Sławnik teatralny numer 9: „Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej”

liberte.pl 5 часы назад

To jest spektakl, przy którym można się śmiać. I to śmiać szczerze, czasem choćby niespodziewanie. Bo jest w nim życie, a życie przecież nie składa się wyłącznie z bólu wypowiadanego szeptem. Czasem ból przykrywamy żartem, czasem śmiech jest formą obrony, a czasem po prostu jedynym sposobem, by nie pęknąć.

To już kolejny zapis w moim „Sławniku teatralnym” – osobistym cyklu kilku zdań o spektaklach, które z różnych powodów zatrzymują mnie na dłużej. Nie jest to spojrzenie zawodowego recenzenta, ale raczej widza, który wychodzi z teatru z emocją, myślą, czasem z pytaniem. Tym razem wracam do Ateneum i do spektaklu „Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej”, który zostawił we mnie ślad nie tyle gwałtowny, ile głęboki.

To jest spektakl, przy którym można się śmiać. I to śmiać szczerze, czasem choćby niespodziewanie. Bo jest w nim życie, a życie przecież nie składa się wyłącznie z bólu wypowiadanego szeptem. Czasem ból przykrywamy żartem, czasem śmiech jest formą obrony, a czasem po prostu jedynym sposobem, by nie pęknąć. W tym przedstawieniu te momenty lekkości są potrzebne. Dzięki nim człowiek jeszcze mocniej odczuwa, co kryje się pod spodem. Bo za chwilę przychodzi coś zupełnie innego – ścisk w gardle, cisza, wzruszenie, a może choćby łzy, które nie biorą się z taniego sentymentalizmu, tylko z rozpoznania w tych bohaterach czegoś bardzo prawdziwego.

Chyba najmocniej zostało we mnie to, iż ten spektakl opowiada nie tylko o niepełnosprawności. A może choćby nie przede wszystkim o niej. Opowiada o kruchości. O tym, iż adekwatnie każdy człowiek jest w jakiś sposób pokiereszowany. Jedni przez chorobę, inni przez relacje. Jedni przez ciało, inni przez słowa, które kiedyś usłyszeli. Jedni przez samotność, inni przez niespełnione oczekiwania, lęk, odrzucenie, wstyd albo zmęczenie życiem. Każdy nosi swoje cierpienie. Każdy dźwiga jakiś ciężar, choćby jeżeli z zewnątrz wygląda na silnego i poukładanego.

Mia (Agata Kulesza) jest w tym spektaklu postacią tragiczną właśnie dlatego, iż jej miłość do syna nie daje ukojenia, ale zaczyna przygniatać. Tak bardzo chce go ochronić przed światem, przed bólem, przed każdą możliwą krzywdą, iż stopniowo zamyka go w klatce własnej troski. To czułość, która przestaje być czułością, bo staje się kontrolą, lękiem, obsesją obecności. W tym uporczywym chronieniu zapomina, iż wokół są jeszcze inni: córka (Julia Konarska), która coraz bardziej usuwa się w cień, jakby jej emocje i potrzeby były mniej ważne, i matka (Maria Ciunelis), starzejąca się kobieta, która traci pamięć, ale nie traci dawnych żalów. Ta rodzinna troska okazuje się więc wybiórcza, nierówna, niesprawiedliwa. Im mocniej matka tuli syna do siebie, tym bardziej oddala od siebie resztę świata.

Anna grana przez niesamowitą Ciunelis wnosi do tej opowieści jeszcze inny rodzaj rozdarcia. Jej utrata pamięci nie jest tylko biologicznym rozpadem, ale także otwieraniem starych ran, wypuszczaniem na powierzchnię tego, co przez lata było skrywane albo tłumione. W jej słowach powracają pełne goryczy i nienawiści komunikaty wobec męża, wracają też echa dawnych, niespełnionych miłości, jakby pamięć wybierała sobie to, co najbardziej boli. Obok niej jest Robert, mąż Mii (Przemysław Bluszcz), który zamiast unieść ciężar tej rodziny, raczej od niego ucieka — wycofuje się, znika, nie potrafi być prawdziwie obecny. Jest też ciotka (Magdalena Schejbal), która sama wydaje się uwięziona w swoim rozczarowaniu życiem: nie może pogodzić się ani z pijącym mężem, ani z tym, iż jej syn jest gejem. W jej postawie jest jednocześnie bezradność, bunt i jakaś głęboko przeżywana porażka wobec świata, który nie chce układać się według dawnych wyobrażeń. Właśnie dlatego ten dom jest tak poruszający: nie dlatego, iż wydarza się w nim jedno wielkie nieszczęście, ale dlatego, iż każdy nosi tu własny brak, własną samotność i własne niespełnienie.

