Stanisław Michalkiewicz: Stare świnie totalniackie
Pan prezydent Karol Nawrocki zwołał na przyszły wtorek, zaraz po Wszystkich Świętych i Dniu Zadusznym, Radę bezpieczeństwa Narodowego, na którą zaprosił przedstawicieli wszystkich ugrupowań parlamentarnych – wśród nich również przedstawicieli Konfederacji Korony Polskiej, której przewodniczy Grzegorz Braun. Ten pomysł wywołał stanowczy sprzeciw Wielce Czcigodnego marszałka Włodzimierza Czarzastego, który skierował do pana prezydenta oficjalne pismo, by rozważył on możliwość odproszenia na posiedzenie tego organu państwowego przedstawicieli Konfederacji Korony Polskiej.
W różnej formie pomysł pana marszałka Czarzastego poparł zarówno Książę-Małżonek, jak i szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Marcin Kierwiński. Bez wątpienia ma to związek z równoległą próbą przeprowadzenia na scenie politycznej naszego bantustanu kuracji przeczyszczającej, której celem byłaby delegalizacja przed nadchodzącymi wyborami „niepotrzebnych” partii politycznych z Konfederacją Korony Polskiej na czele. Podejrzenia te wcale nie są pozbawione podstaw, tym bardziej, iż kampanię przeciwko Konfederacji Korony Polskiej prowadzi również Judenrat, lansując pogląd, iż „Polska brunatnieje”.
Toteż Książę-Małżonek, z finezją adekwatną książętom krwi, od razu zapowiedział, iż „przy ruskich onucach” o sprawach bezpieczeństwa on rozmawiał nie będzie. Pan minister Kierwiński zaś, zapytany, jakie ma dowody, iż Konfederacja Korony Polskie grupuje rosyjskich agentów wpływu, przedstawił osteteczny dowód, wynikający z powszechnego przekonania – iż „wszyscy” tak mówią.
Ciekawe, czy panu ministrowi Kierwińskiemu udało się przesłuchać wszystkich obywateli przy użyciu posiadanych przez MSW maszyn śledczych o mocy kilku tysięcy trupsów, czy też tak mu się wydało w chwili upojenia – oczywiście upojenia władzą, bo przecież nie gorzałą, której pan minister podobno unika.
Mniejsza jednak już o pana ministra Kierwińskiego i jego wizje, które mogą być choćby literacko interesujące, bo znacznie ciekawsza wydaje się kwestia, jak ta propozycja ma się do demokracji, którą vaginet obywatela Tuska Donalda, zgodnie z tradycją komunistycznych „złodziei szyldów” wciągnął na swoje sztandary. Żyją jeszcze ludzie pamiętający, jak Wielce Czcigodny Włodzimierz Czarzasty był w PZPR, która rościła sobie przywilej „siły przewodniej”, prowadzącej nasz mniej wartościowy naród tubylczy do socjalizmu – w nierozerwalnym sojuszu ze Związkiem Radzieckim.
Wtedy wykluczanie niektórych środowisk z udziału w życiu politycznym kraju było choćby bardziej zrozumiałe, niż w demokracji – bo przy demokracji, to w tego typu inicjatywach nie ma żadnej logiki, jak w przypadku Aaronka, który w 1968 roku zesmrodził się podczas lekcji, w związku z czym nauczyciel wyrzucił go z klasy, która musiała wytrwać w tej atmosferze aż do przerwy, podczas gdy Aaronek spacerował sobie po świeżym powietrzu.
Trawestując poetę można by powiedzieć, iż ten apel do pana prezydenta środowisko płomiennych bojowników o wolność i demokrację demaskuje: „tak wylazły z demokratów stare świnie totalniackie”.
Rada Bezpieczeństwa Narodowego została zwołana w momencie szczególnym. Oto „chwieją się fundamenty światów”, bo najwyraźniej znajdujemy się w przededniu ustanowienia nowego politycznego porządku świata. W związku z tym dotychczasowe zasady ten świat porządkujące, stały się przedmiotem burzliwej fermentacji, z której może oczywiście wyłonić się jakieś wyborne wino, ale równie dobrze może wytworzyć się ocet siedmiu złodziei.
Nasi Umiłowani Przywódcy, z Księciem-Małżonkiem na czele, raczej nie będą uczestniczyli w decyzjach, choćby z tej przyczyny, iż uprawianie prawdziwej polityki mają od Naszych Sojuszników surowo zakazane – ale czy chociaż będą w stanie przygotować nasz i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwy kraj do stawienia czoła skutkom decyzji podjętych przez starszych i mądrzejszych? Inicjatywa pana marszałka Czarzastego wskazuje, iż ani im to w głowie. Zmierza ona do przekształcenia posiedzenia RBN w rodzaj zebrania, którego uczestnicy podniecaliby się nawzajem, niczym Masajowie przed polowaniem na lwa.
Tymczasem procesy fermentacyjne obejmują również Europę. Pan prof. Mirosław Piotrowski, z którym niedawno nagrywałem program dla telewizji „Niezależny Lublin”, a który ma więcej niż ja okazji do spotykania i rozmów z politykami francuskimi czy niemieckimi z racji udziału w Parlamencie Europejskim, ujawnił interesujące fakty.
W trakcie tego programu powiedział, iż zarówno pani Maryna Le Pen, jak i kierownictwo niemieckiej AfD, otwartym tekstem zapowiadają odchodzenie zarówno od traktatu z Maastricht, który przesądził iż Unia Europejska będzie się rozwijała według formuły federacji, czyli państwa związkowego na wzór Rzeszy, ku pierwotnej formule konfederacji, według której do roku 1993 funkcjonowały Wspólnoty Europejskie i iż stanowczo sprzeciwią się nowelizacji traktatu lizbońskiego.
Nowelziację tę Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje zgłosiła zaraz po spotkaniu niemieckiego kanclerza Olafa Scholza w amerykańskim prezydentem Józiem Bidenem w marcu 2023 roku, kiedy to Niemcy, w nagrodę za odejście od strategicznego partnerstwa z Rosją, dostały pozwolenie na urządzanie Europy po swojemu. Jak wiadomo, nowelizacja ta zmierza w kierunku nakreślonym w roku 1943 przez Adolfa Hitlera, który w przemówieniu do gauleiterów stwierdził, iż „małe państwa” nie mają w Europie racji bytu, bo tylko Niemcy potrafią Europę prawidłowo zorganizować.
Maryna Le Pen może zostać prezydentem Francji już w kwietniu przyszłego roku, a AfD jak tornado przewala się przez niemieckie landy i kto wie, czy nie wygra tam wyborów federalnych w roku 2029, a choćby – czy nie zmieni linii niemieckiej polityki już wcześniej? Tymczasem towarzycho kolaborantów obywatela Tuska Donalda jakby sobie z tego wszystkiego nie zdawało sprawy i uważa za szczyt politycznej finezji mechaniczne wymyślanie rosyjskiemu prezydentowi Putinowi, z którym amerykański prezydent Trump właśnie zamierza spotkać się w ramach Wielkiej Trójki, do której dołączy chiński przywódca Xi Jingping.
W tej sytuacji konfrontacja z Grzegorzem Braunem na posiedzeniu RBN całą bezmyślność tego towarzystwa mogłaby bezlitośnie obnażyć, więc nic dziwnego, iż i Judenrat i towarzycho wolałyby tego ryzyka uniknąć. Miejmy jednak nadzieję, iż pan prezydent Nawrocki puści apel pana marszałka Czarzastego mimo uszu.
Polecamy również: Ukraina wyda miliony na serial o walce z Polakami














