Rząd uderza w aktywistów wspierających wojnę hybrydową

magnapolonia.org 7 часы назад

Przez lata Polacy słyszeli, iż granica państwa jest świętością, a jej ochrona stanowi jeden z podstawowych obowiązków władzy. Kiedy jednak przychodziło do egzekwowania tych zasad, zawsze znajdowali się lewacy gotowi podważać sens działań służb, relatywizować nielegalne przekraczanie granicy i przedstawiać każdą próbę powstrzymania migracji jako przejaw nieludzkości. Teraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji proponuje zmianę, która może wreszcie położyć kres części tej działalności. W związku z tym, w redakcji skrajnie lewicowego portalu OKO.press wybuchła panika.

Rząd uderza w aktywistów wspierających wojnę hybrydową. Chodzi o propozycję zaostrzenia przepisów dotyczących ułatwiania pobytu cudzoziemcom przebywającym w Polsce niezgodnie z prawem. Zgodnie z opisywanym projektem karze do trzech lat więzienia miałoby podlegać świadome umożliwianie lub ułatwianie dalszego nielegalnego pobytu, choćby o ile sprawca nie działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.

Za zmianą stoi wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek. Dotychczasowy stan prawny utrudniał bowiem pociąganie do odpowiedzialności osób, którym nie można było przypisać wymaganej przez obowiązujące przepisy motywacji.

Warto przy tym zadaćkluczowe pytanie, dlaczego w debacie publicznej tak często pomija się szerszy wymiar kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Od 2021 roku Polska mierzy się z presją migracyjną organizowaną przy udziale reżimu Aleksandra Łukaszenki, wspieranego przez Rosję. Nie jest tajemnicą, iż wykorzystywanie migracji do destabilizowania państw europejskich stało się elementem polityki prowadzonej przez Mińsk i Moskwę. W takich warunkach działania osób ułatwiających nielegalny pobyt nie powinny być oceniane wyłącznie przez pryzmat deklarowanych przez nie intencji.

Nawet osoba przekonana o szlachetności własnych motywacji może swoimi działaniami przynosić korzyść mechanizmowi, który służy przeciwnikowi Polski. W polityce bezpieczeństwa liczą się nie tylko deklaracje, ale także rzeczywiste skutki podejmowanych przez rząd działań.

Nielegalna migracja to cały system pośredników, organizatorów, transportu i zaplecza umożliwiającego dalsze przemieszczanie się. o ile państwo chce skutecznie kontrolować własne terytorium, musi mieć narzędzia pozwalające reagować nie tylko na sam moment przekroczenia granicy, ale także na świadome działania ułatwiające obchodzenie przepisów. Co ważne, proceder nie zależy wyłącznie od poszczególnych nachodźców, ale głównie od wspierających ich struktur państwowych Białorusi i Rosji oraz lokalnych, polskojęzycznych, lewicowych aktywistów, którzy są faktyczną putinowską agenturą.

Przez długi czas środowiska aktywistyczne próbowały przedstawiać ten problem w sposób skrajnie uproszczony: z jednej strony mieli być ludzie potrzebujący pomocy, z drugiej zaś „bezduszne” państwo polskie, które za wszelką cenę chce ich powstrzymać. Taka opowieść znakomicie nadaje się do kampanii medialnej, ale nie odpowiada na podstawowe pytanie: kto ponosi odpowiedzialność za przestrzeganie prawa i konsekwencje masowego napływu cudzoziemców?

Poważny rząd nie może pozwolić, aby jego polityka migracyjna była w praktyce neutralizowana przez prywatne fundacje finansowane przez Sorosa i innych macherów dążących do miksu rasowego i upadku Zachodu, które chcą samodzielnie decydować, komu i w jaki sposób umożliwiać dalszy pobyt w naszym państwie. Działalność organizacji społecznych nie może stawiać ich ponad prawem ani zastępować decyzji adekwatnych organów. o ile ktoś świadomie pomaga omijać procedury migracyjne, powinien liczyć się z tym, iż jego działania zostaną ocenione przez wymiar sprawiedliwości.

Najlepszym przykładem sporu o granice odpowiedzialności jest sprawa tak zwanej Piątki z Hajnówki. We wrześniu 2025 roku pięć osób zostało uniewinnionych w sprawie dotyczącej pomocy rodzinie z Iraku i młodemu Egipcjaninowi, a w marcu 2026 roku Sąd Okręgowy w Białymstoku umorzył postępowanie. Obowiązujące przepisy nie pozwoliły przypisać oskarżonym wymaganej korzyści osobistej lub majątkowej. Proponowana zmiana miałaby usunąć tę przeszkodę w przypadkach świadomego ułatwiania nielegalnego pobytu. Nic dziwnego, iż wywołuje to sprzeciw lewaków wspierających najazd na Polskę dzikich ludów.

Organizacje i aktywiści zaangażowani w sprawę przemytu nachodźców powinni podlegać ocenie według tych samych standardów co wszyscy inni. Lewicowe przekonania niestety nie są jeszcze przestępstwem. Nie istnieje jednak żadne szczególne prawo do ignorowania przepisów karnych w imię ideologii. o ile działalność konkretnej osoby ułatwia nielegalny pobyt cudzoziemców w Polsce, państwo powinno mieć możliwość zbadania takiego przypadku i wyciągnięcia wobec niej konsekwencji.

OKOpress zaczęło lamentować, iż nowe regulacje mogą objąć choćby osoby podające migrantom wodę, żywność czy zapewniające schronienie przed zimnem. Tak niestety nie jest, ale powinno tak być. Jedyną powinnością Polaka napotykajacego nachodźców jest niezwłoczne powiadomienie o nich policji, a nie pomaganie w łamaniu przez nich prawa. Dawanie imigrantom żywności jest równoznaczne z pomocą w dokonywaniu przestępstwa.

Nie ma sprzeczności między humanitaryzmem a ochroną granic przez rząd. Państwo może ratować osoby znajdujące się w bezpośrednim niebezpieczeństwie, a jednocześnie stanowczo przeciwdziałać nielegalnej imigracji. Nie musi też akceptować sytuacji, w której pod fałszywym hasłem pomocy humanitarnej podejmowane są działania wykraczające poza ratowanie życia i faktycznie ułatwiają dalszy pobyt wbrew przepisom. Ci ludzie mają własne kraje i tam powinni budować swoje życie, a nie przychodzić do nas na gotowe, jakbyśmy byli światową dojną krową.

Propozycja MSWiA zasługuje więc wyjątkowo na poparcie z naszej strony, jako próba przywrócenia państwu skuteczniejszych narzędzi kontroli. O jej ostatecznej jakości zdecydują jednak precyzja zapisów i sposób ich stosowania. Dobrze skonstruowane prawo powinno uderzać w świadome obchodzenie procedur przez lewackich aktywistów.

Polska nie może być państwem, którego granice istnieją jedynie na mapie, a obowiązujące przepisy ustępują przed presją popularnych aktywistów i medialnych kampanii lewicy. W obliczu zagrożeń hybrydowych potrzebujemy twardych działań, a nie moralnego szantażu, który wytrąca żołnierzom i straży granicznej broń z ręki. Ochrona granicy przez rząd nie jest przejawem okrucieństwa, ale jego elementarnym obowiązkiem wobec własnych obywateli.

Polecamy również: Atak na II Powojenną Konferencję Żydoznawczą. Chcą, byśmy gnieździli się w zatęchłych piwnicach?

Читать всю статью