I właśnie dlatego tak mocno działa paradoks tego spektaklu. Bo osobą, która wydała mi się najmniej pokiereszowaną, jest główny bohater, Franek, poruszający się na wózku – Paweł Gasztold-Wierzbicki. To on zdaje się mieć w sobie najwięcej prawdy, najwięcej prostoty, najwięcej wewnętrznego porządku. Jakby jego ograniczenie było widoczne, ale nie było najważniejsze. Jakby to nie ono było jego istotą. Tymczasem wokół niego są ludzie, którzy chodzą szybciej, sprawniej, pewniej, a jednak to oni wydają się bardziej pogubieni, bardziej poranieni, bardziej wewnętrznie połamani. To bardzo mocne doświadczenie dla widza. Bo nagle okazuje się, iż nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje. Że nie każda słabość jest widoczna. I iż czasem bardziej poranione są dusze niż ciała.

Siedząc na widowni, miałem poczucie, iż ten spektakl nie chce pouczać. Nie próbuje ustawiać widza w jednym, wygodnym miejscu. Nie mówi: współczuj. Nie mówi: oceniaj. Raczej zaprasza, żeby pobyć z tymi ludźmi, wejść na chwilę w ich świat, posłuchać ich, zobaczyć ich napięcia, ich bliskość i ich bezradność. A potem zostać z pytaniem o samego siebie. O to, co ja noszę. Co ukrywam. Co mnie boli, choć przecież „chodzę”. Może tylko trochę inaczej. Może tylko trochę wolniej. A może wcale nie o tempo tu chodzi.

Lubię teatr, który nie kończy się wraz z oklaskami. Taki, który wraca później, jeszcze w drodze do domu, jeszcze następnego dnia, jeszcze w myśli, która nie daje spokoju. „Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej” właśnie taki jest. Można się przy nim uśmiechnąć. Można się wzruszyć. Można się choćby bronić przed tym wzruszeniem, ale ono i tak gdzieś znajdzie szczelinę. Bo ten spektakl przypomina coś bardzo prostego i bardzo trudnego zarazem: iż każdy z nas jest trochę poobijany przez życie. I iż może właśnie w tej naszej wspólnej kruchości jest więcej prawdy niż w udawanej sile.

OBSADA

MIA Agata Kulesza

FRANEK, JEJ SYN Paweł Gasztold-Wierzbicki

ROBERT, JEJ MĄŻ Przemysław Bluszcz

DORIS, JEJ CÓRKA Paulina Gałązka/Julia Konarska

ANNA, JEJ MATKA Maria Ciunelis

OLIWIER, JEJ OJCIEC Janusz Łagodziński

RITA, JEJ SIOSTRA Magdalena Schejbal

MICHAŁ, MĄŻ RITY Adam Cywka

SARA, PRZYJACIÓŁKA DORIS I FRANKA Karolina Charkiewicz

JANEK, PRZYJACIEL DORIS Jan Wieteska | Krystian Pesta

TWÓRCY

AUTOR TEKSTU Ivor Martinić

TŁUMACZENIE Gabriela Abrasowicz

REŻYSERIA I OPRACOWANIE MUZYCZNE Iwona Kempa

SCENOGRAFIA, KOSTIUMY I PROJEKCJE Joanna Zemanek

ASYSTENTKA REŻYSERA Paulina Staniaszek

SUFLERKA Joanna Trzcińska | Anna Żelazowska

INSPICJENT Wojciech Gratkowski |

Agnieszka Hornowska | Jerzy Kacperski

Читать всю статью