Rząd uderza w Nawrockiego. Spór o paliwo i podatek wraca z pełną siłą

dzienniknarodowy.pl 18 часы назад
Zdjęcie: Rząd uderza w Nawrockiego. Spór o paliwo i podatek wraca z pełną siłą


Rzecznik rządu Adam Szłapka oskarżył prezydenta Karola Nawrockiego, iż po decyzji w sprawie ustawy paliwowej „marzy o paliwach za 10-12 zł”. Pałac Prezydencki odpowiada argumentem konstytucyjnym: prawo nie może działać wstecz. Dla Polaków stawka jest prosta: cena przy dystrybutorze, podatki w portfelu i pytanie, czy rząd naprawdę chroni kierowców, czy tylko szuka nowych pieniędzy do budżetu.

Ostry atak rzecznika rządu

Spór o ceny paliw wszedł w fazę politycznej awantury. Adam Szłapka, rzecznik rządu Donalda Tuska, w TVP Info zaatakował prezydenta Karola Nawrockiego po tym, jak głowa państwa odmówiła podpisania ustawy wprowadzającej podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych i skierowała ją do Trybunału Konstytucyjnego.

Według relacji Money.pl rzecznik rządu mówił, iż chodziło o to, aby pieniądze zarabiane przez koncerny trafiły do konsumentów. Padło też najmocniejsze zdanie: „Prezydent marzy o paliwach za 10-12 zł, nie myśli o Polakach”. To język ostrej presji politycznej. Rząd próbuje ustawić spór tak, jakby wybór był prosty: albo nowa danina od firm paliwowych, albo drożyzna na stacjach.

Tyle iż sprawa nie jest tak czysta, jak chce ją przedstawić gabinet Tuska. Podatek zawsze ma swojego płatnika, ale jego realny koszt bardzo często ponosi obywatel. Kierowca widzi potem nie konferencję prasową, ale cenę na słupku przy stacji.

4 mld zł i kosztowny pakiet CPN

Rząd przekonuje, iż decyzja prezydenta blokuje około 4 mld zł wpływów, które miały zostać wykorzystane w walce ze skutkami wysokich cen paliw. Szłapka wskazywał też na pakiet CPN, określając go jako narzędzie chroniące przed gwałtownym wzrostem cen, ale bardzo kosztowne. Według jego słów kosztuje ono 1,5 mld zł miesięcznie.

To są liczby, których nie wolno lekceważyć. o ile państwo dopłaca do stabilizacji cen paliw, rachunek i tak ktoś zapłaci. Albo płaci go kierowca przy dystrybutorze, albo podatnik przez budżet. Różnica polega na tym, czy politycy mówią obywatelom prawdę o źródle pieniędzy.

Rządowa narracja brzmi atrakcyjnie: opodatkować nadzwyczajne zyski wielkich koncernów i oddać środki ludziom. Problem zaczyna się tam, gdzie państwo zaczyna działać z opóźnieniem, a potem chce sięgnąć po dochody osiągnięte wcześniej. Tu pojawia się argument Pałacu Prezydenckiego.

Pałac mówi: prawo nie działa wstecz

Karol Nawrocki nie podpisał ustawy i odesłał ją do Trybunału Konstytucyjnego. Kancelaria Prezydenta tłumaczyła, iż przepisy miały wejść w życie w sierpniu, a obejmować dochody uzyskiwane już od marca. W ocenie prezydenta oznaczałoby to próbę opodatkowania z mocą wsteczną.

To nie jest prawniczy szczegół dla ekspertów od ustaw. Zasada niedziałania prawa wstecz chroni każdego obywatela i każdą firmę przed państwem, które po fakcie zmienia reguły gry. Dziś chodzi o koncerny paliwowe. Jutro podobna logika może zostać użyta wobec innych branż, a w końcu wobec zwykłych ludzi.

Prezydent argumentuje również, iż nowy podatek nie obniża sam z siebie cen paliwa. To istotny punkt. Rząd może obiecywać, iż środki trafią do obywateli, ale sama danina nie jest mechanizmem obniżającym cenę litra benzyny. Jest źródłem dochodu budżetu. Dopiero późniejsza decyzja polityczna przesądza, na co pieniądze zostaną wydane.

Interes kierowców czy interes budżetu

W tym sporze rząd gra kartą obrony Polaków przed drogim paliwem. Brzmi to wygodnie, zwłaszcza kiedy każdy kierowca pamięta, jak gwałtownie rosną ceny na stacjach. Ale prawica powinna patrzeć na takie obietnice chłodno. Państwo, które w kryzysie najpierw sięga po nowy podatek, a dopiero potem mówi o pomocy obywatelom, nie zasługuje na czek in blanco.

Jeżeli celem są niższe ceny paliw, trzeba pytać o podatki zawarte już w cenie litra paliwa, o VAT, akcyzę, opłatę paliwową i inne daniny. Trzeba pytać o odpowiedzialność rządu za politykę energetyczną, rezerwy, bezpieczeństwo dostaw i realną konkurencję na rynku. Łatwo jest wskazać wielkie koncerny jako winnego. Trudniej przyznać, iż państwo samo od lat traktuje paliwo jako wygodne źródło dochodu.

Nie oznacza to obrony każdej praktyki paliwowych gigantów. Nadzwyczajne zyski w czasie kryzysu mogą budzić uzasadnione pytania. Ale odpowiedzią nie może być prawo pisane wstecz i polityczna sugestia, iż kto broni konstytucyjnej zasady, ten chce benzyny po 12 zł.

Stawka dla Polaków

To starcie pokazuje coś większego niż jedną ustawę. Rząd chce występować jako opiekun obywatela, ale robi to przez rozbudowę fiskalnej władzy państwa. Prezydent, kierując ustawę do Trybunału, stawia granicę tam, gdzie zaczyna się niebezpieczny precedens: podatki nakładane po fakcie.

Dla Polski liczy się tanie i dostępne paliwo, ale także stabilne prawo. Bez tego nie ma wolności gospodarczej, zaufania do państwa ani bezpieczeństwa portfeli rodzin. Kierowcy nie potrzebują propagandowej wymiany ciosów. Potrzebują państwa, które nie udaje, iż każdy nowy podatek jest prezentem dla obywatela.

Читать всю статью