Rosyjskie drony kilometr od Polski. Atak na pociąg przy Dorohusku

dzienniknarodowy.pl 13 часы назад
Zdjęcie: Rosyjskie drony kilometr od Polski. Atak na pociąg przy Dorohusku


Rosyjskie drony zaatakowały 13 września okolice przejścia Dorohusk-Jagodzin; jeden uderzył około 1 km, a drugi 5 km od polskiej granicy. Trafiona została lokomotywa pociągu relacji Kijów-Warszawa, ale nikt nie odniósł obrażeń. Polska poderwała lotnictwo, nie stwierdzając naruszenia przestrzeni powietrznej. To bezpośredni test bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO.

Uderzenie przy przejściu Dorohusk-Jagodzin

Rosyjskie drony zaatakowały w niedzielę 13 września infrastrukturę po ukraińskiej stronie granicy z Polską. Szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha poinformował o uderzeniach w rejonie przejścia Dorohusk-Jagodzin. Ocenił, iż terror Władimira Putina puka do drzwi Unii Europejskiej i NATO.

Jeden z dronów trafił w lokomotywę pociągu pasażerskiego kursującego na trasie Kijów-Warszawa. Ukraiński przewoźnik kolejowy podał, iż nikt nie został ranny, ponieważ załoga otrzymała wcześniej ostrzeżenie o zagrożeniu. W rejonie ataku doszło również do pożaru stacji paliw i uszkodzenia kilku ciężarówek.

Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał, iż jeden z dronów uderzył około kilometra od polskiej granicy, a drugi około pięciu kilometrów od niej. Polska uruchomiła środki lotnicze, w tym samoloty F-16, śmigłowce oraz samolot rozpoznawczy SAAB. Po zakończeniu działań minister poinformował, iż nie stwierdzono naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.

Polska reakcja była konieczna

Brak naruszenia granicy nie oznacza braku zagrożenia. Uderzenia w odległości liczonej w pojedynczych kilometrach od terytorium Rzeczypospolitej wymagają pełnej gotowości radarów, lotnictwa i obrony przeciwlotniczej. Polska podniosła gotowość już podczas nocnego ataku, zanim znane były wszystkie skutki uderzeń po stronie ukraińskiej.

Uruchomienie lotnictwa kosztuje, obciąża personel i pokazuje, iż wojna na Ukrainie bezpośrednio wpływa na codzienne funkcjonowanie polskiego systemu bezpieczeństwa. Taka reakcja jest jednak obowiązkiem państwa. Każdy obiekt zbliżający się do granicy musi być wykryty, sklasyfikowany i w razie potrzeby przechwycony. Tu nie ma miejsca na polityczne uspokajanie dla samego uspokajania.

Wcześniejsza relacja o rosyjskim ataku pod Dorohuskiem opisywała poderwanie polskich myśliwców i uruchomienie alarmów. Najnowsze informacje dopowiadają skalę ryzyka: celem stała się infrastruktura transportowa obsługująca połączenie z Warszawą, a uderzenia nastąpiły tuż przy polskim terytorium.

Rosja naciska na szlaki łączące Ukrainę z Europą

Atak przy Jagodzinie nie jest odosobnionym incydentem. W ostatnich tygodniach rosyjskie uderzenia dotykały także ukraińskich przejść granicznych z Rumunią i Mołdawią. 9 września ukraińskie MSZ informowało o ataku na przejście Starokozacze przy granicy z Mołdawią, w którym zginęły dwie osoby, a trzy zostały ranne.

Powtarzalność takich działań wskazuje na presję wymierzoną w cywilne i logistyczne połączenia Ukrainy z państwami europejskimi. Kolej, drogi oraz przejścia graniczne są potrzebne pasażerom, handlowi i dostawom. Ich paraliż uderza w zwykłych ludzi, a równocześnie wystawia na próbę determinację państw wspierających Kijów.

Sybiha ujął sprawę w ostrych słowach, ale geografia daje im realną podstawę. Dorohusk-Jagodzin nie jest odległym punktem na mapie wojny. To bezpośrednie sąsiedztwo Polski, istotny korytarz transportowy i odcinek granicy zewnętrznej Unii Europejskiej oraz NATO.

Stawką jest bezpieczeństwo Polaków

Polska nie może przyzwyczaić się do rosyjskich uderzeń tuż za granicą. Potrzebne są stałe dyżury, sprawne rozpoznanie i jasne procedury współpracy wojska ze służbami cywilnymi. Mieszkańcy Lubelszczyzny mają prawo wiedzieć, jak państwo ostrzega ich o zagrożeniu i jak zabezpiecza ruch na przejściach granicznych.

Wsparcie dla broniącej się Ukrainy wynika w tym przypadku z twardego realizmu. Rosja przesuwa przemoc coraz bliżej terytorium sojuszu, sprawdzając czas reakcji i odporność infrastruktury. Polska musi jednocześnie pilnować własnych interesów w relacjach z Kijowem, w tym prawdy historycznej i spraw gospodarczych, ale agresora w tej wojnie trzeba nazywać bez krętactwa. Jest nim Federacja Rosyjska.

Najważniejszy wniosek jest prosty. Granica nie została naruszona, ale bezpieczeństwo Polski zostało wystawione na kolejny poważny test. Odpowiedzią musi być gotowość, a nie oswojenie zagrożenia.

Źródło: Polskie Radio Zachód, El País, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy

Źródło: Polskie Radio Zachód

Читать всю статью