Sąd Najwyższy USA 29 września tymczasowo pozwolił administracji Donalda Trumpa wznowić szybkie deportacje do państw trzecich, uchylając na czas sporu wymóg umożliwienia migrantom zgłoszenia sprzeciwu. Decyzja, prawdopodobnie stosunkiem 6 do 3, wzmacnia egzekwowanie prawa migracyjnego, ale ostateczna legalność programu zostanie rozstrzygnięta po grudniowej rozprawie.
Program wraca przed ostatecznym wyrokiem
Amerykański Sąd Najwyższy przychylił się do pilnego wniosku administracji Donalda Trumpa i wstrzymał skutki wcześniejszego orzeczenia sądu niższej instancji. Dzięki temu federalne służby mogą ponownie kierować osoby objęte ostatecznym nakazem deportacji do państw innych niż kraj ich pochodzenia. Jest to rozstrzygnięcie tymczasowe. Sędziowie dopiero w grudniu wysłuchają argumentów dotyczących zgodności programu z ustawami federalnymi i konstytucyjną zasadą należytego procesu.
Z ujawnionego stanowiska wynika, iż sędzie Sonia Sotomayor, Elena Kagan i Ketanji Brown Jackson chciały pozostawić ograniczenia w mocy. Pozostała większość nie przedstawiła rozbudowanego uzasadnienia. Sam Sąd Najwyższy prowadzi sprawę pod sygnaturą 26A406, a obecna decyzja otwiera administracji drogę do działania do czasu pełnego rozpoznania sporu.
Deportacja do kraju bez wcześniejszych więzi
Program dotyczy osób, wobec których wydano końcowe nakazy deportacji, ale których nie można odesłać do ojczyzny albo których państwo pochodzenia nie chce przyjąć. Władze USA zawierają więc porozumienia z innymi krajami. Administracja przekonuje, iż jest to konieczne narzędzie wykonywania prawa, zwłaszcza wobec cudzoziemców skazanych za ciężkie przestępstwa. Jednocześnie nie wszyscy objęci tą procedurą mają wyroki karne.
Spór dotyczy zakresu ochrony przed wydaleniem do miejsca, w którym deportowanej osobie może grozić prześladowanie lub tortury. Sąd okręgowy pod przewodnictwem sędziego Briana Murphy'ego uznał, iż zainteresowany powinien otrzymać zawiadomienie i realną możliwość przedstawienia zastrzeżeń. Administracja odpowiadała, iż zapewnienia dyplomatyczne państwa przyjmującego powinny wystarczyć, a dodatkowe postępowania paraliżują wykonanie prawomocnych nakazów.
Według Associated Press w ramach poufnych w znacznej części umów około 25 tys. osób wysłano do ponad dwóch tuzinów państw, przy czym większość trafiła do Meksyku. Twarda polityka migracyjna wymaga liczb, procedur i jawnej odpowiedzialności państwa. Bez tego łatwo pomylić skuteczność z administracyjną dowolnością.
Prawo do ochrony granic i granice władzy
Państwo ma prawo usuwać ze swojego terytorium ludzi, którzy nie mają podstawy legalnego pobytu i zostali objęci ostateczną decyzją. Suwerenność bez zdolności wykonywania prawa staje się pustym hasłem. Trump zbudował swój mandat polityczny między innymi na obietnicy odzyskania kontroli nad granicą, a obecne postanowienie usuwa poważną przeszkodę w realizacji tej polityki.
Nie zwalnia to władzy z obowiązku ochrony człowieka przed torturami i prześladowaniem. Konserwatywne państwo prawa nie może wybierać między bezpieczeństwem własnych obywateli a elementarną kontrolą legalności decyzji. Musi zapewniać jedno i drugie. Wcześniej opisywaliśmy już deportacje z USA do państw afrykańskich, które pokazały zarówno determinację Waszyngtonu, jak i prawne ryzyko takiego mechanizmu.
Lekcja dla Polski
Dla Polski ten spór ma znaczenie praktyczne. Europa przez lata odkładała egzekwowanie decyzji powrotowych, a polityczną bezradność przedstawiała jako humanitaryzm. Amerykański przykład dowodzi, iż demokratyczne państwo może prowadzić zdecydowaną politykę deportacyjną, o ile tworzy do tego zdolność operacyjną i umowy międzynarodowe.
Polska powinna wyciągnąć z tego lekcję bez mechanicznego kopiowania każdego rozwiązania. Granica musi być chroniona, prawomocna decyzja wykonana, a bezpieczeństwo Polaków postawione na pierwszym miejscu. Zarazem procedura musi wykluczać odesłanie człowieka na tortury. O sile państwa świadczy skuteczność prawa, ale także to, czy władza sama temu prawu podlega.
Źródła: Associated Press, WP Wiadomości
Źródło: WP Wiadomości














