Czy Kościół katolicki w Polsce zaczyna otwierać drzwi dla ideologii, z którymi przez dziesięciolecia pozostawał w fundamentalnym sporze? Coraz więcej pytań rodzi kierunek dyskusji wokół II Synodu Krakowskiego, zwłaszcza w kontekście zapisów dotyczących wspierania dewiantów seksualnych, przyjmowania elementów języka WOKE oraz postulowanego „dialogu ze współczesną nauką o człowieku”, czyli odrzucania faktów biologicznych na rzecz fantasmagorii neołysenkizmu.
Synod Krakowski II, czyli synod tęczowy. W „Relacji po pierwszym etapie prac synodalnych w Archidiecezji Krakowskiej” znalazły się m.in. postulaty tworzenia „bezpiecznych przystani duszpasterskich”, prowadzenia „otwartego, uczciwego dialogu ze współczesną nauką o człowieku”, „prawdziwego poszanowania ludzkiego sumienia” oraz odejścia od określeń uznawanych za krzywdzące stereotypy.
Na pierwszy rzut oka są to hasła, którym trudno się sprzeciwić, ponieważ każdy człowiek zasługuje na szacunek i godność, jednak problem pojawia się wtedy, gdy język duszpasterskiej troski zaczyna być wykorzystywany do przemycania określonej wizji człowieka, płci, seksualności i rodziny, pozostającej w napięciu z tradycyjnym nauczaniem katolickim.
Kościół ma oczywiście obowiązek przyjmować każdego człowieka, nie oznacza to jednak obowiązku akceptowania każdej idei czy każdego zachowania, a chrześcijaństwo od początku rozróżniało pomiędzy godnością osoby a moralną oceną jej czynów. Tymczasem pojawia się obawa, iż pod hasłami „dialogu” i „szacunku” może rozpocząć się proces stopniowego przesuwania granic.
Szczególne kontrowersje budzi wskazywanie organizacji „Wiara i Tęcza” jako przykładu środowiska, z którym należy budować duszpasterskie relacje, a także obecność osób związanych z tym środowiskiem w pracach synodalnych. W materiale źródłowym właśnie ten fakt przedstawiany jest jako symboliczny przykład wpływu ideologii gender na kierunek krakowskiego synodu.
Powstaje więc pytanie zasadnicze: czy Kościół ma ewangelizować zepsuty świat, czy też zepsuty świat zaczyna ewangelizować Kościół? Chrześcijaństwo nigdy nie było przecież projektem dostosowywania Ewangelii do każdej kolejnej mody kulturowej, a Kościół, który za wszelką cenę próbuje zdobyć akceptację świata, może ostatecznie utracić własną tożsamość.
Niepokój budzi również sposób rozumienia „szacunku dla ludzkiego sumienia”. Sumienie jest fundamentalną kategorią chrześcijaństwa, ale nie oznacza prawa człowieka do uznania za dobre wszystkiego, co sam za dobre uważa; o ile subiektywne przekonanie stanie się ostatecznym kryterium dobra i zła, obiektywna moralność zostaje zastąpiona indywidualnym wyborem.
Wtedy przykazania mogą zostać przedstawione jako „wykluczające struktury”, a moralne upomnienie jako forma przemocy czy dyskryminacji, podczas gdy Ewangelia przypomina, iż człowiek może się mylić i potrzebować napomnienia. Właśnie do takiego obowiązku upominania błądzącego bliźniego odwołuje się materiał, przywołując słowa proroka Ezechiela.
Spór o gender nie jest zatem wyłącznie sporem o słowa, ale przede wszystkim sporem o to, kim jest człowiek, czy płeć ma obiektywne zakorzenienie biologiczne oraz czy ciało posiada znaczenie, którego nie można dowolnie redefiniować zgodnie z indywidualnym poczuciem tożsamości. Bardzo łatwo wykazać sprzeczności występujące w teorii gender i queer. Wystarczy zwrócić uwagę, iż z jednej strony kwestionują one znaczenie biologii i natury, a z drugiej niektóre tożsamości i zachowania uzasadniają właśnie poprzez odwołanie do biologii.
Szczególnie poważne konsekwencje może mieć ten proces dla dzieci i młodzieży, ponieważ spór o gender coraz częściej przenosi się do szkół, gdzie ścierają się różne wizje człowieka, seksualności i wychowania. o ile część Kościoła zacznie przyjmować język ideologii obecnej w świeckiej edukacji, katoliccy rodzice mogą znaleźć się w sytuacji, w której ich własna wspólnota religijna nie będzie już jednoznacznie wspierała ich prawa do tradycyjnego wychowania dzieci.
Konkludując, II Synod Krakowski może stać się ważnym testem dla całego polskiego Kościoła, ponieważ pokaże, czy „otwarcie” na współczesny świat oznaczać będzie rzeczywiście duszpasterską troskę o człowieka, czy też stanie się początkiem procesu, w którym katolickie nauczanie będzie stopniowo dostosowywane do założeń skralnie lewicowej, antyludzkiej ideologii.
Stawką nie jest to, czy Kościół będzie uprzejmy wobec osób z zaburzeniami psychicznymi, ale to, czy zachowa własną odpowiedź na pytanie o naturę człowieka, małżeństwo, rodzinę i moralność. niestety, wiele wskazuje na to, iż dzięki takim „pasterzom” jak arcybiskup Grzegorz Ryś, raczej zacznie przejmować język środowisk, które przez lata pozostawały z nim w fundamentalnym sporze.
Najważniejsze pytanie brzmi więc: czy Kościół będzie przez cały czas próbował zmieniać świat poprzez Ewangelię, czy też zacznie zmieniać Ewangelię pod wpływem świata? Innymi słowy: czy w centrum Kościoła przez cały czas będzie Chrystus, czy raczej nowinki ideologiczne współczesnego świata, z których za kilkanaście lat wszyscy będą się śmiać?
Polecamy również: Wypisanie z edukacji seksualnej niczego nie załatwia











