Stanisław Michalkiewicz: Afera rozporkowa
Jak upadają imperia? Na ten temat krąży mnóstwo lepiej lub gorzej uzasadnionych opinii – a jedna z nich głosi, iż imperia upadają pod własnym ciężarem. Problem polega na tym, iż początek tego upadku zwykle nie jest dostrzegalny, bo kiedy pojawiają się widoczne symptomy, to proces destrukcji imperium jest już zaawansowany. Weźmy na przykład taką Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Była ona europejskim mocarstwem, ale właśnie wtedy, gdy wydawała się u szczytu swojej potęgi, rozpoczął się proces upadku. Przybrał on postać klęski tzw. ruchu egzekucyjnego.
Ten ruch był rodzajem stronnnictwa politycznego, grupującego średnią szlachtę. Ta szlachta niechętnym okiem patrzyła na panoszenie się magnatów, słusznie wskazując na niezbyt legalne źródła bogactea tej warstwy. Chodziło o to, iż polscy królowie, nie mając w skarbie zbyt wielu pieniędzy, nagradzali zasłużonych, czy choćby zaprzyjaźnionych obywateli majątkami ziemskimi, tzw. królewszczyznami, przyznawanymi w dożywotnie użytkowanie. Ale spadkobiercy obdarowanych “zapominali” zwrócić te latyfundia, w związku z czym prawem kaduka przechodziły one jakby na własność takiej rodziny.
Program ruchu egzekucyjnego zmierzał do odebrania tych wszyskich królewszczyzn magnackim rodom, co wzmocniłoby zasoby państwa, to znaczy – króla – a przy okazji podcięłoby korzenie potędze magnatów i w rezultacie jedyną siłą polityczną w państwie pozostałaby średnia szlachta. Wydawałoby się, iż król powinien takiemu programowi tylko przyklasnąć i stanąc na czele ruchu. Niestety stało się inaczej. Zygmunt August – bo o nim mowa – miał żonę Habsburżankę, podobno podsuniętą mu specjalnie.
Chodziło o to, iż nie tylko cierpiała ona na epilepsję, ale w dodatku dostawała ataków choroby w trakcie małżeńskich zbliżeń. W rezultacie król nabrał do swojej nieszczęśliwej żony wstrętu fizycznego i uciekał od niej, kiedy tylko mógł. Podczas jednej z takich ucieczek na Litwę poznał młodą i urodziwą wdowę Barbarę nee Radziwiłłównę, w któtrej się zakochał. Jej bracia, Radziwiłłowie Czarny i Rudy, zastawili na Zygmunta Augusta pułapkę i przyłapali go z Barbarą in flagranti. “Pleban czekał już w kaplicy”, w której król zawarł z Barbarą potajemny ślub – bo jego żona właśnie taktownie umarła.
Ponieważ król Barbarę naprawdę kochał, chciał nie tylko usankcjonować ten związek, ale również koronować żonę na polską królową. I tu natknął się na sprzeciw właśnie ze strony szlachty, która uważała, iż związek króla z poddanką godzi w majestat Rzeczypospolitej. W tej sytuacji król szukał poparcia politycznego dla swoich planów matrymonialno-koronacyjnych i znalazł je wśród magnatów. Ale nie za darmo. Magnaci – owszem – nie mieli nic przeciwko małżeństwu z Barbarą, ani choćby – przeciwko jej koronacji, ale – pod warunkiem odstąpienia króla od egzekucji królewszczyzn.
Król się zgodził i w ten sposób doszło do załamania ruchu egzekucyjnego. Szlachta, widząc, iż król bardziej ceni sobie własne sprawy małżeńskie, niż sprawy państwowe, stopniowo też zaczęła koncentrować się na sprawach prywatnych i żywy początkowo duch obywatelski zaczął zamierać. Rzeczpospolita przez cały czas zajmowała stanowisko mocarstwowe jeszcze przez ponad 100 lat – ale właśnie wtedy powstał zalążek upadku. Państwo było silne, więc upadało prawie 200 lat – ale w końcu upadło.
