Radosław Sikorski podczas konferencji Jałtańskiej Strategii Europejskiej w Kijowie skrytykował upamiętnianie UPA i wezwał Ukrainę do uderzania w rosyjskie rafinerie. Szef MSZ uznał, iż wojna może wygasnąć, gdy Kremlowi zabraknie zasobów. Dla Polski stawką są jednocześnie bezpieczeństwo i prawda o ofiarach ludobójstwa wołyńskiego.
Krytyka kultu UPA padła w Kijowie
Wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski nazwał niefortunną decyzję Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych honorowego imienia związanego z UPA. Przypomniał, iż Ukraińska Powstańcza Armia odpowiadała za czystki etniczne, w których zginęły dziesiątki tysięcy ludzi. Zaapelował, aby Ukraińcy nie wynosili na piedestał postaci o dorobku budzącym tak zasadniczy sprzeciw.
Te słowa padły w Kijowie, a więc tam, gdzie powinny wybrzmieć najmocniej. Polska nie może zgodzić się na sprowadzanie ludobójstwa wołyńskiego do niewygodnego przypisu w dwustronnych relacjach. Określenie odpowiedzialności UPA mianem niejednoznacznego dorobku pozostaje z polskiej perspektywy zbyt łagodne. Pamięć o zamordowanych wymaga precyzji, ekshumacji i godnych pochówków, a nie dyplomatycznych uników.
Sikorski podkreślił, iż pojednanie jest możliwe, przywołując powojenną drogę Francji i Niemiec. Warunkiem nie może być jednak polska amnezja. Pojednanie wyrasta z uznania prawdy i szacunku dla grobów. W ostatnich dniach spór o sposób upamiętniania UPA ponownie wywołał reakcje Warszawy i Kijowa, co pokazuje, iż sprawy tej nie da się odłożyć bez kosztów politycznych.
Rosyjskie rafinerie jako cel presji
Drugim wątkiem wystąpienia była wojna. Sikorski ocenił, iż może ją zakończyć porozumienie albo wyczerpanie zasobów, które pozwalają Władimirowi Putinowi kontynuować agresję. W tym kontekście wskazał, iż Ukraina powinna koncentrować uderzenia na rosyjskich rafineriach. Chodzi o zaplecze paliwowe i finansowe państwa prowadzącego wojnę, nie o rosyjskich cywilów jako zbiorowy cel.
Ta diagnoza ma strategiczną logikę. Kreml prowadzi agresję dzięki zasobom państwa, przemysłowi oraz wpływom z sektora energetycznego. Ośrodek Studiów Wschodnich wskazuje na potrzebę dalszego ograniczania rosyjskich dochodów surowcowych, w tym przez skuteczniejsze sankcje i walkę z flotą cienia. Presja wojskowa na infrastrukturę wykorzystywaną przez machinę wojenną oraz presja gospodarcza Zachodu powinny się uzupełniać.
Minister przekonywał również, iż odstraszanie wymaga od Europejczyków gotowości do walki i zdolności narzucenia Moskwie dotkliwych kosztów. To istotny punkt dla Polski. Państwo graniczne NATO nie może budować bezpieczeństwa na deklaracjach bez pokrycia. Potrzebuje własnej armii, obrony przeciwlotniczej, odpornej infrastruktury i sojuszy opartych na realnych zdolnościach.
Polska nie musi wybierać między pamięcią a bezpieczeństwem
Wizyta Sikorskiego na Ukrainie objęła także rozmowy z przedstawicielami administracji prezydenta, służb antykorupcyjnych, weteranami i młodzieżą. Szef polskiej dyplomacji spotkał się również z Jonathanem Powellem, brytyjskim doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego. Sam przyjazd ministra do Kijowa odbywał się w warunkach trwającego rosyjskiego zagrożenia.
Polski interes wymaga dwóch rzeczy naraz. Rosja musi ponosić coraz wyższy koszt agresji, ponieważ jej zwycięstwo przesunęłoby zagrożenie bliżej naszych granic. Kijów musi też usłyszeć jasno, iż budowanie państwowej pamięci na kulcie UPA uderza w relacje z narodem, który udzielił Ukrainie ogromnej pomocy.
Nie ma tu sprzeczności. Wspieranie ukraińskiej obrony przed Rosją nie oznacza rezygnacji z polskiej godności, tak samo jak twarda polityka historyczna nie może przeradzać się w służenie interesom Kremla. Dojrzała dyplomacja łączy bezpieczeństwo z prawdą. Warszawa powinna właśnie tak rozmawiać z Kijowem: bez wrogości wobec Ukraińców, ale też bez zgody na kult sprawców zbrodni na Polakach.
Źródło: Wprost, Yalta European Strategy
Źródło: Banderyzm / Ukraina (monitor PL)















