Zapowiedzi Waldemara Żurka wobec Trybunału Konstytucyjnego wchodzą w fazę, w której stawką nie jest już tylko personalny spór o prezesa. Dr hab. Krzysztof Szczucki wskazuje scenariusz, w którym Polska mogłaby zobaczyć dwa konkurencyjne ośrodki podające się za Trybunał. Dla obywatela oznaczałoby to chaos prawny, czyli najgorszy możliwy produkt wojny prowadzonej pod hasłem naprawy państwa.
Żurek zapowiada jesienny przełom
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiada, iż późną jesienią będzie można zobaczyć działający Trybunał Konstytucyjny. W tle jest trwający od miesięcy konflikt o skład TK, ślubowania sędziów i zakres władzy prezesa Bogdana Święczkowskiego. Ten spór był już widoczny w naszych tekstach o tym, jak Trybunał Konstytucyjny znalazł się w ogniu politycznego sporu.
Według relacji PAP i innych mediów Żurek twierdzi, iż część osób wybranych przez Sejm nie została dopuszczona do pracy w TK. Minister buduje więc opowieść o „odbudowie” Trybunału. Problem w tym, iż odbudowa instytucji państwa nie może polegać na mnożeniu konkurencyjnych centrów władzy. Państwo, które ma dwa Trybunały, nie ma sprawnego Trybunału. Ma kryzys.
Scenariusz Szczuckiego
Dr hab. Krzysztof Szczucki, prawnik i poseł PiS, w rozmowie z „Faktem” przedstawił hipotetyczny wariant rozwoju wydarzeń. Punkt wyjścia jest prosty: jedna strona sporu liczy obecny skład TK inaczej niż druga. Jak podaje „Fakt”, Szczucki zwraca uwagę, iż z perspektywy części opozycji w Trybunale jest 11 sędziów, bo prezydent nie przyjął ślubowania od czworga osób wybranych przez Sejm. Rządzący stoją na stanowisku, iż skład jest pełny, bo ta czwórka złożyła ślubowanie w Sejmie.
Dalej robi się jeszcze poważniej. Według omówienia Wprost, Szczucki wskazuje, iż osoby niedopuszczone do orzekania mogłyby próbować uznać, iż nie ma skutecznie obsadzonego stanowiska prezesa TK. Argument miałby dotyczyć sposobu wyłonienia kandydatury Bogdana Święczkowskiego przez Zgromadzenie Ogólne. W takim wariancie jako osoba pełniąca obowiązki prezesa mogłaby pojawić się Anna Korwin-Piotrowska, z racji stażu sędziowskiego i pracy w administracji publicznej.
To nie jest drobna sztuczka proceduralna. To byłaby próba przesunięcia realnej władzy w instytucji konstytucyjnej bez jasnego politycznego porozumienia i bez uspokojenia państwa. Szczucki ostrzega, iż efektem mogłyby być dwa ośrodki: jeden związany ze Święczkowskim, uznawany przez prezydenta i opozycję, oraz drugi związany z Korwin-Piotrowską, uznawany przez rządzących.
Prezes TK i ciągłość instytucji
Bogdan Święczkowski nie jest anonimowym urzędnikiem, którego można usunąć jednym medialnym komunikatem. Oficjalna biografia TK wskazuje, iż [8 lutego 2022 r. został wybrany przez Sejm na sędziego Trybunału, 16 lutego 2022 r. złożył ślubowanie, a 9 grudnia 2024 r. został powołany przez Prezydenta RP na Prezesa TK](https://trybunal.gov.pl/o-trybunale/sedziowie-trybunalu-konstytucyjnego/art/98674-bogdan-swieczkowski). To są daty i akty państwowe, nie dekoracja.
Można spierać się o reformę TK, jego dorobek i polityczne skutki kolejnych nominacji. Państwo ma jednak obowiązek zachować ciągłość instytucji. o ile każda większość sejmowa będzie tworzyć własną wykładnię tego, kto jest sędzią, kto prezesem, kto ma klucze do budynku i kto podpisuje pisma, obywatel zostanie sam z pytaniem, czy wyrok istnieje naprawdę. To uderza w bezpieczeństwo prawne rodzin, przedsiębiorców i samorządów.
Nawrocki jako zapora dla chaosu
Spór o ślubowania jest jednym z punktów zapalnych. W marcu Sejm wybrał sześcioro sędziów TK, a prezydent Karol Nawrocki odebrał ślubowanie od Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka. W lipcu odebrał też ślubowanie od Sławomira Patyry, o czym pisaliśmy w tekście: Nawrocki odbierze ślubowanie od Patyry. W tle paraliż Trybunału Konstytucyjnego.
Prezydent ma w tym sporze rolę większą niż ceremonialna. jeżeli rządzący chcą wywrzeć presję na TK przez fakty dokonane, Pałac Prezydencki staje się naturalną zaporą przed rozchwianiem państwa. Nie chodzi o partyjny komfort PiS ani o ambicje ministra Żurka. Chodzi o zasadę, iż konstytucyjne organy nie mogą być przestawiane jak meble po każdej zmianie nastroju w większości parlamentarnej.
Państwo nie może mieć dwóch pieczęci
Najgroźniejszy w całej sprawie jest nie sam spór prawników, ale jego praktyczny skutek. Dwa konkurencyjne Trybunały oznaczałyby dwie pieczęcie, dwa obiegi dokumentów, dwa zestawy komunikatów i dwie wersje legalności. To prosta droga do sytuacji, w której obywatel płaci cenę za polityczną wojnę elit.
Rządzący lubią mówić o praworządności. Praworządność nie polega jednak na tym, iż własnych przeciwników wyrzuca się z gry nową interpretacją, a potem nazywa to naprawą. Praworządność wymaga twardych procedur, cierpliwości i uznania, iż państwo jest większe od doraźnej większości.
Jeśli minister Żurek chce realnej stabilizacji, droga wiedzie przez jawne ustawy, porozumienie konstytucyjne i odpowiedzialność przed obywatelami. jeżeli wybierze wariant siłowy albo półsiłowy, dostaniemy nie naprawę Trybunału, ale jeszcze głębszy paraliż. Polska potrzebuje sądu konstytucyjnego, nie dwóch sztabów walczących o tabliczkę na drzwiach.
Źródło: Fakt, Wprost, PAP, Trybunał Konstytucyjny.









