Sławomir N. Goworzycki: Wyjść z tej pułapki cz.3

magnapolonia.org 7 часы назад

Sławomir N. Goworzycki: WRESZCIE WYJŚĆ Z TEJ PUŁAPKI, WIĘC ODESŁAĆ OBCOPLEMIENNYCH NACHODŹCÓW DO DOMÓW, część trzecia.

Innymi słowy – szło tu i przez cały czas idzie nie o niesienie pomocy tym prawdziwym ofiarom prawdziwej wojny, w skali całego tego ruchu migracyjnego szczęśliwie stosunkowo nielicznym (sic!), ale o gwałtowne i przez cały czas podtrzymywane, po prostu, w celach kolonizacyjnych wypchnięcie do Polski i do niektórych innych państw owych wielomilionowych rzesz ludzkich traktowanych właśnie jako – za przeproszeniem – żywa „amunicja” kolonizacyjna.

Jak widzimy, ów wszakże anty-cywilizacyjny wychowawczy dorobek turańskiego Związku Sowieckiego jest taki właśnie, iż ci wszyscy ludzie, zamiast siedzieć w domu, tam żyć i pracować (lecz także walczyć!) dla swojej już nie sowieckiej, ale narodowej ojczyzny – przeciwnie – na komendę (sic!) i z obowiązkowym telefonem w garści (sic!) podjęli ochoczo taką nomadyczną aktywność – ze Wschodu na Zachód.

Prawdziwym zaś ofiarom wojny władze Republiki Ukraińskiej, przecież ze wsparciem rozmaitych rządowych i pozarządowych charytatywnych organizacji zagranicznych, mogłyby w zupełności udzielić pomocy tam, na miejscu, na owym jakże rozległym terytorium Republiki Ukraińskiej – jego rozpiętość równoleżnikowa to około 1200 kilometrów. Tak się po części działo, ale tylko po części – stąd dawno już w polskojęzycznych mass mediach nie słyszana nazwa „migrantów wewnętrzych”.

Szukający naiwnych słuchaczy propagandyści akcentują, iż skoro dzisiejsze Polki nie chcą dzieci rodzić i w następstwie tego „rozpędzona” gospodarka nie będzie miała kogo zatrudniać, to – jak to oni nazywają – imigracja pozostanie dobra na wszystko. Nic bardziej błędnego, obłudnego, zwodniczego, antypolskiego i antykatolickiego. Po pierwsze: Każdy naród buduje swój dobrobyt własnymi rękami, a nie rękami obcoplemiennych nachodźców (6). I dalej: Gospodarka jest dla narodu, a nie naród dla gospodarki (7). Stąd pojęcie: Gospodarka Narodowa. Tutaj to tyle, acz rzecz prosi się o osobne opracowanie.

Gospodarka przecież a to „rosła” wraz z liczebnym, choćby tym „pogietrzwałdzkim” wzrostem narodu (tu: narodu polskiego), a to „malała” w następstwie potężnych strat ludnościowych poniesionych przez naród choćby w trakcie każdej z dwóch wojen światowych, i znów „rosła” wraz z jednym, a po nim drugim powojennym „baby-boomem”. I jakoś nikogo nie dziwiło to pulsowanie gospodarki w splocie z losem narodu. Nieprawdaż? Co innego owe przez cały czas bez zadośćuczynienia (!!!) masowe wywłaszczenia przeprowadzone zwłaszcza przez komunistów. ale osobny to i zarazem ogromny temat.

Wielka Liczba przeciwko Małej Liczbie (8)… cudzoziemców w danym kraju. Owszem, zawsze było tak, iż w niejednym kraju tymczasowo, rotacyjnie i pod administracyjną kontrolą przebywali i właśnie pracowali cudzoziemcy w Małej Liczbie. Tak było również w Polsce przed rokiem 2015, gdy ta liczba jednorazowo wynosiła – jak podawano – do 350 tys. ludzi. Pracowali tu u nas sezonowo właśnie i zwłaszcza obywatele Republiki Ukraińskiej.

