Schengen i migracja: Tusk kpi z Morawieckiego zamiast rozmawiać o granicach

dzienniknarodowy.pl 1 час назад
Zdjęcie: Schengen i migracja: Tusk kpi z Morawieckiego zamiast rozmawiać o granicach


Donald Tusk 19 sierpnia odrzucił pomysł referendum w sprawie czasowego zawieszenia lądowego Schengen i zakpił z Mateusza Morawieckiego, mówiąc o „utracie rozumu”. Spór dotyczy raportu Rozwoju Plus o migracji: służby deportacyjnej, kont imigrantów, limitów 35-50 tys. wiz pracowniczych spoza UE i powrotu Polaków z emigracji.

Referendum, którego Tusk nie chce

Jak podało Do Rzeczy, premier Donald Tusk najostrzej zareagował na pomysł Łukasza Schreibera, by Polacy mogli wypowiedzieć się w referendum o czasowym zawieszeniu udziału Polski w lądowej części strefy Schengen. Szef rządu nie wszedł w spór o bezpieczeństwo granic, koszty migracji i realne możliwości państwa. Wybrał kpinę. O Mateuszu Morawieckim mówił, iż ten „stracił rozum”, a samo referendum wykluczył z góry.

To znamienne. Gdy pada pytanie: wygoda podróży czy dodatkowe bezpieczeństwo granic, odpowiedź władzy brzmi: żadnej rozmowy. Tusk odwołał się do oczywistej korzyści Schengen, czyli swobodnego przemieszczania się po Europie. Tyle iż wolność podróży nie jest dogmatem ponad bezpieczeństwem państwa. Polska ma prawo pytać, czy instrumenty stworzone dla spokojnej Europy wystarczają w czasie presji migracyjnej i wojny hybrydowej.

Plan Rozwoju Plus i twarde państwo

Rozwój Plus przedstawił raport „Najbezpieczniejsze państwo świata. Projekt polskiej polityki zarządzania migracją”. Wśród propozycji znalazły się: minister do spraw migracji i asymilacji, umundurowana służba deportacyjna, indywidualne konto imigranta, alert deportacyjny, dodatkowe kontrole graniczne oraz zachęty dla Polaków zamieszkałych za granicą. Według relacji mediów plan obejmuje też roczne limity 35-50 tys. wiz pracowniczych dla osób spoza Unii Europejskiej.

Część tych propozycji zasługuje na poważną debatę, choćby jeżeli wymaga doprecyzowania i twardej oceny skutków. Państwo, które nie wie, kto wjeżdża, gdzie pracuje, czy płaci podatki i czy łamie prawo, nie prowadzi polityki migracyjnej. Ono administruje chaosem. Pisaliśmy już, iż służba deportacyjna i odrzucenie multikulti są osią programu Morawieckiego. Dla Polski stawką nie jest retoryczna przewaga w studiu telewizyjnym, ale spokój na ulicach, kontrola granic i prawo narodu do decydowania o składzie wspólnoty politycznej.

Wygoda nie może być alibi

Tusk przekonywał, iż nie zna nikogo, kto narzekałby na możliwość podróżowania po Europie bez paszportu. To prawda, Polacy korzystają ze swobody przemieszczania się. Problem zaczyna się wtedy, gdy z wygody robi się argument zamykający dyskusję o granicach. Bezpieczeństwo nie jest dodatkiem do komfortu. Jest warunkiem wolności.

Strefa Schengen przez lata była symbolem normalności po wejściu Polski do struktur zachodnich. Ale normalność nie polega na tym, iż państwo rezygnuje z narzędzi kontroli, gdy zmieniają się warunki. Niemcy, Francja czy Austria potrafiły przywracać kontrole graniczne, gdy uznawały to za konieczne. Polska także ma prawo myśleć w kategoriach własnego interesu, a nie wstydu przed Brukselą.

Deportacje bez ideologicznej mgły

Największą wściekłość obozu liberalnego budzi sama myśl, iż deportacja może być normalnym narzędziem państwa. Tymczasem w poważnym kraju cudzoziemiec, który zagraża bezpieczeństwu, łamie prawo albo nadużywa zasad pobytu, powinien liczyć się z konsekwencją. To nie jest nienawiść. To porządek prawny. O rosnącej wadze tego instrumentu pisaliśmy przy okazji tekstu, iż deportacje z Polski rosną, a MSWiA wskazuje najliczniejsze grupy objęte procedurami.

Tusk porównał pomysł odrębnej służby do amerykańskiego ICE i mówił o „bezwstydzie”. Można dyskutować o modelu, kompetencjach i kontroli nad taką formacją. Trzeba pilnować praw człowieka i domniemania niewinności. Ale odrzucenie samej zasady sprawnej deportacji pokazuje lęk przed państwem, które ma działać, a nie tylko wystawiać moralne świadectwa.

Powroty Polaków zamiast importu problemów

W programie Rozwoju Plus jest też element, który powinien być sercem polityki narodowej: zachęty dla Polaków z emigracji. Olga Semeniuk-Patkowska mówiła o 50-proc. obniżce PIT przez pierwsze pięć lat po powrocie oraz ulgach mieszkaniowych. Ten kierunek jest słuszny. Polska nie może jedną ręką narzekać na demografię, a drugą budować gospodarki opartej na taniej pracy sprowadzanej z zewnątrz.

Jeżeli państwo ma wybierać, to pierwszeństwo powinny mieć rodziny polskie, młodzi Polacy i nasi rodacy pracujący dziś w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Francji. W tekście o tym, iż Morawiecki stawia na powroty Polaków, wskazywaliśmy, iż sama ulga podatkowa nie wystarczy. Potrzebne są mieszkania, dobre szkoły, bezpieczeństwo i rynek pracy, który nie wypycha własnych obywateli.

Stawka dla Polski

W tej sprawie Tusk próbuje ustawić przeciwników jako ludzi nierozsądnych. To wygodne, ale płytkie. Poważna odpowiedź powinna brzmieć inaczej: jakie kontrole są potrzebne, jakie deportacje są wykonalne, jakie limity wiz służą gospodarce, a gdzie zaczyna się presja na płace i bezpieczeństwo Polaków.

Spór o Schengen i migrację nie jest sporem o to, czy Polak ma jechać do Pragi bez paszportu. To spór o to, czy państwo polskie zachowa prawo do samodzielnej decyzji, gdy interes narodowy zderzy się z wygodą liberalnej Europy. Naród, który nie kontroluje granic, prędzej czy później traci kontrolę nad własną przyszłością.

Źródło: Do Rzeczy, Interia, Wprost.

Źródło: Do Rzeczy

Читать всю статью