Świadectwo z Libanu

naszdziennik.pl 16 часы назад

Modlitwa rozbrzmiewa wszędzie, także w wioskach, gdzie chrześcijanie postanowili się nie poddawać izraelskiemu nakazowi ewakuacji.

Świadectwo ogromnej wiary Libańczyków daje siostra Mary Stephanos, podkreślając, iż w czasie Wielkiego Tygodnia i Wielkiej Nocy kościoły były pełne, choć modlitwę często tłumiły odgłosy bombardowań.

Siostra Mary Stephanos jest przełożoną prowincji wschodniej Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Joanny Antydy Thouret, która obejmuje Liban, Syrię, Egipt, Sudan Południowy i Etiopię. Zgromadzenie, inspirowane duchowością św. Wincentego a Paulo, poświęca się opiece nad chorymi, ubogimi oraz edukacji. W Libanie prowadzi cztery duże szkoły i trzy małe wspólnoty duszpasterskie.

Jedna z dwóch szkół w Bejrucie znajduje się tuż obok obozu Hezbollahu, który jest codziennie atakowany; szkoły w górach pozostają otwarte, podczas gdy te w stolicy prowadzą nauczanie na przemian stacjonarnie i zdalnie, w zależności od warunków bezpieczeństwa. Przełożona prowincjalna rezyduje w stołecznym Bejrucie, gdzie, jak pisze w liście do sióstr ze swojej prowincji, „bombardowania są codziennością, a solidarność międzyludzka budzi podziw”.

Siostra Mary odnosi się do tego, co widziała podczas Wielkiego Tygodnia: „Kościoły były przepełnione, a modlitwa rozbrzmiewała wszędzie, choćby w wioskach, gdzie chrześcijanie postanowili zostać, stawić opór i nie opuszczać swoich domów”. Zakonnica pisze o dramatycznym eksodusie ponad miliona Libańczyków, zmuszonych do ewakuacji od początku konfliktu: „drogi są zablokowane, przemieszczanie staje się trudne, ale liturgia pozostaje wydarzeniem, z którego nikt nie chce rezygnować”.

Przełożona opisuje codzienność zreorganizowaną wokół nowego, nieludzkiego rytmu: „Nasze dni upływają teraz w rytmie komunikatów o atakach i odgłosów bombardowań”. W tym rytmie narzuconym przez wojnę siostry znalazły inny rytm, rytm modlitwy: „Kiedy rozlegają się wybuchy, zwracamy się w duchu do Pana i błagamy Go o pokój; gdy potem wraca cisza, wracamy do zwykłego trybu życia i codziennych zajęć”. Jest to szczególnie trudna dyscyplina duchowa. Siostra Mary pisze bowiem o powolnej i żmudnej nauce: „Stopniowo uczymy się żyć w tym ciągłym napięciu, między niepokojem a nadzieją”.

List nie ukrywa ubóstwa środków w obliczu ogromnych potrzeb: siostry starają się utrzymać personel, towarzyszyć rodzinom, które nie są już w stanie opłacić czesnego, oraz zapewnić ciągłość edukacji. Jednak pytanie, które siostra Mary nosi w sercu, ujawnia cały dramat tych chwil: „Jak wesprzeć tak wiele osób, skoro nasz kraj już jest tak kruchy i od wielu lat doświadcza tak wielu prób?”. Siostra wskazuje, iż odpowiedź na to pytanie zawierza Bogu: „Z pokorą staramy się po prostu pozostać wśród ludzi, być blisko, uważne i gotowe do pomocy”.

AB, PAP

Читать всю статью