I czy ktoś wtedy okazywał z tego powodu zaniepokojenie? Nie, skoro ludzie ci oraz inni obcoplemieńcy przebywali tu u nas tymczasowo i właśnie w Małej Liczbie. Mała Liczba obcych jest dla kraju bezpieczna. Natomiast o rząd wielkości wyższa od tamtej Wielka Liczba – z którą mamy do czynienia po roku 2015 i zwłaszcza od miesiąca lutego roku 2022 – jest dla kraju wielkim zagrożeniem!!!

Obserwacje potrzebne do sformułowania powyżej przywołanych twierdzeń-haseł (numery: 1-2, 4-5, 8) dało się zebrać już wiosną roku 2022, najdalej do lata tamtego pamiętnego roku. Zostały one poprzez następne lata potwierdzone. Żadne nowe okoliczności nie podważają żadnego z przywołanych twierdzeń.

W pierwszą rocznicę owego wyraźnego wzmożenia (2022) toczącej się wszakże od roku już 2014 wojny rosyjsko-ukraińskiej, czyli w lutym 2023 roku – trzy już lata temu! – pewien polski obywatel zapytywał pewną polską organizację polityczną w sprawie nachodźców-obcoplemieńców (wcześniej i później także zapytywał – bezskutecznie). O dziwo, właśnie w lutym 2023 roku odpisano mu. Stanowisko owej politycznej organizacji także dzisiaj wydaje się być takie jak wówczas, innych działających w Polsce politycznych organizacji najpewniej również:

„Co do hasła 'Ukraińcy do domu’, to jak najbardziej jest to również naszym celem i marzeniem; ale ponownie okoliczności nie są takie proste. Zgadzamy się z tym, iż nie powinni oni zostać w Polsce, tylko wrócić do siebie, ale niestety na tę chwilę opinia publiczna nie przyjmie takiego hasła.

W sytuacji, gdy we wszystkich mediach pokazywane są okrucieństwa wojny na Ukrainie, wystąpienie publicznie z hasłem odesłania tam 'tych matek i dzieci’ byłoby politycznym samobójstwem. A jednak więcej jesteśmy w stanie zrobić mając wyższe sondaże, dlatego choć co do zasady zgadzamy się z Panem, nie możemy w tej chwili wystąpić z takim hasłem”.

I do dzisiaj nie wystąpili – ani oni, ani żadni inni. A lata mijają… na naszą polską niekorzyść! Wielu obcoplemieńców już tu się zdołało „jakoś” zagnieździć. Niektórzy z nich – o zgrozo! – sięgają po polskie obywatelstwo! Czyżby „klamka zapadła”? Wszakże już w roku 2022 polskojęzyczne mass media dość regularnie przebąkiwały, iż „ci Ukraińcy już pewnie tutaj u nas zostaną” (sic!) i iż polska dziatwa „koniecznie” powinna, ot tak, przyjąć w szkołach „swoich ukraińskich kolegów”. Powinna? A to niby dlaczego? Skąd taka… kategoryczna powinność? Imperatyw kategoryczny?

Zauważcie, iż ledwie rok-dwa lata wcześniej (!) te same mass media przekonywały Polaków (i inne narody), podobnie, tonem niepodważalnego „determinizmu dziejowego”, iż mianowicie „z tym covidem to trzeba będzie odtąd po prostu żyć”. Pamiętacie to? A czy samą aferę „covida” i jej w Polsce gwałtowne zamknięcie z dniem 24 lutego 2022 roku też jeszcze pamiętacie?

My zaś od razu formułujemy twierdzenie, w odpowiedzi tamtym cytowanym adeptom „wielkiej polityki”, iż – odwrotnie – właśnie nawoływanie, byle miarowe, wytrwałe i konsekwentne, iż „Ukraińcy do domu” (inni nachodźcy też „do domu”) i iż „pomagajmy ofiarom wojny bezpośrednio w ich kraju, nie w naszym”, prowadzone od lutego 2022 roku i jeszcze choćby przed (!) 2022 rokiem przydało by przez te już długie lata trwałego wśród Polaków poparcia dla tejże organizacji politycznej i to dopiero ono, to nawoływanie, zbudowało by jej nareszcie porządne „sondaże”, trwale dwucyfrowe (sic!).

