Stanisław Michalkiewicz: Zegarka już nikt nie naprawi
Kto najlepiej potrafi naprawić zegarek? – Pytał retorycznie Stefan Kisielewski – i odpowiadał – ten, kto go zepsuł. Niby słusznie – ale nie zawsze. jeżeli zegarek został dokładnie popsuty, to ten, który go zepsuł, często nie potrafi już go naprawić. Najwyżej może markować dobre chęci. I właśnie z taką sytuacją mamy w naszym nieszczęśliwym kraju do czynienia.
20 maja przeszła przez Warszawę kilkunastotysięczna demonstracja „Solidarności” w proteście przeciwko „Zielonemu Ładowi”, zwanego szyderczo „ Zielonym Wałem”, a oficjalnie -Programem Neutralności Klimatycznej, którego celem jest odejście bantustanów Unii Europejskiej od wykorzystywania nośników energii, którymi te bantustany dysponują na rzecz nośników energii, którymi albo nie dysponują, albo dysponują – ale w stopniu ograniczonym.
Dodatkowym rezultatem Zielonego Wału jest radykalne ograniczenie emisji złowrogiego dwutlenku węgla, który dusi biedną „planetę” w następstwie czego cierpi ona niewypowiedziane katiusze, a choćby „płonie”. Tak w każdym razie twierdziło do niedawna „Ostatnie Pokolenie” dopóki Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje nie położyła kresu jego działalności.
Żeby tedy zapewnić gospodarkom poszczególnych bantustanów dostawy energii, muszą one dokonywać kosztownych inwestycji, które kładą się na nich coraz większym ciężarem, sprawiając, iż przestają one być konkurencyjne. Skutkuje to coraz większymi kłopotami, których ubocznym skutkiem jest również zmniejszanie się możliwości zatrudnienia – i właśnie przeciwko temu protestowała „Solidarność”.
Warto w związku z tym zwrócić uwagę, iż „Zielony Wał” z jego dążeniem do ograniczenia emisji zbrodniczego dwutlenku węgla może być tylko pretekstem do osiągnięcia celu zupełnie innego, a mianowicie – realizacji założeń niemieckiego projektu Mitteleuropa z roku 1915. Dotyczył on urządzenia Europy Środkowej po ostatecznym zwycięstwie niemieckim i przewidywał utworzenie w tym miejscu państw pozornie niepodległych, ale – de facto – niemieckich protektoratów o gospodarkach niezdolnych do konkurowania z gospodarką niemiecką, tylko uzupełniających i peryferyjnych.
W roku 1918 Niemcy wojnę przegrały, a w każdym razie wtedy tak się wszystkim wydawało – ale 1 maja 2004 roku, po Anschlussie państw Europy Środkowej do Unii Europejskiej, powstały polityczne warunki dla realizacji projektu Mitteleuropa – i jest on systematycznie wdrażany – a „Zielony Wał” oraz inne wynalazki są tylko pretekstem.
Wprawdzie „Solidarność”, protestując przeciw „Zielonemu Wałowi”, występowała przeciwko vaginetowi obywatela Tuska Donalda – ale prawda jest taka, iż to nie ten vaginet zgodził się w imieniu Polski na „Zielony Wał”, tylko rząd „dobrej zmiany”, kierowany przez ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego. A choćby nie cały rząd, tylko premier Morawiecki osobiście, bo – jak twierdzi Wielce Czcigodny Patryk Jaki – rząd był przeciwny, zaś premier Morawiecki, nie informując choćby koalicjantów PiS,, w roku 2019 i 2020 osobiście podjął decyzję o podpisaniu w imieniu Polski „Zielonego Wału”.
Potwierdzałoby to podejrzenia, iż wciągnięcie w roku 2015 przez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego Mateusza Morawieckiego do rządu „dobrej zmiany” na stanowisko wicepremiera przy pani Beacie Szydło, a następnie, w rezultacie „rekonstrukcji rządu” w roku 2017 – stanowiska premiera – było następstwem tajemniczego kompromisu, najpierw płytszego, a potem – jeszcze głębszego – do którego Naczelnik Państwa został z zagadkowych przyczyn zmuszony.
