
O elicie Kaczyńskiego – Glapińskim, Nawrockim, Błaszczaku, Suskim, Kowalskim i całej tej galerii postaci – pisałem już wiele. Odwołują się do Boga, ale Jego naukę traktują raczej jak dekorację niż zobowiązanie. W praktyce budują coś na kształt politycznej sekty: wierni mają wierzyć, nie myśleć, i walczyć z każdym, kto zadaje pytania.
Zawsze wydawało mi się, iż aby tak skutecznie manipulować masami, potrzeba nieprzeciętnego sprytu i inteligencji. Że trzeba misternie tkać sieć kłamstw, by nikt nie przejrzał tej fasady głupoty. Myliłem się. Nie trzeba.
Przechodzę obok telewizora i słyszę triumfalny głos Nawrockiego:
– Znalazłem z Glapińskim luźne 185 miliardów. Zrobimy SAFE 0+. Bez oprocentowania. I będziemy mogli kupować sprzęt u Trumpa.
Aż usiadłem. Objawienie Nawrolskiego i Glapińskiego.
Bo na całym świecie nie istnieje coś takiego jak „luźne pieniądze publiczne”. Nie w tysiącach, nie w milionach – a już na pewno nie w wysokości 185 miliardów złotych. Każda złotówka publiczna ma przeznaczenie: zdrowie, szkoły, policja, wojsko, infrastruktura, emerytury, energia, administracja.
Gdyby ktoś naprawdę znalazł 185 miliardów „luzem”, byłby to pierwszy taki przypadek od czasów, gdy Fenicjanie wymyślili pieniądz jakieś trzy tysiące lat temu.
Czekam więc na wyjaśnienie.
I wtedy zaczyna mówić Glapiński.
Cicho. Niepewnie. Z charakterystycznym „yyyy” w co drugim zdaniu.
– Trzeba… yyyy… z rządem… yyyy… zrobić prawo… żeby… yyyy… pozwoliło mi… yyyy… pomóc bezpieczeństwu państwa.
Zaraz.
Czy oni właśnie sugerują, iż te pieniądze leżą w Narodowym Banku Polskim?
Jeśli tak, to mamy do czynienia nie z ekonomią, tylko z oszustwem.
Bo Narodowy Bank Polski nie może finansować rządu. Zabrania tego Konstytucja RP (art. 220 ust. 2) oraz ustawa o NBP.
Bank centralny ma inne zadania: pilnować stabilności pieniądza, kontrolować inflację, zarządzać rezerwami walutowymi i dbać o stabilność systemu bankowego.
Krótko mówiąc:
NBP jest bankiem banków i bankiem państwa.
Zarządza też rezerwami walutowymi, papierosami wartościowymi i metalami szlachetnymi. NBP gromadzi i zarządza rezerwami dewizowymi Polski, aby zapewnić bezpieczeństwo finansowe kraju.
Podejmuje działania rezerwami w sytuacjach katastrofy gospodarczej lub wojny.
Reasumując: Rezerwami NBP można wspomóc rząd po zmianie konstytucji, ale choćby gdyby się udało to wyzbycie narodu polskiego z rezerw ma czarną godzinę w razie wojny czy zawalenia się gospodarki i masowego bezrobocia.
Po zmiana konstytucji przypominam. Tylko czy nasza waluta się nie wtedy nie zawali, a nasz dług spotka syndrom grecki.
Bez zmiany Konstytucji NBP nie jest bankomatem rządu.
Ale zaraz. Owszem – bank centralny może mieć zysk. I ustawa mówi jasno:
95% zysku trafia do budżetu państwa.
Jest tylko jeden drobiazg.
Żeby przekazać 185 miliardów, trzeba najpierw mieć zysk.
A Narodowy Bank Polski pod kierownictwem Adama Glapińskiego od kilku lat ma dokładnie odwrotną sytuację.
Straty.
• 2022 – minus 16,9 mld zł
• 2023 – minus 20,8 mld zł
• 2024 – minus 13,3 mld zł
• 2025 – prognoza około minus 30 mld zł
Łącznie daje to blisko 100 miliardów złotych strat.
Trudno więc „znaleźć” 185 miliardów w miejscu, które samo tonie w minusie.
Ale pozostało jedna sprawa.
Pytanie do „Patriotów”
Na koniec nasuwa się jedno, najważniejsze pytanie. Skoro Glapiński i Nawrocki tak sprawnie „znajdują” miliardy, to gdzie byli, gdy Mariusz Błaszczak zaciągał gigantyczne kredyty?
• W Korei na 6,5% (100 mld zł).
• W USA na 7% (200 mld zł).
Gdzie był wtedy „patriota” Glapiński? Dlaczego wtedy nie wyciągnął z szuflady tych „luźnych” miliardów, by oszczędzić nam miliardowych odsetek, które będą spłacać nasze dzieci i wnuki?
Nie byłoby odsetek.
Nie byłoby wieloletniego zadłużenia.
Nie byłoby rachunku, który będą spłacać następne pokolenia.
Ale wtedy o żadnych „luźnych miliardach” nikt nie mówił.





![Эскалация на многих фронтах. Трамп хотел бы выбрать лидера Ирана [ШЕСТОЙ ДЕНЬ ВОЙНЫ]](https://cdn.oko.press/cdn-cgi/image/trim=84;0;91;0,width=1200,quality=75/https://cdn.oko.press/2026/03/AFP__20260305__A2238KK__v1__MidRes__IranIsraelUsWarKhamenei.jpg)

