Rozdarty świat Ameryki Łacińskiej

gazetafenestra.pl 19 часы назад

Meksyk i Brazylia są jednymi z ostatnich lewicowych bastionów Ameryki Łacińskiej / Źródło: Flickr Palácio do Planalto/ autor: Ricardo Stuckert / PR

Javier Milei w Argentynie, José Antonio Kast w Chile czy Daniel Noboa w Ekwadorze. Claudia Sheinbaum w Meksyku, Luiz Inácio Lula da Silva w Brazylii czy Gustavo Petro w Kolumbii. Ameryka Łacińska przesuwa się raz w prawą, raz w lewą stronę. Na pierwszy rzut oka współczesna sytuacja zdaje się kolejnym zwrotnym momentem w tym politycznym wahadle. Jak jednak naprawdę kształtuje się polityczny krajobraz tego regionu?

Przyjęło się zakładać, iż przemiany polityczne zachodzące w Ameryce Łacińskiej są cyklicznie w skali całego (a przynajmniej większości) regionu. Od końca XX wieku miały miejsce trzy polityczne „fale” – poczynając od 1998 roku i pierwszej „różowej fali”, przez „niebieską falę”, między pierwszą a drugą dekadą XXI wieku, do pytań o „różową falę 2.0”. Ogólnoregionalnym trendem zdaje się bowiem systematyczne przechodzenie od rządów lewicowych do prawicowych. Zjawisko to, określane często mianem politycznego wahadła, stanowi dobitne potwierdzenie tezy o dużej dynamice i niestabilności preferencji wyborczych w tej części świata. Zgodnie z tym trendem w tej chwili powinniśmy być świadkami postępującej dominacji prawicy w regionie.

Różowy początek XXI wieku

„Różowa fala” bądź „zwrot w lewo” to określenie zwrotu politycznego, który nastąpił w Ameryce Łacińskiej na przełomie XX i XXI wieku. Był to moment rosnącej tendencji do wprowadzania w regionie polityki bardziej postępowej pod względem gospodarczym lub społecznym, co było odpowiedzią na niezadowolenie wywołane dominującą wcześniej polityką neoliberalną, która pogłębiła nierówności społeczne i uzależnienie od Stanów Zjednoczonych. Początków pierwszej „różowej fali” można dopatrywać się w wyborze Hugo Cháveza na prezydenta Wenezueli w 1998 roku. Oparł on swoją kampanię polityczną między innymi na przeciwstawieniu się wpływom USA na kontynencie amerykańskim oraz postulowaniu poszerzenia programów redystrybucyjnych. niedługo inne ruchy działające w regionie poszły za przykładem Cháveza i do połowy pierwszej dekady XXI wieku we wszystkich najważniejszych amerykańskich państwach rządy rozpoczęli przedstawiciele lewicy bądź centrolewicy. Trwające od 2003 do 2010 roku rządy Luli w Brazylii wyciągnęły około 20 milionów obywateli z ubóstwa. Ponadto dzięki programowi „Bolsa Familia” wzrósł odsetek zaszczepionych dzieci, a także tych posyłanych do szkoły. W Boliwii Evo Moralesa skrajne ubóstwo i niedożywienie dzieci spadły o połowę. Wprowadzono także nieopartą na składkach emeryturę dla wszystkich Boliwijczyków od 60. roku życia. W Ekwadorze rządzonym przez Rafaela Correę podwojono wydatki społeczne i doprowadzono do wzrostu nakładów na edukację. Cechami charakterystycznymi „różowej fali” stały się: dystansowanie od Stanów Zjednoczonych i neoliberalnego paradygmatu, podkreślanie znaczenia autonomii, niezależności oraz współpracy w regionie, skłonność do populizmu, prowadzenie polityki redystrybucyjnej i postępowe spojrzenie na gospodarkę.

