Leonid Słucki, szef Komisji Spraw Zagranicznych rosyjskiej Dumy, 8 września zażądał od Armenii faktycznego wyboru między Unią Europejską a Eurazjatyckim Związkiem Gospodarczym. Ostrzegł Erywań przed utratą rynku i wieloletnim oczekiwaniem na członkostwo w UE. Dla Polski to kolejny dowód, iż Moskwa traktuje handel jako narzędzie politycznego podporządkowania sąsiadów.
Rosyjski polityk żąda jednoznacznego wyboru
Leonid Słucki, lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji i przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Państwowej, powiedział agencji TASS, iż Armenia nie może jednocześnie korzystać z członkostwa w Eurazjatyckim Związku Gospodarczym i zmierzać ku integracji z Unią Europejską. Jego wypowiedź została opublikowana 8 września.
Słucki ocenił, iż premier Nikol Paszynian wybrał europejski kierunek bez prawnych gwarancji wzajemności. Zapowiedział zarazem długie oczekiwanie w unijnej poczekalni i przeciwstawił mu korzyści handlowe wynikające z obecności Armenii w bloku gospodarczym kierowanym przez Rosję. To nie była chłodna analiza. Było to polityczne ostrzeżenie wysłane przez przedstawiciela rosyjskiej władzy.
Handel jako środek nacisku
Słowa padły w czasie realnej presji ekonomicznej. Jak podał serwis Kresy.pl, od 22 maja Rosja objęła embargiem kwiaty z Armenii, a od 30 maja także armeńskie truskawki i wybrane warzywa. Kolejne ograniczenia dotknęły od 1 czerwca między innymi winogrona, wiśnie, czereśnie, morele, śliwki, brzoskwinie i nektarynki. Dwa dni później Moskwa wprowadziła czasowe restrykcje obejmujące następne owoce, bakłażany, ziemniaki i suszone owoce.
Rosja przedstawia Eurazjatycki Związek Gospodarczy jako przestrzeń współpracy, ale w chwili politycznego sporu natychmiast sięga po dostęp do rynku. Taka metoda jest dobrze znana państwom dawnego imperium. Gospodarcza zależność ma gwarantować lojalność, a próba samodzielnej polityki otrzymuje cenę wymierzoną w eksporterów i całe branże.
Erywań między dwoma ośrodkami siły
Armenia stoi przed wyborem trudnym, ale należącym wyłącznie do jej obywateli i władz. Zbliżenie z Brukselą nie daje automatycznej gwarancji członkostwa ani bezpieczeństwa. Unia Europejska wielokrotnie budowała wobec państw aspirujących rozbudowane oczekiwania, pozostawiając ostateczne decyzje na odległą przyszłość. Rosyjski argument nie jest więc całkowicie oderwany od rzeczywistości, ale Kreml używa go do obrony własnej strefy wpływów.
Niedawny traktat dotyczący pokoju Armenii i Azerbejdżanu pokazał, jak wiele zewnętrznych interesów krzyżuje się na Kaukazie Południowym. Erywań musi prowadzić politykę opartą na rachunku sił, a nie na obietnicy, iż jeden zagraniczny ośrodek rozwiąże za niego wszystkie problemy. Ma prawo szukać nowych partnerów, ale powinien unikać zamiany jednej zależności na drugą.
Lekcja dla Polski
Dla Polski ta sprawa nie jest egzotycznym sporem na odległym Kaukazie. Pokazuje mechanizm działania rosyjskiej polityki: najpierw wiązać sąsiada rynkiem, energią i instytucjami, a później przedstawiać suwerenny wybór jako gospodarczą nielojalność. Ten sam ośrodek prowadzi wojnę na Ukrainie i stale sprawdza odporność wschodniej flanki NATO. Rosyjskie próby testowania Polski i Sojuszu trzeba czytać jako część tej samej logiki nacisku.
Warszawa powinna wspierać prawo Armenii do samodzielnej decyzji, zachowując twardy realizm wobec Brukseli i Moskwy. Nie musimy udawać, iż członkostwo w Unii Europejskiej jest szybkim lekarstwem na każdy problem. Musimy natomiast jasno odrzucać rosyjskie przekonanie, iż mniejsze narody mają wybierać pod groźbą blokady rynku. Suwerenność ma sens tylko wtedy, gdy decyzji nie dyktuje ani embargo ze Wschodu, ani ideologiczna presja z Zachodu.
Źródło: Kresy.pl
