To się właśnie nazywa: odmienne (przeciwne!) spojrzenie na te same sprawy, z jednego miejsca, w tym samym czasie i w tych samych „okolicznościach przyrody”. Co zatem rozstrzyga o tej odmienności?

„Ceterum censeo Carthaginem esse delendam” – niegdyś swój zamysł polityczny wytrwale wyrażał stary Katon.

Wobec odpowiedzi udzielonej przez tamtą organizację polityczną nam pozostaje po raz kolejny wyrazić uznanie (!) owym globalistycznym przeciwnikom-zawiadowcom – za ich technikę sprawowania władzy. Oto wytypowana ofiara danego niszczącego działania musi uwierzyć, iż w jej własnym głębokim interesie jest akurat to, co w rzeczywistości pozostaje dla niej śmiertelnie szkodliwe (sic!). Warto więc dostrzec i docenić biegłego przeciwnika i uczyć się od niego. „Przeciwnik najlepszym nauczycielem”. Tysiące lat temu w dalekich Chinach pisał o tych sprawach stary Sun-Tzu.

Co to znaczy – jak mawiali starzy Polacy – „dać się na nitce wodzić”. Majstersztyk! Autorzy całej tej migracyjnej mega-operacji pomyśleli zawczasu o wszystkim: co, kto, komu i kiedy będzie władny odpowiedzieć i co tamten zapoda innym, w co będzie on wierzył, a co odrzucał – według cudzego planu-algorytmu. ale czyżbyśmy tego nie znali i nie pamiętali z czasów komunizmu? „Wszystko już było!”.

Jakiegoż to niewinnego i bystrego dziecka – w Polsce dzisiejszej rozglądamy się za takimi – potrzeba do poczynienia tego skutecznego zawołania, iż „król jest nagi”? Więc iż to (prawie) wszystko jest mistyfikacją. Że to jest domek z kart.

Nie bez powodu polskojęzyczne mass media „jak diabeł święconej wody” przez wszystkie te lata unikają pokazywania… mapy Republiki Ukraińskiej i wymieniania takich historycznych nazw jak zwłaszcza Nowo-Rosja (sic!), czy Step Oczakowski (Jedysan). Nie bez powodu Ukraina, jej regiony, miasta, historia, obszar, ludność, ta pozostająca na Ukrainie i ta która ją była opuściła, nie są u nas tematem jakichkolwiek medialnych prezentacji – reporterskich, krajoznawczych, kulturowych, religioznawczych, obyczajowych, socjologicznych, gawęd i debat znawców tematu… itd. itp.

Nie bez powodu milczy się o tych choćby w ostatnich dziesięcioleciach powtórnie opublikowanych wspomnieniach Polaków z Ukrainy z okresu 1914-1922 oraz z czasów wcześniejszych i późniejszych (oprócz, częściowo, rzezi wołyńsko-galicyjskiej lat 1943-1944).

Genialna „Pożoga” autorstwa Zofii Kossak już-już stała się nawet, ku naszemu miłemu zaskoczeniu, dodatkową lekturą szkolną, ale… nie na długo chyba. Widocznie był to owe ledwie kilka lat temu „wypadek przy pracy” (!) polskojęzycznych planistów szkolno-oświatowych.

Chociaż pretekst do najogólniej rzecz biorąc „rozważań ukraińskich”, także tych w duchu Wernyhory (a kto to taki?) – wydawało by się – sam się narzuca jak mało kiedy dotąd. Owszem, w pierwszym okresie pokazywano w telewizji owe „okrucieństwa wojny na Ukrainie”, chociaż robiono to często w taki sposób, iż choćby szeregowi widzowie niektóre z tych prezentacji ujmowali właśnie w cudzysłów.

