W niedzielę 13 września jeden z kilkunastu rosyjskich dronów odrzutowych Geran-5 uderzył kilometr od granicy z Polską, a drugi 5 kilometrów od niej. Poinformował o tym szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona, ale wojsko uruchomiło lotnictwo i utrzymywało obronę w gotowości.
Dwa uderzenia tuż przy Polsce
Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał, iż polskie systemy wykryły nad ranem atak kilkunastu odrzutowych dronów Geran-5 na zachodniej Ukrainie. Według informacji podanej przez szefa MON jeden bezzałogowiec uderzył kilometr od polskiej granicy, a kolejny 5 kilometrów od niej. Granica państwowa i przestrzeń powietrzna Rzeczypospolitej nie zostały naruszone.
Same odległości nie pozwalają jednak traktować niedzielnego ataku jak odległego epizodu wojny. Kilometr to dystans, na którym skutki błędu, awarii albo zmiany toru lotu mogą gwałtownie stać się polskim problemem. Rosja znów prowadziła uderzenia w bezpośrednim sąsiedztwie NATO. Odpowiedzią musi być spokój, ale także pełna gotowość.
F-16, śmigłowce i samolot SAAB w gotowości
Po godzinie 4 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało o działaniach polskiego lotnictwa wojskowego. Powodem była aktywność rosyjskich bezzałogowców atakujących cele na Ukrainie. Polskiego nieba pilnowały myśliwce F-16, śmigłowce oraz samolot rozpoznania powietrznego SAAB.
Przed godziną 10 operowanie myśliwców zakończono. Wojsko ponownie potwierdziło, iż nie doszło do naruszenia przestrzeni powietrznej RP. To istotny komunikat dla mieszkańców terenów przygranicznych: państwo obserwowało zagrożenie i uruchomiło środki, które miały zapewnić możliwość reakcji. Dzień wcześniej polska obrona powietrzna również została postawiona w podwyższonej gotowości z powodu ataków na zachodniej Ukrainie.
Zakończenie operacji po kilku godzinach nie oznaczało bagatelizowania sytuacji. Przeciwnie, wojsko utrzymywało nadzór do czasu, gdy można było potwierdzić brak naruszenia polskiego nieba. Taki standard powinien obowiązywać przy każdym rosyjskim uderzeniu prowadzonym blisko granicy, bez luk w obserwacji i bez zwłoki w decyzjach.
Rosja zmienia sposób użycia dronów
Kosiniak-Kamysz ocenił, iż Rosjanie modyfikują taktykę. Coraz częściej wysyłają po kilka odrzutowych dronów, aby angażować i obciążać ukraińską obronę powietrzną. Dla Polski oznacza to konieczność śledzenia niewielkich grup szybkich celów pojawiających się blisko granicy. Liczy się czas wykrycia, sprawny obieg informacji i gotowość środków bojowych.
Niedzielny incydent trzeba oceniać także przez doświadczenie z 10 września 2025 roku. Wówczas szef MON poinformował w Sejmie o 19 naruszeniach polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony. Część obiektów została zestrzelona przez siły polskie i sojusznicze. Tamto zdarzenie pokazało, iż scenariusz wejścia bezzałogowców nad Polskę nie jest teoretyczny.
Rosyjskie drony naruszały już polską przestrzeń powietrzną. Dlatego obecne procedury muszą uwzględniać doświadczenia z realnego wtargnięcia, a nie wyłącznie założenia ćwiczeń.
Polska potrzebuje własnej, szczelnej obrony
Sojusznicze wsparcie ma znaczenie, ale odpowiedzialność za ochronę polskiego terytorium spoczywa przede wszystkim na państwie polskim. Potrzebujemy ciągłego rozpoznania, zapasu środków zwalczania dronów i jasnych procedur ostrzegania ludności. Każdy alarm powinien również służyć sprawdzeniu, gdzie system działa sprawnie, a gdzie wymaga wzmocnienia.
Stawka jest konkretna: życie Polaków, bezpieczeństwo miejscowości przygranicznych i nienaruszalność terytorium Rzeczypospolitej. Brak naruszenia granicy tej nocy to dobra wiadomość. Dwa uderzenia tak blisko Polski są zarazem ostrzeżeniem, którego odpowiedzialne państwo nie może zlekceważyć.
Źródło: Radio Maryja, Sejm RP.
Źródło: Radio Maryja