Kto był – albo kto jest – drugą stroną tego kompromisu – tajemnica to wielka – która skłania podejrzliwców do podejrzeń, iż naszą młodą demokracją ktoś z ukrycia musi kierować, a demokratyczne procedury są tylko rodzajem teatrzyku dla publiczności, żeby myślała, iż to wszystko naprawdę. Dodatkowo rewelacje Wielce czcigodnego Patryka Jakiego stanowią poważną poszlakę, iż Mateusz Morawiecki ze swoim Stowarzyszeniem „Rozwój Plus” cały czas realizuje wyznaczone zadania – w tej chwili zadanie neutralizowania PiS, który w Generalnej Guberni pewnie nie będzie już potrzebne.
Tak się złożyło, iż demonstracja „Solidarności” zbiegła się w czasie z decyzją Senatu, który nie wyraził zgody na referendum w sprawie „Zielonego Wału”, którego przeprowadzenie zapowiadał pan prezydent Nawrocki. Zapowiadał – ale czy szczerze? Można mieć co do tego wątpliwości, o pan prezydent nie może nie wiedzieć, co w tej sprawie stanowi konstytucja. Owszem – dopuszcza ona inicjatywę prezydenta co do przeprowadzenia referendum – ale tylko „za zgodą Senatu”.
Tymczasem każde dziecko wie, iż bez względu na rodzaj inicjatywy pana prezydenta, Senat na żadną inicjatywę się nie zgodzi i to choćby nie dlatego, by uważał ją za niepożądaną z punktu widzenia interesów państwa, tylko dlatego, ze wystąpił z nią pan prezydent Nawrocki, z którym vaginet obywatela Tuska Donalda toczy polityczną wojnę. Co jest przedmiotem i celem tej wojny?
Jedno jest pewne, iż nie jest nim żaden interes państwa polskiego, bo przed wyborami w roku 2023 Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje publicznie dała do zrozumienia, z jakim zadaniem kieruje obywatela Tuska Donalda z brukselskich salonów na ojczyzny łono – żeby mianowicie wprowadził nasz nieszczęśliwy kraj na świetlisty szlak wiodący do Generalnej Guberni.
W tej sytuacji polityczna wojna między Volksdeutsche Partei i PiS-em może toczyć się o to, kto będzie wykonywał obowiązki burgrabiowskie w Generalnej Guberni – bo nikt przy zdrowych zmysłach nie ma chyba wątpliwości iż po nowelizacji traktatu lizbońskiego, której przeprowadzenie rekomendował już Parlament Europejski, o żadnej suwerenności politycznej naszego bantustanu nie będzie już mowy, a skoro tak – to nie czego go inna przyszłość, jak tylko Generalna Gubernia.
Przewidział to już w roku 1943 Adolf Hitler, kreśląc na spotkaniu z gauleiterami sposób funkcjonowania przyszłej Europy, w której „małe państwa” nie będą już miały racji bytu, bo „tylko Niemcy” mogą prawidłowo zorganizować Europę. Toteż organizują, na razie przy zachowaniu pozorów dobrowolności – ale w roku 2039, kiedy to według planów Bundeswehra stanie się najsilniejszą armią w Europie, te pozory mogą zostać odrzucone.
W tej sytuacji protest „Solidarności” przeciwko „Zielonemu Ładowi” nie mógł mieć żadnej siły sprawczej, służąc tylko przypomnieniu opinii publicznej, iż ta organizacja jeszcze istnieje – chociaż już nic nie może, podobnie jak cała reszta naszego nieszczęśliwego kraju. Jedyną siłą, która być może cokolwiek by jeszcze mogła, jest nasza niezwyciężona armia, ale cóż z tego, skoro według ożywiającego ją etosu, najwyższym nakazem jest dotrwanie do emerytury, bo dopiero wtedy rozpoczyna się prawdziwe życie.
Polecamy również: Jest apelacja w sprawie zoofilki z Kłodzka










