System kaucyjny miał być prostym sposobem na zwiększenie recyklingu. Klient kupuje napój, płaci kaucję, a po wypiciu oddaje butelkę lub puszkę i odzyskuje pieniądze. W praktyce rozwiązanie okazało się znacznie bardziej skomplikowane. Konsument musi przechowywać niezgniecione opakowania i stać z workami w kolejkach, sklepy muszą organizować ich odbiór i obsługę, a tradycyjne sortownie tracą część najbardziej wartościowego surowca. Konfederacja składa projekt ustawy znoszący ten absurdalny, nieudany eksperyment społeczno-gospodarczy.
System kaucyjny już niedługo może trafić do kosza. 6 sierpnia na stronach Sejmu pojawił się poselski projekt ustawy autorstwa niemal całego klubu Konfederacji, którego celem jest uchylenie przepisów wprowadzających absurdalne rozwiązania. W uzasadnieniu posłowie oceniają, iż jest on wadliwy zarówno legislacyjnie, jak i praktycznie. Wskazują na brak rzetelnej oceny skutków regulacji i niewystarczające konsultacje z handlem, samorządami oraz organizacjami konsumenckimi.
Projekt zakłada więc nie kolejną korektę systemu, ale jego likwidację. Konfederacja proponuje jednocześnie rozwój ogólnopolskiej sieci punktów skupu plastiku jako alternatywnego sposobu pozyskiwania surowców. To istotna różnica: zamiast zmuszać konsumenta do oddawania opakowania w systemie kaucyjnym, można byłoby oprzeć odzysk na punktach zbiórki i istniejącej infrastrukturze gospodarki odpadami.
Problem polega jednak na tym, iż całkowite wycofanie systemu może zderzyć się z prawem Unii Europejskiej. Przepisy unijne przewidują osiągnięcie wysokich poziomów selektywnej zbiórki butelek PET, a od 2029 r. systemy kaucyjne mają być standardem dla jednorazowych butelek z tworzyw sztucznych i metalowych puszek. Eksperci wskazują więc, iż sama likwidacja polskiego systemu bez zastąpienia go rozwiązaniem spełniającym unijne wymagania mogłaby być niemożliwa. Po raz kolejnyo kazuje się atem, iż UE stanowi dla Polsk kulę u nogi.
To jednak nie rozstrzyga najważniejszego pytania: czy obecny model jest dobrze zaprojektowany? W praktyce system przerzuca część pracy na obywatela. Butelki i puszki trzeba przechowywać, często w dużych workach, i nie można ich wcześniej zgniatać, ponieważ automat musi je rozpoznać. Następnie trzeba je przewieźć do sklepu lub punktu zbiórki.
Dla mieszkańca dużego miasta, który regularnie robi zakupy w supermarkecie, może to być niewielka niedogodność. Gorzej wygląda sytuacja osób starszych, niepełnosprawnych czy mieszkańców małych miejscowości. W uzasadnieniu projektu Konfederacja wskazuje, iż dotarcie do najbliższego automatu może oznaczać przejazd kilku, a choćby kilkunastu kilometrów tylko po to, aby odzyskać kilka lub kilkanaście złotych.
Dochodzi do tego problem odrzucanych opakowań. Według informacji przywołanych w projekcie, w sieci Netto około 35 proc. prób zwrotu miało być odrzucanych z powodu braku adekwatnego oznaczenia. Z kolei 56 proc. badanych uznawało brak możliwości zgniatania opakowań za czynnik zniechęcający do korzystania z systemu.
Koszty ponosi również handel. Sklep musi znaleźć miejsce na opakowania, obsługiwać zwroty, zapewnić funkcjonowanie automatu albo przyjmować opakowania manualnie, a następnie współpracować z operatorem systemu. o ile automat się zapełni, przestanie działać lub odrzuci opakowanie, problem trafia do pracownika sklepu. W przypadku dużych zwrotów powstają także kolejki. W efekcie przedsiębiorca handlowy wykonuje dodatkowe czynności związane z gospodarką odpadami, choć nie jest to jego podstawowa działalność.
