Jedna osoba zmarła spośród 12 rannych po rosyjskim ataku na Kijów 15 września; wśród poszkodowanych było dwoje dzieci. Uderzenia i odłamki wywołały pożary oraz uszkodziły stacje paliw, magazyny i zabudowę niemieszkalną. Dla Polski to kolejny dowód, iż rosyjska presja na region nie słabnie.
Nocny atak na stolicę Ukrainy
Rosja zaatakowała Kijów nocą i nad ranem 15 września. W mieście kilkakrotnie ogłaszano alarm powietrzny. Służby kierowano do kolejnych dzielnic, gdzie odnotowano uderzenia bezzałogowców lub upadki ich szczątków. Ratownicy gasili pożary i zabezpieczali uszkodzone obiekty.
Pierwsze doniesienia mówiły o 12 rannych, w tym dwojgu dzieciach. Później kijowski departament zdrowia przekazał, iż jeden z ciężko rannych pacjentów zmarł w szpitalu. Według stanu na godz. 17 sześć osób pozostawało w szpitalach. Dwie z nich były w stanie ciężkim, a cztery w stanie średnim. Pięciu osobom udzielono pomocy ambulatoryjnie lub na miejscu.
Władze miejskie informowały o trafieniach w różnych częściach Kijowa. W dzielnicy obołońskiej ucierpiały pomieszczenia magazynowe. W dzielnicach darnickiej i hołosijiwskiej atak dotknął stacje paliw, a w rejonie sołomiańskim zabudowę niemieszkalną. Skala szkód była ustalana przez służby.
Ratownicy pracowali w kilku dzielnicach
Każde miejsce uderzenia wymagało odrębnego zabezpieczenia. Strażacy walczyli z ogniem, medycy przewozili rannych, a służby miejskie oceniały stan infrastruktury. W takich warunkach zagrożeniem pozostaje sam atak, pożary oraz szczątki zestrzelonych maszyn spadające na gęsto zabudowane miasto.
To kolejny rosyjski atak na ukraińską stolicę w krótkim czasie. Alarmy w Kijowie są już stałym elementem życia mieszkańców, ale powtarzalność uderzeń nie może odbierać im ludzkiego wymiaru. Za bilansem stoją rodziny czekające na informacje ze szpitali, ludzie pozbawieni poczucia bezpieczeństwa i ratownicy pracujący pod presją następnego alarmu.
Polskie doświadczenie ostatnich dni pokazuje również, iż rosyjskie działania nie zamykają się w granicach obszaru bezpośrednich walk. Po wcześniejszym ataku na Kijów zginęli mieszkańcy, gdy w mieście przebywał polski minister spraw zagranicznych. Rosyjskie drony i rakiety zmuszają też państwa sąsiednie do podnoszenia gotowości obrony powietrznej.
Bezpieczeństwo cywilów pozostaje najważniejsze
Ofiarą ataków na miasta jest codzienne życie. Magazyn, stacja paliw czy budynek użytkowy mogą znajdować się obok domów, szkół i dróg, którymi poruszają się mieszkańcy. Dlatego każdy nocny alarm oznacza konieczność zejścia do schronu, przerwanie snu i oczekiwanie na komunikat o ustaniu zagrożenia.
Rosja odpowiada za uderzenia prowadzone przeciwko Ukrainie. Wobec śmierci człowieka i ran odniesionych przez cywilów potrzebne są powaga oraz jasne nazwanie sprawcy. Dla Polski wniosek jest praktyczny: obrona powietrzna, system ostrzegania i sprawne służby ratunkowe muszą pozostać priorytetem. Wojna za wschodnią granicą stale przypomina, iż bezpieczeństwa ludności nie wolno odkładać na później.
Źródła: Interia Wydarzenia, Portal miasta Kijowa, Departament Zdrowia Miasta Kijowa
Źródło: Interia Wydarzenia

