Skoro to samo zdjęcie pokazane w odstępie miesięcznym przedstawiało raz „moskiewskich oprawców znęcających się nad ukraińskimi jeńcami”, to znowu „ukraińskich żołnierzy przesłuchujących moskiewskich jeńców”; lub też zapomniana już zagrywka z czarnomorską Wyspą Węży (Zmijnyj Ostrow). Wtedy na ulicach Warszawy widywało się owych rusińskich nachodźców w t-shirtach z wydrukowanym napisem na piersi: „Russkij wojennyj korabl’ idi na h…!”. To miało być… śmieszne i zarazem absorbujące. ale kto dziś pamięta tamtą medialną historię?

Przykład jeden z wielu: Kilka miesięcy temu donoszono, jak to wrogie pociski uszkodziły – cytujemy – „siedemdziesiąt kamienic we Lwowie”.

Polskojęzyczne mass media bardzo lubią straszyć gapowatych Polaków zwłaszcza owym „położonym nad samą granicą” Lwowem – w „podprogowym” domyśle: „Lwów – Warszawa wspólna sprawa” (serial „Dziewczyny ze Lwowa” był emitowany w TVP już w latach 2015-2019; naszym zdaniem chodziło w nim o, najogólniej rzecz ujmując, zatarcie wspomnienia o pokoleniu m.in. Włady Majewskiej i w ogóle o „polskim Lwowie”). Moskiewskie rakiety „uderzające we Lwów” okazywały się być często tymi wysyłanymi i trafiającymi w wojskowe cele położone 40, 60 i choćby ponad 100 kilometrów od tego miasta.

W ogóle polskojęzyczne mass media dzisiejszym Polakom wbijają do głów teraz w zasadzie dwie już tylko nazwy własne z obszaru Republiki Ukraińskiej (w latach 2022-2023 było ich więcej): Kijów i Lwów. jeżeli coś walnęło we wschodniej połowie Republiki, no to się nazywa „w Kijów”; a gdy w zachodniej połowie, to wtedy jakże „rozciągliwy” Lwów. Tak więc używane w mediach pojęcie „nad samą granicą Polski” może dotyczyć miejsc odległych od niej o dziesiątki i choćby setki kilometrów, byle by ów działający na wyobraźnię pewnej części Polaków „zagrożony Lwów” był przywołany. Cichy alert!

Polak przypomina sobie zatem wygląd starego śródmieścia polskiego Lwowa i drży z oburzenia i niepokoju: „nawet nie druga wojna światowa, choćby nie Związek Sowiecki, ale dopiero teraz „nam Polakom” (!) to wspólnie zniszczą te post-sowieckie i post-banderowskie Ruski, jedne nie lepsze od drugich”. Na tle okopconej kamienicy pokazano w telewizji, raz i drugi, w ciągu bodaj dwóch dni, osobę, która w wyniku rakietowego ostrzału miała tam stracić kilkoro członków rodziny.

Lecz o tym, co tak po prawdzie stało się z pozostałymi 69. (słownie: sześćdziesięcioma dziewięcioma) lwowskimi kamienicami, i czy rzeczywiście (!) się z nimi „coś” stało, nie dowiedzieliśmy się z mass mediów jak dotąd niczego. Wydawało by się – taka wspaniała pożywka dla mediów, „aż siedemdziesiąt kamienic”, i to lwowskich a tu: Milczenie. Najpewniej też następstwo „wypadku przy pracy”, tyle iż popełnionego przez telewizyjnych i radiowych propagandystów.

A wszystkie te medialne strachy na Lachy są po to, by „wystraszeni” nachodźcy nie wracali na Ukrainę (!), i by „wystraszeni” Polacy nie kwapili się im przypominać o potrzebie porzucenia już gościny w Polsce i rychłego powrotu do domu, do ich ukraińskiej ojczyzny. Ktoś przypominał ostatnio: „Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem”.

C.D.N.

Polecamy również: Francuski sąd przyznał, iż wiatraki mają zły wpływ na zdrowie ludzi

Читать всю статью