Tak właśnie widział te sprawy Adam Mickiewicz, kiedy w III Części “Dziadów” pisał: “Lecz te, co jutro rykną, czym są dzisiaj gromy? Iskrą tylko!” Dlatego też początku upadku imperiów trudno zauważyć. Jeszcze dalej idzie w swoich podejrzeniach Jan Lechoń, wierszu “Włosy Słowackiego”, napisanym z okazji umieszczenia prochów poety na Wawelu “by królom był równy”. Kończy tak: “Kiedyś sobie ubogi suchotnik zamarzył. Padły państwa olbrzymie, aby tak się stało.”
Czyż nie mamy tu wskazówki, iż upadek “państw olbrzymich” może rozpocząć się od marzeń jakiegoś “ubogiego suchotnika”, którego nikt przy zdrowych zmysłach by nie podejrzewał o taką moc sprawczą? A jednak idee, czyli marzenia – również snute przez różnych “ubogich suchotników” mają konsekwencje – o których przekonujemy się na własne oczy, obserwując przewalanie się przez Amerykę Północną i Europę komunistycznej rewolucji, praowadzonej według strategii zaproponowanej przez Antoniego Gramsciego.
Gramsci – i ubogi i suchotnik – sformułował idee, które dzisiaj próbuje wcielać w życie żydokomuna, tradycyjnie w awangardzie komunistycznej rewolucji – bez względu na rodzaj strategii, według której jest prowadzona – czy bolszewickiej, czy “kulturowej”.
Człowiekiem, który w Ameryce próbuje wyhamować postęp komunistycznej rewolucji, jest obecny prezydent USA Donald Trump. Napotyka oczywiście na silny opór części tamtejszych elit, które chyba choćby nie zdają sobie do końca sprawy, iż są narzędziem w rękach żydokomuny forsującej tę rewolucję w nadziei, iż wreszcie utoruje ona Żydom drogę do panowania nad światem – bo komunizm jest najprostszym sposobem uchwycenia i utrwalenia władzmy mniejszości nad większością.
Toteż nadreprezentacja Żydów w kręgach promotorów rewolucji komunistycznej nie powinna nikogo dziwić. Dotyczy to również Żydów religijnych, którzy z tych właśnie pobudek uważają, iż skoro Stwórca Wszechświata sobie w nich upodobał, no to naturalną tego konsekwencją powinna być władza nad światem. A skoro komunizm… – i tak dalej.
Tymczasem właśnie teraz Donald Trump otrzymał potężny cios, którego skutków jeszcze nie potrafimy przewidzieć. Jego sprawcą jest Jeffrey Epstein, według wszelkiego prawdopodobieństwa – agent izraelskiego Mosadu – z powodzeniem realizujacy operację kompromitowania wpływowych osobistości Zachodu przy pomocy podstawianych panienek. Te panienki dzisiaj prezentują się w charakterze “ofiar”, ale wśród oskarżeń wysuwanych przeciwko Epsteinowi nie ma oskarżeń o porwania, więzienie, czy gwałty.
Wprawdzie Departament Sprawiedliwości opublikował 3 mln kompromatów Epsteina, ale zaznaczył, iż nie wiadomo, jaka ich część jest prawdziwa, a jaka – spreparowana. Dzięki temu Donald Trump spełnił swoją obietnicę – ale w taki sposób, by i pieniądze zarobić i wianuszka nie stracić. To sprytne, nie da się ukryć – ale co będzie, gdy jakaś Schwein natrafi na coś poważnego? Już teraz media speklulują, iż może to zatrząść podstawami państwa.
A jeżeli podstawy zostaną wstrząśnięte, to co będzie z tak zwaną “nadbudową”? Ona też może się zatrząść, a jeżeli się zatrzęsie – to choćby runąć – oczywiscie nie od razu, tylko po jakim czasie, którego długość – jak w przypadku Rzeczypospolitej Obojga Narodów – może zależeć od siły państwa. Stanom Zjednoczonym siły nie brakuje, ale gdyby tak upadły z powodu tej gigantycznej afery rozporkowej, to była by to nie tylko tragedia, ale i wstyd.
Polecamy również: Rząd Tuska uderza w hotelarzy