Jeszcze ważniejsza jest kwestia pieniędzy. Kaucja jest zwracana tylko wtedy, gdy opakowanie wróci do systemu. o ile konsument go nie odda, pieniądze nie wracają do niego. Pozostają w systemie i mogą być wykorzystywane do jego finansowania. Operatorzy działają przy tym w formule not-for-profit, dlatego nie można uczciwie twierdzić, iż wszystkie nieodebrane kaucje są po prostu wypłacane zagranicznym właścicielom jako zysk.
Nie zmienia to jednak faktu, iż konsument finansuje system także poprzez kaucje, których nigdy nie odzyska. Co więcej, wśród operatorów znajdują się podmioty powiązane z dużymi międzynarodowymi grupami gospodarczymi. Oznacza to, iż znaczna część infrastruktury systemu jest zarządzana przez przedsiębiorstwa powiązane z zagranicznym kapitałem. Problemem nie jest więc samo „wywożenie kaucji za granicę”, bo takiego mechanizmu nie przewidują przepisy, ale to, iż polski konsument finansuje funkcjonowanie systemu, którego operatorami są również międzynarodowe grupy kapitałowe.
System kaucyjny ma jeszcze jednego, często pomijanego przegranego: istniejący system gospodarki odpadami. Przez lata butelki PET i puszki trafiały do żółtych worków i pojemników, następnie do sortowni, gdzie były oddzielane od pozostałych odpadów. Powstała kosztowna infrastruktura wyposażona w sortery optyczne, separatory magnetyczne i inne urządzenia. Teraz część najbardziej wartościowego surowca zostaje z tego systemu wyjęta.
Szczególnie istotne jest aluminium, które ma wysoką wartość rynkową. Sortownie otrzymują mniej wartościowego materiału, a jednocześnie ich koszty stałe pozostają. przez cały czas trzeba utrzymywać maszyny, zatrudniać ludzi, płacić za energię i transport. Powstaje więc paradoks: państwo buduje drugi system zbiórki, podczas gdy pierwszy — już istniejący — traci część surowca, który pomagał finansować jego funkcjonowanie.
Opanowane przez prounijną skrajną lewicę Ministerstwo Klimatu nieodmiennie podkreśla, iż „system działa skutecznie”. Tylko w czerwcu zwrócono 700 mln puszek i butelek PET, a w pierwszym półroczu 2026 r. łącznie 2,3 mld opakowań. To rzeczywiście ogromna skala zbiórki. Nie odpowiada jednak na pytanie o pełny koszt tego rozwiązania.
Trzeba policzyć nie tylko liczbę zebranych butelek, ale również koszty automatów, transportu, magazynowania i obsługi sklepów, koszty operatorów, czas konsumentów oraz utracone przychody tradycyjnych sortowni i systemów komunalnych.
Projekt Konfederacji otwiera więc istotną debatę. Nie chodzi wyłącznie o to, czy należy zbierać PET i aluminium. Oczywiście należy. Pytanie brzmi, czy trzeba było stworzyć kosztowny, równoległy system, który część obowiązków przerzuca na konsumentów, odbiera surowiec istniejącym sortowniom i pozostawia w systemie nieodebrane kaucje, na czym żerują duńskie i nie tylko duńskie podmioty.
Jeżeli obecnego systemu nie można po prostu zlikwidować z powodu unijnych zobowiązań, tym bardziej należy rozmawiać o jego gruntownej zmianie. Sukces recyklingu powinien być mierzony nie tylko liczbą zwróconych butelek. Powinien być mierzony również tym, ile kosztuje ich odzyskanie, kto ponosi te koszty i kto ostatecznie na tym systemie korzysta.
Polecamy również: Australijka cudem uniknęła porwania w Paryżu. Sceny jak z filmu „Uprowadzona”













![Niewybuch przy drodze Wirki-Kątki. Na miejsce wezwano saperów [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/08/droga-Wirki-Katki-niewybuch-2026.08.10-mix.jpg)