Załamanie i powrót lewicy

Podejście to jednak nie mogło trwać w nieskończoność. Koniec boomu surowcowego z początku XXI wieku, który w dużej mierze przyczynił się do sukcesów lewicy, a także nadmierne wydatki i wszechobecne oskarżenia o korupcję doprowadziły do załamania się „różowej fali”. Porażka Cristiny Fernández de Kirchner w Argentynie, zwycięstwo Jaira Bolsonaro w Brazylii, Pedro Pablo Kuczynskiego w Peru czy Sebastiána Piñery w Chile były zwiastunami nowej, „konserwatywnej fali”. W Peru po raz pierwszy wybory prezydenckie wygrał kandydat otwarcie odwołujący się do neoliberalizmu. W Chile z kolei po raz pierwszy od zakończenia dyktatury Pinocheta na czele państwa stanął konserwatywny prezydent. Nie były to jedyne państwa regionu, w których władza przeszła z rąk lewicy do prawicy. Lata 2010. były symptomatyczne dla kryzysu lewicowego modelu rozwoju politycznego oraz społeczno-gospodarczego i przyniosły pierwszy prawicowy zwrot XXI wieku w Ameryce Łacińskiej. „Niebieska fala” trwała jednak o wiele krócej od swojej poprzedniczki i po upływie niecałej kadencji prawicowe władze zaczęły być kontestowane. Prawicowe rządy nie znalazły odpowiedzi na ogromną biedę i nierówności, które stoją u podstaw większości problemów regionu, a pandemia COVID-19 jeszcze bardziej te kwestie obnażyła. W 2019 roku przez region przetoczyła się fala protestów społecznych, których wspólnym mianownikiem było ekonomiczne niezadowolenie, strach przed kryzysem gospodarczym, sprzeciw wobec serii skandali korupcyjnych oraz narastających nierówności społecznych, a także chęć większej demokratyzacji państw. Przełom lat 2010/2020 przyniósł ze sobą drugą falę lewicowych rządów. Wybór takich przywódców jak Andrés Manuel López Obrador w Meksyku, Gabriel Boric w Chile, Gustavo Petro w Kolumbii czy uwolnienie i powrót Luli da Silvy w Brazylii były zwiastunem nowej regionalnej lewicy – bardziej oddolnej, stawiającej na walkę z nierównościami, ochronę środowiska, a także równouprawnienie płci i reformy demokratyczne.

Prawica na fali wznoszącej

Zgodnie z politycznymi trendami, które od lat można obserwować w regionie, następnym krokiem dla Ameryki Łacińskiej powinien być zwrot prawicowy. I choć wiele wskazuje na to, iż tego właśnie jesteśmy świadkami, sytuacja nie pozostało przesądzona. Początków drugiej „konserwatywnej fali” można upatrywać w 2023 roku. Wtedy też w wyborach prezydenckich w Argentynie zwyciężył skrajnie prawicowy anarchokapitalista Javier Milei, zastępując kandydata centrolewicowej koalicji. W Ekwadorze z kolei zwyciężył walczący z gangami konserwatysta Daniel Noboa, przerywając tym samym wieloletnie pasmo rządów lewicowo-liberalnych. Trend był kontynuowany w 2025 roku, kiedy to Noboa zapewnił sobie reelekcję, a w kolejnych dwóch państwach regionu zwycięstwa odnieśli reprezentanci prawicy. W Boliwii Rodrigo Paz Pereira, reprezentant centroprawicowej partii chadeckiej, wygrał wybory, kończąc 20-lecie lewicowych rządów. W Chile natomiast zwyciężył kandydujący po raz trzeci José Antonio Kast, określany najbardziej prawicowym prezydentem tego państwa od niemal trzech dekad. Na jego tegorocznej inauguracji pojawili się między innymi Noboa czy Milei, a sam Kast zapowiedział początek zdecydowanej walki z przestępczością oraz nielegalną migracją. „Konserwatywną falę” w Ameryce Łacińskiej umocniło również tegoroczne zwycięstwo członkini konserwatywno-populistycznej partii Laury Fernández Delgado w Kostaryce oraz zeszłoroczna wygrana w Hondurasie Nasry Asfury, który otrzymał wsparcie od Trumpa i został przez niego określony jako „jedyny prawdziwy przyjaciel wolności”. Silne prawicowe rządy nieustannie realizowane są także w Salwadorze czy Paragwaju.

Wciąż utrzymującymi się, najważniejszymi „bastionami lewicy” w regionie pozostają natomiast Meksyk, Brazylia czy Kolumbia. Siła brazylijskiej lewicy zostanie przetestowana w październiku, kiedy to odbędą się wybory prezydenckie, w których zmierzą się urzędujący Lula i Flavio Bolsonaro. Przez pewien czas bardziej prawdopodobne zdawało się zwycięstwo Luli. Teraz natomiast można obserwować systematycznie rosnącą popularność Bolsonaro, który niedawno po raz pierwszy wyprzedził w sondażach urzędującego prezydenta. Zdaje się, więc, iż póki co jedynie lewica w Kolumbii i Meksyku może czuć się w miarę spokojnie. Wskaźniki poparcia dla urzędującej Claudii Sheinbaum utrzymują się na poziomie około 70%, natomiast sondaże wyborcze z Kolumbii zapowiadają zwycięstwo Ivána Cepedy, który aktywnie wspierany jest przez rządzącego Gustavo Petro. Najbliższe miesiące mogą przesądzić więc o tym, czy w kontekście Ameryki Łacińskiej będzie można mówić o „niebieskiej fali 2.0” czy też kolejnym natarciu lewicy.

Marianna CZMOCHOWSKA

Читать всю статью