Tuż po ogłoszeniu przez Dowództwo Europejskie sił USA, iż tankowiec Bella 1, pływający w tej chwili jako Marinera pod rosyjską banderą, został zajęty na północnym Atlantyku, w Moskwie podniósł się alarm. Rosyjskie ministerstwo transportu wydało pilny, oficjalny komunikat, w którym oskarżyło Stany Zjednoczone o naruszenie prawa morskiego. W oświadczeniu podkreślono, iż na pokładzie znajdują się obywatele Rosji, a więc Waszyngton ponosi pełną odpowiedzialność za sposób prowadzenia operacji i dalszy los załogi.
Rosja formułuje konkretne żądania. Domaga się, by wszyscy rosyjscy marynarze mieli zapewnione humanitarne i godne traktowanie, by respektowano ich prawa i interesy, a także by nie utrudniano im szybkiego powrotu do ojczyzny. Politycy z obozu władzy idą jeszcze dalej. Andriej Kliszas, poseł prezydenckiej Jednej Rosji, nazwał amerykańską interwencję "jawnym piractwem", starając się wpisać całą sprawę w szerszą narrację o rzekomym nadużywaniu siły przez USA na morzach świata.
Marinera – z floty cieni pod rosyjską banderą
Tankowiec, o który toczy się spór, ma długą i burzliwą historię. Pod wcześniejszą nazwą Bella 1 przez lata należał do tzw. floty cieni – nieformalnej sieci jednostek przewożących ropę z państw objętych zachodnimi sankcjami, przede wszystkim z Wenezueli, Rosji i Iranu.
Tego typu statki regularnie zmieniają właścicieli, bandery i nazwy, by utrudnić śledzenie ich działalności i prawdziwego pochodzenia ładunku. Bella 1 trafiła na amerykańską listę sankcyjną już w połowie 2024 r. Według władz USA jednostka nie tylko woziła ropę objętą restrykcjami, ale także pływała pod fałszywą banderą i była objęta sądowym nakazem zajęcia.
W momencie, gdy z fazy zakulisowych nacisków przeszło się do otwartych działań militarnych wobec Wenezueli, a prezydent Nicolas Maduro został zatrzymany, ruchy tego konkretnego tankowca znalazły się pod lupą zachodnich służb i analityków. Właśnie wtedy Bella 1 zniknęła z radarów pod tą nazwą, by niedługo powrócić jako Marinera pod rosyjską banderą.
Pościg od wybrzeży Wenezueli po północny Atlantyk
To, co dziś kończy się dyplomatyczną awanturą, zaczynało się jak klasyczna gra w kotka i myszkę na morzu. Po tym, jak Amerykanie podjęli próbę przejęcia jednostki u wybrzeży Wenezueli, tankowiec obrał kurs na północ, starając się oddalić od regionu objętego szczególnie ścisłym nadzorem.
Przez kolejne tygodnie Marinera przemieszczała się przez Atlantyk, a jej położenie było na bieżąco śledzone z użyciem systemów monitorowania ruchu statków i środków rozpoznania. Do obserwacji rejonu zaangażowano m.in. okręt amerykańskiej Straży Przybrzeżnej oraz samoloty patrolowe, które miały utrzymywać kontakt wzrokowy z jednostką i raportować każdy jej manewr.
Wraz z kolejnymi komunikatami napięcie rosło. Sprawa przestała być już tylko technicznym sporem o konkretne naruszenie sankcji, a stała się kolejnym elementem szerszego zderzenia interesów USA i Rosji. Tym razem na szlakach naftowych.
Rosyjska eskorta w drodze, Amerykanie przyspieszają
Na reakcję Moskwy nie trzeba było długo czekać. Rosyjskie władze wysłały w stronę Marinery jednostki Floty Północnej z zadaniem przejęcia tankowca pod swoją eskortę i doprowadzenia go do portu w Murmańsku. Rosyjskie media pisały też o wysyłaniu myśliwców w rejon lotów zachodnich maszyn patrolowych, tak by utrudniać im poszukiwanie okrętów osłaniających statek.
To właśnie perspektywa zbliżającej się rosyjskiej eskorty okazała się punktem krytycznym. Kulminacja nastąpiła 7 stycznia na północnym Atlantyku. Zanim rosyjskie okręty zdążyły dołączyć do Marinery, amerykańskie wojska wspólnie z US Coast Guard zdecydowały się na abordaż.
Do szturmu doszło na pełnym morzu, pomiędzy Szkocją a Islandią. Operacja miała charakter błyskawiczny: zamiast czekać na rozwój wydarzeń, Waszyngton postanowił wykorzystać moment, w którym tankowiec wciąż był bez fizycznej osłony rosyjskiej marynarki wojennej.
USA powołują się na nakaz sądu i sankcje naftowe
W swoim komunikacie Dowództwo Europejskie USA podkreśliło, iż zajęcie tankowca Bella 1/Marinera na północnym Atlantyku odbyło się na podstawie nakazu wydanego przez sąd federalny. Jednostkę zlokalizowano z pokładu okrętu USCGC Munro, a cała operacja miała być była częścią szerszej kampanii przeciwko transportom ropy objętej sankcjami, prowadzonym nie tylko w pobliżu samej Wenezueli, ale w zasadzie na wszystkich najważniejszych szlakach.
Z perspektywy Waszyngtonu Marinera nie jest zwykłym tankowcem, ale symbolem schematu, w którym flota cieni omija restrykcje, zapewniając reżimom dostęp do dochodów z ropy. Stąd tak demonstracyjny charakter akcji – od śledzenia statku na niemal całym Atlantyku, po ostateczny abordaż na otwartych wodach.
Rosja przedstawia tę samą sekwencję wydarzeń zupełnie inaczej. W jej ujęciu mamy do czynienia z legalnie pływającą jednostką pod rosyjską banderą, poruszającą się po wodach międzynarodowych "w pełnej zgodzie z prawem morskim", która stała się celem "nieproporcjonalnie agresywnych" działań USA i NATO.









