Europejscy producenci, przetwórcy i dystrybutorzy stali protestowali 7 września przed Komisją Europejską w Brukseli. W akcji uczestniczyli także Polacy, a organizatorzy zażądali równych warunków dla rodzimej produkcji. jeżeli Unia nie zatrzyma ucieczki przemysłu, Polska zapłaci utratą miejsc pracy, technologii i bezpieczeństwa dostaw.
Przemysł przyjechał pod Berlaymont
Europejski Konwój na rzecz Konkurencyjności Przemysłu zgromadził w Brukseli producentów, centra serwisowe, dystrybutorów, handlowców i pracowników sektora stalowego. Według danych organizatora sprzed protestu udział potwierdziło 68 organizacji, 15 ciężarówek oraz ponad 200 delegatów. W wydarzeniu uczestniczyli również przedstawiciele polskiej branży.
EUROMETAL zaplanował pod gmachem Komisji Europejskiej konferencję prasową, milczący pochód z dziesięcioma symbolicznymi trumnami i jednoczesny sygnał klaksonów. Trumny oznaczały moce produkcyjne, miejsca pracy oraz wiedzę techniczną zagrożone przez postępującą deindustrializację. Po proteście wspólny zestaw postulatów trafił do przedstawiciela Komisji.
Nie był to sprzeciw wobec współpracy gospodarczej z zagranicą. Przedsiębiorcy domagali się uczciwych reguł. Europejska produkcja ponosi koszty energii, emisji i rozbudowanej sprawozdawczości, podczas gdy gotowe towary o dużej zawartości stali mogą wchodzić na rynek bez porównywalnych obciążeń. Tak skonstruowane prawo karze tych, którzy przez cały czas utrzymują fabryki w Europie.
Ochrona stali kończy się za wcześnie
Unijne instrumenty ochronne obejmują stal na wcześniejszych etapach łańcucha. Luka pojawia się przy gotowych produktach: częściach samochodowych, elementach maszyn, sprężynach, meblach metalowych, wyrobach dla AGD i konstrukcjach prefabrykowanych. Produkcja może zostać przeniesiona poza Unię, a następnie wrócić w postaci towaru, którego system CBAM nie obciąża w równym stopniu.
Branża chce rozszerzenia mechanizmu węglowego i narzędzi ochrony handlu na wyroby pochodne stali. Domaga się też wiarygodnego ustalania pochodzenia surowca. Bez tego europejskie normy stają się kosztownym obowiązkiem dla własnych firm i pustą deklaracją wobec importu. Podobną nierównowagę odczuwają polskie cementownie, które płacą za regulacje klimatyczne, konkurując z produkcją spoza wspólnoty.
Zamówienia publiczne muszą służyć produkcji
EUROMETAL postuluje szersze stosowanie zasady Made in Europe w zamówieniach strategicznych. Dotyczy to energetyki, infrastruktury i obronności. Kierunek jest słuszny, o ile europejskość nie stanie się zasłoną dla interesów kilku największych gospodarek. Polska musi zabiegać o kryteria, które premiują faktyczną produkcję, udział krajowych poddostawców i utrzymywanie kompetencji na miejscu.
Dobrze widać to przy wielkich inwestycjach. Budowa polskiej elektrowni jądrowej może wzmacniać krajowy przemysł, jeżeli zamówienia nie zostaną sprowadzone do importu gotowych elementów i prostego montażu. Tak samo powinny działać kontrakty kolejowe, energetyczne i zbrojeniowe. Publiczne pieniądze mają budować zdolności produkcyjne w Polsce.
Suwerenność zaczyna się w fabryce
Spór o stal dotyczy bezpieczeństwa państwa. Bez własnego przetwórstwa nie da się gwałtownie zwiększyć produkcji wagonów, urządzeń energetycznych, mostów ani sprzętu wojskowego. Łańcuch dostaw kontrolowany za granicą działa sprawnie do chwili kryzysu politycznego, wojny lub blokady transportu. Wtedy oszczędność z taniego importu zamienia się w zależność.
Komisja Europejska przez lata mnożyła obowiązki dla własnego przemysłu, jednocześnie pozostawiając furtki dla towarów wytwarzanych według innych standardów. Teraz musi naprawić ten błąd. Polski rząd nie może czekać biernie na rozwiązanie z Brukseli. Potrzebna jest tania energia, rozsądne podatki, krajowe zamówienia i twarda obrona polskich zakładów. Europa bez fabryk nie będzie ani zielona, ani bezpieczna. Będzie zależna.
Źródło: EUROMETAL, Radio Maryja, PAP, Bankier.pl.
Źródło: Radio Maryja













