"Sprzeciw wobec prezydenta Trumpa to jest sprzeciw wobec Boga, a Biały Dom jest Ziemią Świętą".

ireneuszlara.blogspot.com 12 часы назад

Paula White - Cain, pastorka reformowanego Kościoła pentekostalnego, osobista doradczyni duchowa Trumpa:

"Sprzeciw wobec prezydenta Trumpa to jest sprzeciw wobec Boga, a Biały Dom jest Ziemią Świętą".


Po tych słowach wróciłem do artykułu, który zamieszczam w całości.

Kuba Danecki - Trump "namaszczony przez Jezusa". Żołnierze składają skargi

Amerykańska Fundacja Wolności Religijnej w Wojsku ujawniła ponad sto skarg na dowódców, którzy zagrzewali żołnierzy do wojny z Iranem wizją nadchodzącego Armageddonu i powrotu Jezusa Chrystusa. Prezydent Trump miał według nich wygrać wybory, ponieważ został namaszczony przez Jezusa, żeby doprowadzić do końca czasów i zmartwychwstania wiernych.

Komunikaty, na które skarżą się żołnierze, wpisują się w światopogląd sekretarza wojny Pete'a Hegsetha. Hegseth ma tatuaż "Deus Vult", "Bóg tak chce". To fraza powiązania z chrześcijańskim fundamentalizmem, nawiązująca do średniowiecznych krucjat. Jest popularna wśród skrajnej prawicy i ruchów faszystowskich. W 2020 roku w swojej książce przyszły sekretarz wojny nawoływał do świętej wojny. Tytuł książki? "Amerykańska krucjata".

Dziś Hegseth organizuje dla żołnierzy modlitwy w obrządku protestanckiego ewangelikalizmu. W lutym tego roku zaprosił do wygłoszenia kazania w Pentagonie kaznodzieję Douglasa Wilsona - człowieka, który popiera m.in. odebranie kobietom praw wyborczych.

Z perspektywy Europy brzmi to niewiarygodnie, ale wizja amerykańskiej armii jako narzędzia Boga, które pomoże doprowadzić do końca świata, zaczyna być oficjalną częścią amerykańskiej polityki obronnej.

Ważne: protestancki ewangelikalizm jest czymś innym od kościołów ewangelickich. Ten pierwszy jest określeniem-parasolem na kilka fundamentalistycznych protestanckich wyznań, które najpopularniejsze są w USA. Te drugie bezpośrednio kontynuują europejską tradycję luterańską i są znane raczej z liberalnych, humanistycznych zasad.

To niejedyne związane z religią kontrowersje w administracji Trumpa. Tydzień przed rozpoczęciem ataków na Iran, ambasador USA w Izraelu, Mike Huckabee, wywołał skandal. W wywiadzie z Tuckerem Carlsonem powiedział, iż nie widzi problemu z ekspansją terytorialną Izraela od Nilu aż po Eufrat - czyli wizją Wielkiego Izraela. Oficjalny protest wystosowało wtedy kilkanaście państw regionu - od Turcji po Pakistan.

Amerykańscy ewangelikanie wierzą w dosłowną interpretację Pisma Świętego. W Księdze Rodzaju Bóg obiecuje Abrahamowi ziemie, które obejmują dzisiejszy Egipt, Syrię, Jordanię, Liban, Turcję, Arabię Saudyjską oraz Irak. To bardzo ważne w kontekście izraelskiej ekspansji oraz wojny z Iranem - bo wizja Wielkiego Izraela jest popularna w Tel Awiwie, a agresja na sąsiadów podkreśla chęć jej realizacji.

Wierzą w nią minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gwir oraz minister finansów Bezalel Smotricz. Premier Benjamin Netanjahu chociaż nie poparł jej bezpośrednio, otwarcie mówi, iż jest do niej "mocno przywiązany". Podobnie wyraża się lider izraelskiej opozycji - Jair Lapid. W trakcie konferencji prasowej w lutym powiedział: "Syjonizm jest oparty na Biblii. Nasze prawo do ziemi Izraela jest biblijne, więc granice Izraela są granicami w Biblii".

Poza aspektem politycznym, ewangelikański styl religijności to chyba jeden z bardziej widocznych symboli amerykańskiej kultury. Mega-kościoły wielkości stadionów. Duchowni, którzy rzekomo wypędzają z ludzi szatana na scenie albo leczą choroby, policzkując wiernych. Programy w telewizji, które przypominają telezakupy lat dziewięćdziesiątych, ale zamiast sprzętu AGD nawołują do kupienia samolotu liderowi kościoła.

Wiara w koniec czasów: od osiedlowej parafii po Biały Dom

Jednym z ważniejszych elementów ewangelikańskiej doktryny jest apokaliptyczna wiara w powrót Jezusa Chrystusa za naszego życia. Wierzy w to 63 proc. białych ewangelikanów. W ich wizji ma nastać okres wojny lub cierpienia, po którym dojdzie do zmartwychwstania chrześcijan i stworzenia Królestwa Bożego na Ziemi. I nie jest to niszowe przekonanie. Sięga do samego Białego Domu.

