Skiba: Odysei politycznej ciąg dalszy, czyli… Dramat Zero

angora24.pl 15 часы назад

Odyseja polityczna Zbigniewa Ziobry bije rekordy oglądalności, wyprzedzając w rankingach choćby topowe produkcje Netflixa. W zasadzie mamy tu wszystko, co cechuje dobrą komedię kryminalną, a przede wszystkim, jest zabawny bohater o głosie kastrata, który nie wzbudza może sympatii, ale na pewno budzi litość widza. Tłumaczenia, wykręty, to, iż nigdy nie powie prawdy, staje się czymś w rodzaju jego wizytówki. Widz nie jest w stanie wyobrazić sobie tego osobnika wypowiadającego coś sensownego, co w dodatku nie byłoby przechwałką lub zmyśleniem.

Oczywiście w historii komedii mieliśmy całą gamę takich bohaterów. Postać Zbigniewa Ziobry nawiązuje oczywiście do udawanych wojowników z rzymskich komedii Plauta, później były postacie z komedii dell’arte, ale w polskim dramacie też mamy takie persony. Najsłynniejszą jest oczywiście Papkin z „Zemsty” Fredry. Wychwalając swe osiągnięcia bojowe – będąc przy tym tak naprawdę zwykłym kombinatorem i tchórzem – przeszedł do klasyki polskiej komedii.

W „Dramacie Zero”, oprócz trafnie dobranego bohatera, są także wartka akcja, interesująca intryga, zabawne dialogi i dowcip sytuacyjny. Akcja niczym z filmów z Jamesem Bondem przenosi się z miejsca na miejsce – najpierw Polska, potem Węgry i Ameryka, a w tle są jeszcze Rosja i Białoruś. Brakuje tylko Antarktydy – ale kto wie, co się wydarzy w kolejnych sequelach, bo iż takie powstaną, jesteśmy pewni.

W spektaklu mamy też niezwykle interesujące postaci drugoplanowe, a to częste niedopatrzenie autorów, którzy skupiając się na pierwszoplanowym bohaterze, zaniedbują tło. W „Dramacie Zero” tło zaś jest niezwykle barwne.

Marcin Romanowski, zwany, żeby było śmieszniej, „wiceministrem”, to postać równie komiczna jak główny bohater. Związany z tajemniczą sektą Opus Dei, stanowi doskonałe uzupełnienie Zbigniewa. Razem tworzą przepyszny duet fajtłap, których zdolność wplątywania się w idiotyczne afery przekracza limity ustalone lata temu przez Flipa i Flapa.

Jak w każdej komedii pomyłek, także tutaj mamy serię zabawnych przebieranek. Duet oszustów udaje więc najpierw polityków, potem smakoszy węgierskiego gulaszu, a następnie nibydziennikarzy TV Republika. A wszystko tylko po to, by okraść ofiary przestępstw, którym miał służyć Fundusz Sprawiedliwości.

Autor scenariusza zadbał także o to, by wokół aferzystów krążyła cała gama ich sprzymierzeńców i wrogów. Mamy więc otyłego jak Stadion Narodowy redaktora Sakiewicza, propagandystę TV i kolekcjonera dotacji. Mamy ministra Żurka, który nie zważając na groźby i pomówienia, wydaje kolejne edykty i nakazy. I gdyby ta komedia – która rozgrywa się na naszych oczach niczym wypadek samochodowy na autostradzie – była spektaklem na przykład w warszawskim Teatrze Kwadrat, dałbym jej z czystym sumieniem najwyższą ocenę w teatralnym rankingu w „Angorze” – byłby to Sztorm, ale ponieważ, niestety, rozgrywa się w realnym życiu i poniekąd na nasz koszt – oceniam ją jako Dno. Bohaterowie tego dramatu uczciwie na to zasłużyli. Wszyscy.

Ku przerażeniu widzów czekają nas niechybnie kolejne odsłony, ale czyż nasze życie codziennie nie jest komedią lub snem niczym w słynnym dramacie Calderona?

Ocena: Dno

Читать всю статью