Ambasada Rosji w Warszawie 17 września, w 87. rocznicę sowieckiej napaści na Polskę, powtórzyła tezę, iż wejście Armii Czerwonej miało chronić mieszkańców wschodnich ziem II RP przed ludobójstwem. To próba odwrócenia roli agresora i ofiary. Polska odpowiedź musi być jasna: tajny układ z Hitlerem, najazd i późniejsze represje są faktami.
Rosyjska placówka powtarza sowiecką wersję
W rocznicę napaści Związku Sowieckiego na Polskę rosyjska ambasada w Warszawie rozpowszechniła oświadczenie dotyczące wkroczenia Armii Czerwonej na wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej. Według relacji WP Wiadomości placówka przekonywała, iż działania Sowietów miały rzekomo "uchronić przed ludobójstwem" ludność tych terenów.
To język usprawiedliwienia, nie opis historii. 17 września 1939 roku Armia Czerwona przekroczyła granicę państwa polskiego, które od 1 września broniło się przed Niemcami. Związek Sowiecki nie niósł Polsce ochrony. Realizował uzgodniony wcześniej podział stref wpływów i wykorzystał dramatyczne położenie Rzeczypospolitej.
Rosyjski komunikat nie pojawił się w próżni. MSZ Rosji również negowało charakter sowieckiej agresji, próbując przedstawić Moskwę jako stronę niesłusznie oskarżaną. To stały mechanizm: najpierw podważyć nazwę zbrojnego najazdu, potem nadać mu pozór moralnego obowiązku.
Pakt, najazd i represje
23 sierpnia 1939 roku III Rzesza i Związek Sowiecki zawarły pakt Ribbentrop-Mołotow. Tajny protokół wyznaczał niemiecką i sowiecką strefę wpływów w Europie Środkowej. Po ataku Niemiec od zachodu Sowieci uderzyli od wschodu, dopełniając rozbioru polskiego państwa.
W liście na obchody 87. rocznicy agresji prezydent Karol Nawrocki przypomniał, iż podstawą współdziałania obu totalitaryzmów był tajny protokół do układu o nieagresji. Wskazał też na los mieszkańców wschodnich ziem Polski: prześladowania, pozbawianie praw, wywózki, więzienia i mordy.
Za Armią Czerwoną przyszedł aparat terroru. Polscy obywatele zostali poddani represjom i deportacjom, a oficerowie oraz przedstawiciele elit trafili do niewoli. Późniejsza zbrodnia katyńska pozostaje jednym z najcięższych symboli tej okupacji. Opowiadanie o ochronie mieszkańców z pominięciem tych faktów jest próbą wymazania skutków sowieckiej przemocy.
Propaganda uderza w polską pamięć
Rosja chce, by spór dotyczył słów, a nie odpowiedzialności. Gdy agresję nazywa się operacją ochronną, można łatwiej usprawiedliwiać imperialną politykę także dzisiaj. Podobny zabieg stosuje reżim Aleksandra Łukaszenki, który 17 września przedstawia jako akt sprawiedliwości historycznej.
Stawką dla Polski jest suwerenność własnej pamięci. Naród, który pozwala obcemu państwu opisywać najazd jako ratunek, traci język potrzebny do obrony prawdy o sobie. Nie chodzi o rytualny spór dyplomatyczny. Chodzi o to, czy młode pokolenie będzie rozumiało, iż II Rzeczpospolita padła ofiarą dwóch totalitaryzmów.
Polska nie potrzebuje w tej sprawie przesady ani propagandowej odpowiedzi. Wystarczą dokumenty, chronologia i świadectwa ofiar. Rosyjska ambasada może powtarzać sowieckie formuły, ale nie zmieni faktu, iż 17 września 1939 roku Związek Sowiecki dokonał zbrojnej agresji na Polskę. Państwo polskie ma obowiązek mówić o tym spokojnie, twardo i bez ustępstw.
*Źródło: WP Wiadomości*
Źródło: WP Wiadomości










