Ta mina nie potrzebuje ani wkopania w ziemię, ani fizycznego kontaktu z pojazdem przeciwnika. Wystarczy, iż cel znajdzie się 200 m od ładunku. Wówczas mina go wykryje, a po zbliżeniu się obiektu na odległość 80 m eksploduje i go zniszczy. – System kierowanych min przeciwpancernych Jarzębina to nowa jakość – mówią saperzy z Brzegu, którzy szkolili się z obsługi sprzętu.
System kierowania min przeciwpancernych Jarzębina jest konstrukcją polską, opracowaną przez Wojskowy Instytut Techniki Inżynieryjnej z Wrocławia. Saperzy z Brzegu (na razie w wersji ćwiczebnej) mają go od roku. – Jest to przeskok technologiczny, zupełnie inna jakość w minowaniu terenu. Jarzębina jest miną autonomiczną, tzn. sama namierza cel dzięki czujnikom: laserowemu, drgań, dźwięku oraz termicznemu. Następnie, po zbliżeniu się przez wrogi pojazd na 80 m, mina eksploduje, wyrzucając ładunek formowany wybuchowo (explosively formed projectile – przyp. red.), który przebija pancerz wozu przeciwnika – tłumaczy płk Krzysztof Jaroszek, dowódca 1 Pułku Saperów z Brzegu.
REKLAMA
Jak zaznacza, wielką zaletą Jarzębin jest też ich wydajność, jeżeli chodzi o pokrycie swoim zasięgiem pola minowego. Tradycyjne miny przeciwpancerne na polu minowym są wkopywane w ziemię co 4 m. Jarzębiny natomiast można rozstawiać na jej powierzchni co 100 m. Wystarczy więc kilka, by zabezpieczyć teren, na który trzeba byłoby poświęcić kilkaset zwykłych min. – Jarzębiny mogą zastępować, ale mogą też świetnie uzupełniać tradycyjne pola minowe – podsumowuje dowódca brzeskich saperów.
W skład jednego systemu Jarzębina wchodzi 21 zestawów złożonych z ładunku i czujników. Saperzy z 1 Pułku w Brzegu regularnie ćwiczą kalibrację i montaż autonomicznych min. Zajmuje on około 40 minut. – Jest to znacznie bardziej zaawansowane szkolenie niż w przypadku min tradycyjnych. Wymaga większej świadomości technicznej. Systemy trzeba odpowiednio ustawić; należy tak skalibrować minę, by odpowiednio działała – tłumaczy płk Jaroszek.
Inteligentne pole minowe
Jarzębina może zarówno być kierowana przez operatora, który znajduje się w odległości około kilometra od ładunku i ma z nim kontakt przez GPS, jak i działać samodzielnie. – Sama obiera cel na dystansie do 200 m i go śledzi. Następnie, gdy cel zbliży się na 80 m, sama „podejmuje decyzję” o jego likwidacji, uzależnioną od tego, czy warunki do eksplozji i wyrzutu ładunku są korzystne – wyjaśnia mł. chor. Wojciech, instruktor obsługi Jarzębin w 1 Pułku Saperów.
W drugim wariancie działania Jarzębin, dzięki komunikacji dzięki systemu GPS operator może sterować zarówno pojedynczą miną, kilkoma, jak i całym polem minowym. – Może on wstrzymać rażenie lub na nie zezwolić, jednak by do niego doszło, muszą być spełnione określone warunki. Mina bowiem tak obiera cel, by uderzyć ładunkiem pod kątem 90 stopni w burtę pojazdu, czyli najsłabszy punkt pancerza – opisuje instruktor.
Saperzy z Brzegu trenują na minach ćwiczebnych, pozbawionych ładunku wybuchowego. – To nowy sprzęt, więc jest ciągle wymagający, ale obsługa Jarzębin idzie żołnierzom coraz lepiej – deklaruje mł. chor. Wojciech.
System ćwiczebny nie pozwala na detonację. O skutecznym rażeniu przeciwnika w ramach ćwiczeń informuje nie prawdziwy wybuch, ale dioda, która się zapala, gdy Jarzębina „eksploduje” i dochodzi do wyrzutu śmiercionośnego ładunku. Wyszkolenie jednej drużyny obsługującej Jarzębiny zajmuje około tygodnia. Jeszcze w tym roku brzescy saperzy mają otrzymać te systemy także w wersji bojowej.