszkającej na terenie Wołynia ludności polskiej.

W związku z tym pierwszoplanową sprawą była dla polskiej konspiracji kwestia organizowania samoobrony, pozwalającej na ochronę ludności polskiej rozproszonej po całym obszarze dawnego województwa wołyńskiego. Równocześnie jednak lokalne komórki polskiej konspiracji próbowały wypracować program, który będzie uwzględniał także kwestię przeciwdziałania ukraińskiemu ruchowi nacjonalistycznemu.

W uchwale podjętej przez wołyński oddział ruchu ludowego w kwietniu 1943 roku znalazły się słowa: „Uznając pełne prawo narodu ukraińskiego do wszechstronnego rozwoju na równi z innymi narodami Europy, pragniemy jak najusilniej podkreślić, iż naród ukraiński jest nam bliski jako bratnia, słowiańska, niemal wyłącznie chłopska społeczność i w imię chłopów polskich stanowiących większość narodu polskiego wyrażamy gotowość współpracy z ludem ukraińskim dla dobra odrodzonej Słowiańszczyzny”.

W debatach na temat stosunku do narodu ukraińskiego brał udział także Zygmunt Rumel. Według relacji Antoniego Cebulskiego „Oliwy” zastanawiał się, co można zrobić, by osiągnąć porozumienie. „Zgodziliśmy się – pisał Cebulski w swoich wspomnieniach – iż nie jesteśmy nienawistni do całości narodu ukraińskiego, iż zagrożonych Ukraińców i ich rodziny musimy też bronić przed ich mściwymi rodakami. (…) W tej naszej rozmowie i polemice wyczuwałem u Rumla duże wyrozumienie i sentyment do narodu ukraińskiego oraz żal i smutek z powodu tego, co się stało, podobnie czułem i ja”.

Na polecenie Kazimierza Banacha Zygmunt Rumel zdecydował się podjąć rozmowy z lokalnymi przywódcami OUN-UPA. Ich celem miało być powstrzymanie rzezi ludności polskiej oraz ewentualnie ustalenie warunków wspólnej walki przeciwko wspólnemu wrogowi – Niemcom. Jak wspominał Teofil Nadratowski, który znał Rumla, „organizowała się samoobrona, ale Rumel i inni ciągle wierzyli, iż można się dogadać, iż nie wolno przelewać bratniej krwi”.

Mimo sceptycyzmu wielu osób z konspiracji Rumel był co do konieczności podjęcia rozmów przekonany. Udał się na nie wraz z oficerem do zadań specjalnych ppor. Krzysztofem Markiewiczem ps. „Czart”, towarzyszył im woźnica Witold Dobrowolski. Do negocjacji jednak nie doszło: w lasku koło wsi Kustycze delegaci zostali aresztowani, a następnie zamordowani – według późniejszych przekazów przez rozerwanie końmi. Stało się to albo 10 lipca, albo – jak podają inne opracowania – już 11 lipca, a zatem tego samego dnia, który później nazwano „krwawą niedzielą”.

Nieoczywiste losy

Śmierć Zygmunta Rumla i pozostałych członków delegacji była jednym z epizodów tej „wołyńskiej apokalipsy”, którą okazała się niedziela 11 lipca 1943 roku. Tego jednego tylko dnia bojówki Ukraińskiej Powstańczej Armii i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów podjęły skoordynowany atak na wiele zamieszkanych przez ludność polską miejscowości na terenie Wołynia. Szacunki są tu rozbieżne, wspomina się o od 96 choćby do 167 wołyńskich osad, w których doszło do brutalnych mordów na Polakach. Jak się ocenia, w lipcu i sierpniu miało miejsce apogeum mordów, bandy UPA zamordowały w tym czasie ponad 20 tys. osób narodowości polskiej.

Był zatem Zygmunt Rumel ofiarą nienawiści – jednak właśnie historia jego rodziny pokazuje, jak bardzo skomplikowane były to czasy i jak bardzo nieoczywiste są losy Wołyniaków. Otóż Ewa Kaniewska, kuzynka Zygmunta, powiedziała: „Znał język ukraiński, kochał Wołyń, miał wśród Ukraińców wielu przyjaciół (…). Sam zginął, ale jego matkę i siostrę ocalił Ukrainiec, może więc wiara Zygmunta w ludzką dobroć, niezależnie od narodowości, nie była tak naiwna”.

Zygmunt Rumel mocno wierzył w to, iż porozumienie między dwoma sąsiednimi narodami jest możliwe. W jednym z artykułów, opublikowanych na łamach pisma „Droga Pracy”, jeszcze w 1938 roku pisał: „Szczęśliwym będę, kiedy nie ja – mały sługa swego narodu – ale przedstawiciele sejmu polskiego i ukraińskiego ustanowią wspólną platformę porozumienia. W imieniu Polski wznoszę okrzyk: ‘Niech żyje wolna Ukraina!’”.

Od chwili, kiedy słowa te zostały zapisane, minęło już 88 lat. Zaledwie pięć lat później doszło do straszliwych zbrodni, których ofiarą został także autor tego wyznania. I choć wciąż pozostaje wiele do zrobienia, zwłaszcza dla upamiętnienia tysięcy niewinnych ofiar tego czasu, to słowa te wciąż pozostają aktualne.

Źródła cytatów:
J. Gmitruk, „Zygmunt Rumel. Żołnierz nieznany”, Warszawa 2009
Antoni Cybulski „Oliwa”, „Wspomnienia konspiracyjnego starosty z Wołynia”, Warszawa 2009

Robert Sendek, Anna Dąbrowska
Читать всю статью