Sybiha o chrześcijaństwie przez Kijów. Polityka ubrana w historię

dzienniknarodowy.pl 6 часы назад
Zdjęcie: Sybiha o chrześcijaństwie przez Kijów. Polityka ubrana w historię


Andrij Sybiha, szef MSZ Ukrainy, 15 sierpnia przy 975. rocznicy Ławry Peczerskiej napisał, iż chrześcijańska cywilizacja szła na Zachód przez Kijów. To nie jest drobna rocznicowa formuła. Kijów buduje argument o europejskiej tożsamości Ukrainy, a Polska musi czytać tę narrację trzeźwo.

Ławra jako argument polityczny

Andrij Sybiha wykorzystał rocznicę jednego z najważniejszych miejsc prawosławia, aby wpisać współczesną Ukrainę w opowieść o europejskim chrześcijaństwie. Jak podał portal Kresy.pl, minister spraw zagranicznych Ukrainy ogłosił przy okazji 975. rocznicy Ławry Peczerskiej, iż tysiąc lat temu Kijów był bramą, przez którą chrześcijańska cywilizacja docierała na zachód kontynentu.

To zdanie ma znaczenie daleko większe niż okolicznościowy wpis. Sybiha łączy dziedzictwo Rusi Kijowskiej, wojnę z Rosją i drogę Ukrainy do Unii Europejskiej. W ten sposób religijny symbol staje się narzędziem polityki państwowej. Tak działa polityka historyczna: wybiera znaki, nadaje im kierunek i buduje z nich argument na dziś.

Polska prawica nie ma powodu odrzucać faktu, iż Kijów był jednym z wielkich ośrodków chrześcijaństwa w Europie Wschodniej. Ma natomiast obowiązek pilnować proporcji. Chrześcijaństwo Europy ma wiele korzeni: Jerozolimę, Rzym, Konstantynopol, misję Cyryla i Metodego, chrzest Polski i dzieło łacińskiej cywilizacji Zachodu. Próba opisania tego ogromnego dziedzictwa jedną bramą zawsze jest uproszczeniem.

Kijów, Moskwa i spór o dziedzictwo

Wpis Sybihy był też wymierzony w rosyjską narrację o dziedzictwie Rusi Kijowskiej. Ukraiński minister przekonywał, iż Moskwa przypisuje sobie historię i tożsamość sąsiadów. Tu trzeba powiedzieć jasno: rosyjski imperializm od dawna żeruje na cudzej historii, cudzych ziemiach i cudzym wysiłku. Polska zna ten mechanizm aż za dobrze.

Dlatego w interesie Warszawy leży odrzucenie rosyjskiej tezy, iż Ukraina jest tylko dodatkiem do Moskwy. Ukraina ma własną historię i własną państwowość. Rosja, która napadła na Ukrainę, pozostaje zagrożeniem także dla Polski. W tej sprawie nie ma miejsca na sentymentalną ślepotę wobec Kremla.

Ale realizm narodowy wymaga pełnego zdania, nie pół zdania. Uznanie ukraińskiej podmiotowości nie oznacza przyjmowania każdej ukraińskiej opowieści bez zastrzeżeń. W relacjach Warszawy i Kijowa potrzebne są twarde zasady: wspólne bezpieczeństwo przeciw Rosji, ale także polska pamięć historyczna, ochrona interesu gospodarczego i jasne granice politycznych gestów.

Europa bez chrześcijaństwa traci język

Najciekawsze w słowach Sybihy jest to, iż ukraińska dyplomacja mówi o wejściu do Europy językiem chrześcijańskiego dziedzictwa. To powinno zawstydzać tych polityków w Brukseli, którzy chcą Europy bez krzyża, bez pamięci i bez narodów. Kijów, szukając miejsca w Europie, odwołuje się do cywilizacji chrześcijańskiej. Zachodnie elity często udają, iż ta cywilizacja jest kłopotliwym muzealnym eksponatem.

Dla Polski płynie stąd praktyczna lekcja. jeżeli choćby państwo walczące o przetrwanie wie, iż bez historii i religijnej pamięci nie da się budować wspólnoty politycznej, to tym bardziej Warszawa nie powinna przepraszać za własne chrześcijańskie dziedzictwo. Chrześcijańska formacja Europy nie jest ozdobą do akademii. To fundament prawa, obyczaju, rodziny i odpowiedzialności za naród.

Spór o Ławrę Peczerską pokazuje też, jak mocno religia, historia i państwo splatają się na Wschodzie. Kto tego nie rozumie, będzie skazany na cudze interpretacje. Polacy nie mogą pozwolić, by o naszym bezpieczeństwie, naszej pamięci i miejscu w Europie decydowały cudze opowieści, choćby podawane w pięknych słowach.

Polska musi zachować własny kompas

Sybiha ma prawo budować ukraińską narrację. Ukraina walczy o uwagę Zachodu, o pieniądze, broń i polityczną przyszłość. Nie ma w tym nic zaskakującego. Państwa w czasie wojny używają historii jako argumentu, bo historia daje im legitymację.

Polska odpowiedź nie powinna być ani moskiewska, ani brukselska, ani kijowska. Powinna być polska. Oznacza to wsparcie dla obrony przed rosyjskim imperializmem, pamięć o własnym chrześcijańskim dziedzictwie i odporność na każdą narrację, która chce nas ustawić jedynie w roli pomocnika cudzych projektów.

Stawką jest polska podmiotowość. jeżeli sami nie będziemy opowiadać historii Europy z własnego punktu widzenia, inni zrobią to za nas. A wtedy w cudzej opowieści Polska znów może dostać miejsce zbyt małe jak na naród, który przez wieki bronił łacińskiej cywilizacji na wschodniej rubieży Zachodu.

Źródło: Kresy.pl

Źródło: Kresy.pl

Читать всю статью