W nocy z 22 na 23 września Rosja zaatakowała Ukrainę 161 dronami. Polska uruchomiła procedury bezpieczeństwa, a mieszkańcy województwa lubelskiego otrzymali alert RCB. Wojsko postawiło obronę powietrzną i rozpoznanie radiolokacyjne w stan gotowości. Dla Polaków oznacza to realne zabezpieczenie wschodniej granicy przed skutkami rosyjskiej agresji.
Rosyjski atak uruchomił polskie procedury
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, iż poprzez Centrum Operacji Powietrznych uruchomiło siły i środki pozostające w jego dyspozycji. Naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości. Wojsko monitorowało sytuację i deklarowało zdolność do natychmiastowej reakcji.
Działania miały charakter prewencyjny. Nie podano informacji o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej. To ważne rozróżnienie: państwo nie ogłosiło, iż Polska została zaatakowana, ale przygotowało obronę na wypadek, gdyby rosyjskie środki napadu powietrznego stworzyły zagrożenie po naszej stronie granicy.
Do odbiorców w województwie lubelskim trafił alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Komunikat informował o rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainę, monitorowaniu sytuacji i operowaniu polskiego lotnictwa w przestrzeni Rzeczypospolitej. Mieszkańcy mieli oczekiwać dalszych informacji. RCB publikuje aktualne komunikaty ostrzegawcze w swoim oficjalnym serwisie.
Polska odpowiedź obejmuje kilka następujących po sobie działań. Radary wykrywają i śledzą obiekty, dowództwo ocenia ich tor, a jednostki obrony pozostają gotowe do wykonania rozkazu. Sprawny łańcuch decyzji ma znaczenie równie duże jak sam sprzęt. Przy zagrożeniu przemieszczającym się w powietrzu czas liczony jest w minutach, dlatego komunikaty dla ludności muszą być szybkie i jednoznaczne.
161 dronów w ciągu jednej nocy
Według danych ukraińskich Sił Powietrznych, przytoczonych rano 23 września, Rosja użyła 161 bezzałogowców różnych typów, w tym maszyn odrzutowych. Strona ukraińska podała, iż obrona powietrzna zestrzeliła lub zakłóciła 122 cele. Liczby te pochodzą z komunikatu ukraińskiego wojska i powinny być traktowane jako dane strony uczestniczącej w wojnie.
Skala nalotu pokazuje metodę działania Rosji. Duża liczba dronów ma obciążać obronę przeciwlotniczą i utrzymywać ludność pod ciągłą presją. Gdy ataki obejmują zachodnią część Ukrainy, zagrożenie przestaje być odległym problemem. Każdy błąd nawigacji, awaria albo zmiana toru lotu może wymusić reakcję polskich służb.
Wschodnia granica wymaga stałej osłony
Dzień wcześniej MSWiA informowało, iż sześć przejść granicznych w województwach lubelskim i podkarpackim pozostaje w stanie podwyższonej gotowości. Ograniczono tam liczbę osób i pojazdów mogących jednocześnie przebywać na przejściu, a obecność wojska ma skrócić czas reakcji. Polskie służby wzmacniają granicę z Ukrainą, bo wojna toczy się coraz bliżej terytorium Rzeczypospolitej.
To nie jest powód do paniki. Jest to powód do wymagania od państwa sprawnych radarów, gotowej obrony powietrznej, jasnych alertów i szybkiego obiegu informacji. BBN ostrzegało już przed zagrożeniem dla szlaków pomocy na Ukrainę. Rosja sprawdza odporność państw regionu regularnością uderzeń i presją wywieraną tuż przy ich granicach.
Dla Polski stawka jest konkretna: bezpieczeństwo mieszkańców wschodnich województw, nienaruszalność przestrzeni powietrznej i wiarygodność wojska. Pomoc Ukrainie w obronie przed rosyjską agresją służy także polskiemu interesowi, ale nie zwalnia Warszawy z twardego pilnowania własnego terytorium. Gotowość musi być trwałą zdolnością państwa, a nie reakcją uruchamianą dopiero po alarmie.
Źródła: Gazeta.pl, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości











