Wonsan Kalma to nadmorski kurort w Korei Północnej, który został otwarty w czerwcu 2025 roku. Tworząc go, wzorowano się podobno na hiszpańskim Benidormie. Ośrodek gwałtownie stał się wizytówką turystyczną reżimu, a oficjalna propaganda nazywała go "preludium nowej ery". Jego budowę rozpoczęto w 2018 roku z inicjatywy samego Kim Dzong Una. Otwarcie opóźniła pandemia koronawirusa.
REKLAMA
Zobacz wideo Moda na odcięcie się kobiet od mężczyzn przenosi się z Korei do USA:
Wonsan Kalma, czyli północnokoreański kurort popularny wśród turystów z Rosji
Kurort ma do dyspozycji 40 hoteli, które mogą pomieścić do 20 tysięcy gości. Poza tym w jego skład wchodzą także centra handlowe, restauracje, obiekty sportowe, teatry oraz duży park wodny ze zjeżdżalniami i basenami. Wszystkie te udogodnienia są eksponowane w oficjalnym reżimowym przekazie.
Jak tłumaczył w rozmowie z BBC Andrei Lankow, koreanista z Uniwersytetu Kookmin w Seulu, Korea Północna pilnie potrzebowała dewiz i dlatego postawiła na turystykę. Zgodnie z oficjalnym przekazem północnokoreańskiej propagandy ośrodek miał być miejscem "rekreacji i regeneracji dla wszystkich obywateli". Jak łatwo się domyślić, przeciętnych mieszkańców reżimu nie stać na takie wakacje. Dlatego wypoczywają tam tylko najzamożniejsi i elita partyjna.
Wonsan Kalma odwiedziło już prawie 10 tysięcy osób. I, jak informuje "The Times", ponad połowa wizyt miała charakter turystyczny. Okazuje się, iż miejsce cieszy się ogromną popularnością wśród Rosjan, którzy jako jedyni z zagranicznych turystów mogą odwiedzać Koreę Północną.
Spędziła czas w Wonsan Kalma. Opowiedziała o "troskliwej opiece"
Reżim północnokoreański, by zachęcić turystów z Rosji do spędzenia urlopu w Wonsan Kalma, rozpoczął w ubiegłym roku akcję promocyjną. Jednym z pierwszych gości ośrodka był rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Poza tym pojawili się tam rosyjscy blogerzy podróżniczy. Jak wiadomo, tego typu relacje w mediach społecznościowych są zwykle opłacane i mają kilka wspólnego z obiektywizmem. Trudno więc spodziewać się relacji pokazujących prawdziwą rzeczywistość mieszkańców Korei Północnej.
Jedną z internetowych twórczyń, która wybrała się do kurortu Kim Dzong Una, była Daria Zubkova. Jak poinformowała, w czasie pobytu w Korei Północnej rzadko kiedy była sama. Nie jest tajemnicą, iż każda podróż do tego kraju odbywa się pod ścisłym nadzorem służb państwowych. Jednak Zubkova postanowiła przedstawić ten aspekt w jak najbardziej łagodnej formie i tak, by stawiał północnokoreański w pozytywnym świetle.
- choćby na plaży ktoś z nami spacerował, jednak nie wyglądało to jak konwój czy ochrona, a bardziej jak troskliwa opieka. Wyjaśniają, iż martwią się, byśmy się nie zgubili czy coś w tym stylu - twierdziła Rosjanka.
Urlopy w Korei Północnej zaczęły być promowane także w tradycyjnych rosyjskich mediach. - Kurort jest naprawdę imponujący. Ma przyzwoite hotele z trzema posiłkami dziennie, infrastruktura pozwala na komfortowy wypoczynek - zachwalała reżimowy ośrodek w rozmowie z portalem Gazieta.ru Inna Muchina, dyrektor generalna biura podróży Wostok-Intur, które organizuje podróże do Korei Północnej.
Jak wyglądała budowa kurortu? Kobiety przestały miesiączkować
Nie tylko samo funkcjonowanie kurortu budzi wątpliwości i kontrowersje. W serwisie podroze.gazeta.pl pisaliśmy, jak miała wyglądać jego budowa. Jak podaje bbc.com, budowa kurortu związana była z pracą przymusową. Na miejsce wysyłano tzw. brygady uderzeniowe, a robotnicy przez wiele godzin pracowali w trudnych warunkach z niskim wynagrodzeniem. Wiele osób straciło życie i podupadło na zdrowiu. - Widziałem kobiety, które były tak wyczerpane fizycznie i tak źle się odżywiały, iż przestały miesiączkować. [...] Zasadą działania brygad było to, iż bez względu na wszystko trzeba było wykonać zadanie, choćby jeżeli miało to kosztować życie - wyjawił Cho Chung Hui, jeden z pracowników.
Czy chciałabyś/chciałbyś odwiedzić Koreę Północną? Zachęcamy do udziału w sondzie i komentowania artykułu.













