Rosjanie używający pseudonimów Goga i Erik uciekli z armii Putina i dołączyli do Legionu Wolność Rosji walczącego po stronie Ukrainy. W reportażu Sky News opublikowanym 31 sierpnia Goga wezwał dawnych kolegów do ucieczki. Dla Polski to istotny sygnał: rosyjski reżim nie ma pełnej kontroli nad własnymi żołnierzami.
Rosjanie przeciwko armii Putina
Goga i Erik służyli wcześniej w rosyjskich siłach zbrojnych. Dziś walczą przeciwko nim w Legionie Wolność Rosji, formacji utworzonej w 2022 roku po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji na Ukrainę. W rozmowie ze Sky News wystąpili pod pseudonimami, co jest zrozumiałe ze względu na charakter służby i grożące im w Rosji konsekwencje.
Legion działa u boku wojsk ukraińskich, prowadząc rozpoznanie i uderzenia na rosyjskie pozycje. Dokładna liczebność jednostki pozostaje tajna. Według reportażu przypuszcza się, iż w jej szeregach służą setki osób. Tego szacunku nie należy przedstawiać jako oficjalnej liczby. Wojna informacyjna wymaga takiej samej dyscypliny jak pole walki.
Pożar na okręcie Sierpuchow
Goga wychował się w Królewcu i służył jako radiooperator na rosyjskim okręcie rakietowym Sierpuchow należącym do Floty Bałtyckiej. Jednostka typu Bujan-M przenosiła pociski Kalibr i Cyrkon. Mężczyzna powiedział Sky News, iż sprzeciwiał się wojnie, próbował przekonywać kolegów, a po odmowie odejścia ze służby skontaktował się z Legionem.
Według szczegółowej relacji Sky News Goga zgromadził paliwo, wzniecił pożar w przedziale łączności i zabrał tajne dokumenty. Następnie ruszył w stronę granicy litewskiej. Pożar miał wyłączyć okręt z działań na kilka miesięcy. To relacja uczestnika operacji przedstawiona przez brytyjską stację, a nie niezależnie ujawniona dokumentacja wojskowa.
Zapytany, co powiedziałby rosyjskim żołnierzom, Goga odpowiedział krótko: „Uciekajcie, głupcy. Zginiecie”. Dodał, iż Władimir Putin powinien stanąć przed sądem na Ukrainie. W tych słowach nie ma romantycznej legendy. Jest ostrzeżenie człowieka, który zna rosyjską armię od środka.
Erik przeszedł przez pole minowe
Erik pochodzi z rejonu Bajkału. Jak opowiedział dziennikarzom, wiosną 2023 roku został zmobilizowany wbrew swojej woli, a później trafił do 123. brygady szturmowej. Już podczas służby zbierał informacje, które mogły zainteresować stronę ukraińską, i nawiązał kontakt z programem „Chcę żyć”, prowadzonym przez ukraiński wywiad dla rosyjskich żołnierzy gotowych się poddać.
Droga na drugą stronę frontu prowadziła przez pole minowe. Erik miał też przeprowadzić dwóch rannych Ukraińców, zapewniając im rosyjskie mundury, dokumenty i wyposażenie ochronne. Po dotarciu do pozycji ukraińskich dołączył do Legionu. Obecnie, według Sky News, dowodzi zespołem rozpoznawczym wykorzystującym drony.
Pęknięcie w kremlowskiej opowieści
Dowódcą i rzecznikiem Legionu jest Maksimilian Andronnikow, używający pseudonimu Cezar. Formacja przedstawia się jako antyautorytarna i demokratyczna, choć skupia ludzi o różnych poglądach. Łączy ich sprzeciw wobec reżimu Putina i rosyjskiego imperializmu. Dla Kremla sama obecność Rosjan walczących po stronie Ukrainy jest ciosem propagandowym, bo podważa opowieść o jednomyślnym poparciu społeczeństwa dla wojny.
Polska zna cenę rosyjskiego imperializmu i nie może pozwolić sobie na naiwność. Każdy dezerter musi być sprawdzany przez służby, ponieważ wojna sprzyja prowokacjom i operacjom pod fałszywą flagą. Jednocześnie rozpad posłuszeństwa w armii agresora leży w interesie naszego bezpieczeństwa. Osłabia państwo, które prowadzi działania informacyjne wymierzone także w Polskę i od lat używa siły jako narzędzia polityki.
Historia Gogi i Erika nie dowodzi masowego buntu w Rosji. Pokazuje jednak, iż wybór istnieje choćby w państwie represyjnym: można odmówić udziału w agresji, uciec i wystąpić przeciwko systemowi. Dla Polaków stawka jest konkretna. Każda wyrwa w rosyjskiej machinie wojennej oznacza mniejszą presję na wschodnią flankę NATO, ale polska polityka musi pozostać trzeźwa, samodzielna i oparta na pracy własnych służb.
Źródło: Interia Wydarzenia














