Minął rok, odkąd Waldemar Żurek przejął Ministerstwo Sprawiedliwości, a bilans, jaki wystawia mu prawnicza i prawicowa prasa, jest surowy. „Rzeczpospolita" pisze wprost, iż ministrowi nie udało się wyprowadzić sądów z kryzysu, a jego pozycja w rządzie osłabła na tyle, iż dziś „walczy o przetrwanie". Sztandarowe reformy utknęły, a obietnica rozdzielenia kluczowych funkcji pozostała na papierze.
Rok od zmiany warty
Waldemar Żurek objął resort 24 lipca 2025 roku, w rekonstrukcji rządu Donalda Tuska, zastępując Adama Bodnara. Przejął zarazem połączoną funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Obejmując urząd, zapowiadał zdecydowane działania i szybkie „przywracanie praworządności". Po dwunastu miesiącach ocena środowiska prawniczego jest chłodna.
Reformy, które nie ruszyły
Dwa filary planowanej przebudowy wymiaru sprawiedliwości ugrzęzły. Ustawa dotycząca statusu tzw. neosędziów utknęła w Sejmie, a reforma Krajowej Rady Sądownictwa trafiła na weto prezydenta Karola Nawrockiego. Sądy wciąż mierzą się z gigantycznymi zaległościami, a obywatel czekający na rozprawę nie odczuł poprawy. „Szefowi resortu sprawiedliwości nie udało się usprawnić sądów i wyprowadzić Temidy z poważnego kryzysu. Pozostaje czekanie na przełom" — tak podsumowuje ten rok „Rzeczpospolita".
Skutki pata
Za suchym bilansem kryją się realne skutki. Nierozstrzygnięty status neosędziów oznacza, iż wiele wyroków wciąż można podważać, a niepewność co do składów orzekających przekłada się na kolejne odroczenia rozpraw. Reforma Krajowej Rady Sądownictwa, która miała przywrócić jej niezależność, po prezydenckim wecie utknęła w martwym punkcie. Spór o praworządność, zamiast się domykać, wszedł w fazę pata, w której żadna ze stron nie potrafi narzucić własnego rozwiązania. Tymczasem obywatel liczący na sprawniejsze sądy wciąż odczuwa te same zaległości i te same terminy.
Obietnica bez pokrycia
Osobnym rozdziałem jest niezrealizowana zapowiedź rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Miała ona ograniczyć polityczny wpływ na prokuraturę i była jednym z kluczowych haseł kampanii. Do dziś pozostała w sferze deklaracji. Główną widoczną aktywnością ministra stały się zmiany kadrowe: odwoływanie prezesów sądów i przesunięcia w prokuraturze, w których krytycy dostrzegają raczej polityczne mikrozarządzanie niż systemową naprawę.
Słabnąca pozycja
Za surową oceną stoi też polityka wewnątrz obozu władzy. Publicyści zwracają uwagę, iż pozycja Żurka w gabinecie zmalała, stąd formuła o „walce o przetrwanie". „Choć coś drgnęło, to na przełom i obiecywane uzdrowienie Temidy przez cały czas czekamy" — brzmi konkluzja gazety. Dla zwykłego Polaka spór o praworządność wciąż pozostaje wojną toczoną na górze, bez przełożenia na krótsze kolejki w sądach i sprawniejsze postępowania.
Rachunek po roku
Bilans pierwszego roku układa się więc w obraz resortu, który dużo zapowiadał, a kilka domknął. Reformy zablokowane, sztandarowa obietnica niespełniona, a codzienność sądów niezmieniona. Ile jeszcze „przełomów" obieca władza, zanim obywatel zobaczy realną różnicę tam, gdzie styka się z wymiarem sprawiedliwości?










