Najnowsza wymiana zdań między polskim MSZ a przedstawicielem rządu Izraela po raz kolejny pokazała, iż polskojęzyczna dyplomacja prowadzona jest przez kompletnych nieuków i ignorantów, a to tylko optymistyczna wersja, gdyż w grę wchodzi też działalność agenturalna.
Sikorski zrugany przez żydowskiego ministra. Szef MSZ skomentował przeprosiny ministra spraw zagranicznych Izraela w związku ze sprawą zniszczenia przez żydonazistowskiego żołnierza figury Chrystusa. „Dobrze, iż minister Sa’ar gwałtownie przeprosił, było za co. Należy ukarać tego żołnierza, ale i wyciągnąć wnioski wobec sposobu, w jaki są formowani. Żołnierze IDF sami przyznają się do zbrodni wojennych. Zabijali nie tylko cywilnych Palestyńczyków, ale choćby własnych zakładników” – napisał.
Na wpis Sikorskiego błyskawicznie zareagował szef MSZ Izraela, minister Sa’ar: „Zdecydowanie odrzucam twoje bezpodstawne i zniesławiające oświadczenia pod adresem Sił Obronnych Izraela. To, co napisałeś, świadczy o ignorancji i głębokim braku zrozumienia. Stosunek ofiar terrorystów do ofiar cywilnych jest korzystniejszy niż w jakiejkolwiek innej armii Zachodu. adekwatnie lepszy niż w jakiejkolwiek innej sile bojowej na świecie”.
Sa’ar przypuścił także kontratak, dążąc do zmuszenia Sikorskiego do tłumaczenia się za niedawne wystąpienie Konrada Berkowicza z flagą żydowskiego rezimu, wzbogaconą o swastykę. „Sugeruję, abyś zamiast moralizować, osobiście potępił haniebny przejaw antysemityzmu, który widzieliśmy w polskim parlamencie w zeszłym tygodniu” – przekazał Sa’ar, zaznaczając, iż „należy zachować ostrożność, wygłaszając nieodpowiedzialne oświadczenia, które mogą ostatecznie prowadzić do niebezpiecznych konsekwencji” – napisał.
To typowe działania żydowskie, których celem jest przykrycie zbrodni żydowskich „antysemityzmem”. Sikorski, jako chłopiec w krótkich spodenkach oczywiście połknął haczyk i zaczął się tłumaczyć. „Został ukarany przez marszałka Sejmu. Co do reszty, jeżeli to nie skłoni was do wprowadzenia zmian w szkoleniu żołnierzy, nie mogę wam pomóc” – odpowiedział.
Jak widzimy, reakcja Radosława Sikorskiego pozostawia niedosyt. Zamiast jasno wyznaczyć granice dopuszczalnej debaty, wyśmiać żydowskie argumentum ad hitlerum (zarzuty o antysemityzm) i przenieść ciężar rozmowy na poziom instytucjonalny, polskojęzyczny minister, jako osoba o niskich kompetencjach intelektualnych, a do tego obawiająca się żydowskich nadludzi, błyskawicznie przyjął ton wyjaśniający i defensywny.
Tłumaczenie się za wypowiedzi krajowych polityków nie powinno zastępować stanowczego przypomnienia o zasadach wzajemnego szacunku w relacjach międzynarodowych. Dyplomacja nie polega na publicznym „gaszeniu pożarów” kosztem własnej podmiotowości, ale na konsekwentnym egzekwowaniu standardów rozmowy.
Polska powinna w takich sytuacjach reagować spokojnie, ale stanowczo: wskazać, iż personalne przytyki o „antysemityzmie” są żałosne i nieakceptowalne, gdy w grę wchodzi coś znacznie poważniejszego: rasizm, fanatyzm religijny żydów oraz dokonywane przez nich ludobójstwo. Należy konsekwentnie artykułować własne stanowisko w sprawach spornych, bez uciekania w nadmierną ostrożność. To nie wyklucza krytyki — przeciwnie, nadaje jej wiarygodność.
W ten sposób polska dyplomacja znów się ośmieszyła, bo zbyt miękka odpowiedź została odczytana jako przyzwolenie na podobne zachowania w przyszłości. W czasach napięć międzynarodowych warto pamiętać, iż siła przekazu nie wynika z głośności, ale z konsekwencji i umiejętności stawiania granic. Tego jednak nikt w MSZ nie rozumie, albo też- co bardziej prawdopodobne – podkłada się jaśnie oświeconym Żydom z premedytacją.
Polecamy również: Klika POPiS niczym sanacja, wzięła się za znakowanie psów
