Poseł Konfederacji popisał się w studiu Radia Zet homofobią. – Mi jest bardzo przykro, iż znajdują się w Polsce sędziowie, którzy wypowiadają lojalność polskiemu państwu wbrew konstytucji (...). Tych sędziów, którzy tak zdecydowali, trzeba za te łańcuchy sędziowskie wyrzucić – mówił Krzysztof Mulawa o piątkowym wyroku NSA. Po fali krytyki doprecyzował później, iż "w skrócie nie powinni orzekać", ale to nie uspokoiło emocji.
Krzysztof Mulawa z Konfederancji pyta o "małżeństwa z kozą". "Skandaliczna wypowiedź"
Polityk skrajnie prawicowej Konfederacji poszedł jeszcze dalej – padło oburzające porównanie. – o ile w jakimś kraju w Europie, na Malcie, Węgrzech, gdziekolwiek, będzie dopuszczone małżeństwo, uwaga: z kozą, to u nas też? – zapytał.
Na jego skandaliczne słowa przyrównujące związki jednopłciowe do zoofilii – czyli zaburzenia preferencji seksualnych i poważnego przestępstwa dotyczącego znęcania się nad zwierzętami – błyskawicznie zareagowali inni uczestnicy debaty w Radiu Zet.
– Trzeba skończyć ten program – zareagował europoseł Krzysztof Śmiszek z Nowej Lewicy, na co Mulawa odpowiedział drwiącym: "Ojejku, boli pana to?". – Ja oczekuję od pana redaktora, iż pan zrobi porządek – zwrócił się do Andrzeja Stankiewicza Śmiszek, co wywołało dziwną reakcję posła Konfederacji: "Ojojojoj".
Prowadzący program nie pozostawił wątpliwości. – Panie pośle, to, co pan powiedział, jest niedopuszczalne. W żadnym kraju UE nikt nie dopuszcza tego typu relacji – podkreślił. Ostro zareagował również Michał Szczerba z KO, który podsumował: "To jest skandaliczna wypowiedź".
Porównanie Mulawy jest całkowicie bezzasadne nie tylko na gruncie etycznym, ale i prawnym. W odróżnieniu od relacji dorosłych ludzi opartych na obopólnej, świadomej zgodzie, zoofilia opiera się na wykorzystaniu istoty, która takiej zgody wyrazić nie może. Polskie prawo traktuje to jednoznacznie jako formę przemocy, a za obcowanie płciowe ze zwierzęciem grozi kara do 3 lat więzienia (art. 6 ust. 2 pkt 16 Ustawy o ochronie zwierząt).
Wyrok NSA o małżeństwach jednopłciowych to dobra wiadomość dla par LGBTQ+, ale droga jeszcze daleka
Sprawa, która doprowadziła do tej politycznej burzy, dotyczy małżeństwa dwóch Polaków – z których jeden posiada również obywatelstwo niemieckie – zawartego w 2018 roku w Berlinie. Po powrocie do kraju mężczyźni złożyli wniosek o transkrypcję niemieckiego aktu małżeństwa, czyli jego formalne wpisanie do polskiego rejestru stanu cywilnego.
Urzędnicy odmówili, powołując się na obowiązujące przepisy i brak możliwości uznania małżeństw jednopłciowych w polskim porządku prawnym. Decyzję tę podtrzymał następnie wojewoda mazowiecki. Para nie złożyła jednak broni i skierowała sprawę na drogę sądową.
Ostatecznie sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który – zanim wydał wyrok – zwrócił się z pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ten w listopadzie 2025 roku jasno wskazał, iż państwo członkowskie UE ma obowiązek uznać małżeństwo osób tej samej płci zawarte legalnie w innym kraju wspólnoty, przynajmniej w zakresie wynikającym z prawa do swobodnego przemieszczania się i pobytu.
W konsekwencji w piątek 20 marca NSA uchylił zarówno wcześniejszy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, jak i decyzję odmawiającą wpisania aktu małżeństwa do rejestru. Sąd zobowiązał również kierownika urzędu stanu cywilnego do dokonania transkrypcji dokumentu w ciągu 30 dni od zwrotu akt administracyjnych.
Wyrok ten nie oznacza wprowadzenia w Polsce małżeństw jednopłciowych ani zmiany definicji małżeństwa w konstytucji. Ma jednak realne znaczenie dla par, które zawarły związek za granicą – umożliwia bowiem jego formalne uznanie w Polsce w określonym zakresie.
Jednocześnie sprawa pokazuje szerszy problem braku uregulowania sytuacji prawnej par pozostających w związkach jednopłciowych, jak i nieformalnych heteroseksualnych. Wciąż nie wprowadzono ani związków partnerskich, ani kompleksowych przepisów dotyczących ustawy o statusie osoby najbliższej, choć nad projektem ustawy pochyliła się powołana do tego celu komisja nadzwyczajna, a temat regularnie wraca w debacie publicznej.