W 2003 roku przed inwazją na Irak prezydent George W. Bush chciał przekonać prezydenta Francji, Jacquesa Chiraca, do dołączenia do koalicji. Opowiadał Chiracowi, iż wydarzenia na Bliskim Wschodzie przypominają mu działania Goga i Magoga. I iż według niego atak na Irak może być spełnieniem biblijnej przepowiedni.

Chirac nie bardzo zrozumiał, o czym mowa. Zwrócił się do Francuskiej Federacji Protestanckiej, ale tam również spotkał się z konsternacją. Zaangażowano profesora-biblistę. Chodziło o dość krótki fragment w Księdze Ezechiela, który nie ma wielkiego znaczenia dla większości chrześcijańskich wyznań. Poza ewangelikanizmem - gdzie tematyka bitew i końca czasów zwraca ogromną uwagę wiernych.

Historia o Gogu i Magogu od dawna rozpala dusze amerykańskich fundamentalistów. Ronald Reagan wierzył, iż Gogiem jest Rosja, a jego religijnym i dziejowym obowiązkiem jest stawienie jej czoła. W 1984 roku Reagan powiedział, iż Bliski Wschód wygląda na miejsce, gdzie niedługo dojdzie do biblijnego Armageddonu.

Kiedy chrześcijański syjonizm wygra

W tym kontekście warto wspomnieć o tym, czym taki Armageddon miałby być, zwłaszcza w kontekście chrześcijańskiego syjonizmu. Bo poparcie tego środowiska dla Izraela ma drugie dno.

Chociaż wizje różnią się w szczegółach, ewangelikanie zakładają, iż do kryzysu, który ma poprzedzić Królestwo Boże na Ziemi, musi dojść właśnie w Izraelu. Jest to jedno ze źródeł ich wsparcia dla interwencji na Bliskim Wschodzie i prowadzenia tam wojen - po prostu widzą w tym szansę na zbawienie. I chociaż Izrael jest do tego potrzebny, ludzie, którzy przeżyją bitwę z Antychrystem, będą musieli się nawrócić.

John Hagee, założyciel CUFI, największej organizacji chrześcijańsko-syjonistycznej, która zrzesza 10 milionów członków, zakładał, iż żydzi będą musieli się nawrócić na chrześcijaństwo, żeby zostać zbawieni. Inni będą musieli umrzeć. Według doniesień jego współpracowników, miał chwalić Hitlera, uważając, iż to dzięki niemu mógł powstać Izrael, czyli niezbędny element końca świata.

To element wierzeń, który jest słusznie krytykowany jako antysemicki, w tym przez teologów - ponieważ traktuje judaizm jako narzędzie realizacji apokaliptycznych celów ewangelikanów, nie jako pełnowartościową religię samą w sobie. W chęci wsparcia Izraela nie ma troski o zamieszkałych tam żydów. Kiedy wróci Jezus, będą musieli zniknąć.

Ale ta ideologia i religia, która coraz bardziej wpływa na politykę USA, pomaga realizować polityczne cele prawicy. Doskonale łączy fundamentalizmy. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jedni wierzą, iż przykładają się jak krzyżowcy do powstania Królestwa Bożego na Ziemi. To kuszące zwłaszcza dla politycznej islamofobii. Inni liczą na zrealizowanie wizji o siłowym nawróceniu żydów, więc jest to atrakcyjne dla antysemickich środowisk. Jeszcze inni znajdą uzasadnienie do podbicia państw obiecanych Abrahamowi w Torze, po prostu wierząc, iż Biblia powinna stanowić prawo międzynarodowe.

A świeccy polityczni jastrzębie każdej opcji mogą realizować politykę wobec Iranu, która zapewni dominację Izraela i USA w regionie.

Żołnierze się skarżą

Jedyny problem? Jak widać po skargach żołnierzy, których bez pytania o zdanie wsadza się w zbroję krzyżowca, nie wszyscy chcą uczestniczyć w Świętej Wojnie. Skargi wpłynęły z prawie czterdziestu jednostek w trzydziestu różnych bazach. Nie były to odosobnione przypadki. Były zgłaszane przez żołnierzy kilku wyznań, również wierzących chrześcijan.

W jednej ze skarg czytamy, iż dowódca jednostki mówił o Donaldzie Trumpie jako "namaszczonym przez Jezusa, żeby rozpalić płomień w Iranie i wywołać Armageddon, zaznaczając powrót Jezusa na Ziemię". Skargi dotyczyły też "nieograniczonej euforii" dowódców, którzy czytali biblijne wersety. Mieli cytować Księgę Rodzaju, skupiając się na opisach rzek wypełnionych krwią oraz próbować uspokajać żołnierzy twierdząc, iż jest to boży plan.

Niektórzy otrzymali osobiste zaproszenia do domów oficerów, żeby uczestniczyć we wspólnym czytaniu Biblii.

Jeden z żołnierzy otwarcie mówił o upadku morale i spójności jednostki, ponieważ tego typu wykorzystanie religii jest wbrew konstytucji oraz wojskowej przysiędze, którą składał.

Pete Hegseth oraz administracja Trumpa nie odniosła się do kontrowersji. kilka wskazuje na to, by planowali zmienić swoje podejście. Planem części dowódców wciąż może być apokalipsa".


Читать всю статью